Inspiracje – Style Digger

Joanna Glogaza, czyli Style Digger – autorka bloga pod taką nazwą – to jedna z moich ulubionych blogerek, która wypracowała sobie solidną markę w sieci. Na dodatek częściowo związana z moim rodzinnym miastem – bo przez pewien czas studiowała i mieszkała w Krakowie, a i sam Kraków dość często pojawiał się w jej postach. Podczytywałam ją regularnie niemal od samego początku istnienia bloga. Podobał mi się jej styl, od początku zindywidualizowany i oryginalny, sposób pisania, dobór tematów, to, że nie bała się eksperymentów (jak choćby serii cotygodniowych krótkich filmików czy serii o podróżach – na blogu z założenia modowym). Tym bardziej ucieszyła mnie widoczna od pewnego czasu na blogu zmiana nastawienia – w kierunku zrównoważonej, świadomej konsumpcji i dobrego życia. Aż któregoś dnia znalazłam na nim odniesienie do jednego z wpisów na minimalplan:)  No i nie było wyjścia, musiałyśmy się poznać. Na żywo Joanna, choć młodsza ode mnie o ładnych parę (powiedzmy) lat, okazała się równie sympatyczną i otwartą osobą jak w swoich wpisach i szybko znalazłyśmy wspólny język. Bardzo interesowało mnie, jak rozpoczęła się jej przemiana – więc poniżej Joanna odpowiada na kilka pytań, które od początku chciałam jej zadać.

-  Jak to się stało, że z blogerki, która była jedną z pierwszych i najbardziej rozpoznawalnych – piszących o modzie i pokazujących nowe trendy, nowe stylizacje – zmieniłaś się w blogerkę popularyzującą zrównoważoną konsumpcję, dobre życie, umiar w odzieżowych zakupach? Co było impulsem do takiej zmiany?

 Impulsy był różne, najbardziej jaskrawy był chyba ten najbardziej przyziemny. Często chodziłam na zakupy, do tego dostawałam mnóstwo ubrań od firm, chcących zareklamować się na moim blogu w ramach barteru. W efekcie moje ubrania były wszędzie, miałam ich naprawdę sporo, a ciągle dotykał mnie klasyczny problem „nie mam co na siebie włożyć”. Zaczęłam więc szukać sposobu na uzdrowienie tej sytuacji, trafiłam na blog Dead Fleurette, przez nią odkryłam inne „minimalistyczne” blogi i tak się to potoczyło.
Ważnym powodem było też wewnętrzne poczucie, że coś tu jest nie tak. Trochę już chyba wyrosłam z pokazywania nowych ciuszków w Internecie bez głębszej refleksji, zaczęło mi się robić głupio, że prowadzę bloga, który z każdym postem krzyczy „ja, ja ja!”.
- Jak ewoluowało Twoje zainteresowanie tą tematyką i na jakim etapie aktualnie jesteś?
Tak jak wspomniałam, na początku trafiłam na blogi internetowych minimalistów, jak mnmlist Leo Babauty. Prezentowane przez część z nich poglądy są dość radykalne, ale wtedy bardzo mi odpowiadała ich skondensowana forma, jasne zasady, nie przeszkadzał mi nawet mentorski ton. Szybko mi jednak ten entuzjazm neofity minął i zaczęłam szukać bardziej konkretnych czy rozsądnych źródeł wiedzy o świadomej konsumpcji. Trafiłam m.in. na książkę o etyce i ekologii w branży odzieżowej, autorstwa Lucy Siegle, która dość przekrojowo pokazuje jaki wpływ na otoczenie mają nasze wybory ubraniowe. Obecnie cały czas staram się poszerzać swoją wiedzę o świadomej konsumpcji, bo to nie tylko fascynujący temat, ale i ważny dla naszej przyszłości.
Indoktrynacja minimalistów połączona ze zdobytą później konkretną wiedzą sprawiła, że mimo że absolutnie się minimalistką nie nazywam, kupuję mało. Przed zakupem zastanawiam się czy na pewno jest mi dana rzecz potrzebna lub czy na pewno aż tak mi się podoba. Dzięki temu zaczęłam też doceniać przedmioty trwałe, wysokiej jakości, dobrze to widać w przypadku ubrań – wcześniej miałam ich tyle, że właściwie nie miały okazji zdążyć się zużyć. Pomijając wszystkie aspekty ekologiczno/etyczne, zakupy w takim systemie robi się dużo przyjemniej, a używanie tych wybranych, wyjątkowych przedmiotów ma wręcz luksusową otoczkę. Planuję teraz przejść schodek wyżej i spróbować szycia na miarę.
fot_sd
Zdjęcie z archiwum Style Digger
- Wspomniałaś kiedyś na blogu, że odstrasza Cię podejście „wszystko albo nic”, jakie prezentują blogerzy definiujący się jako minimaliści. Podobnie zresztą jak wyznawczynie tzw „francuskiego stylu” – pachnie to trochę sektą, wszystkie te blogi są do siebie bliźniaczo podobne. Czy możesz to rozwinąć – co Ci w takim podejściu nie odpowiada, a co uznajesz za sensowne postulaty (z umiarem)?
Na pewno nie podoba mi się władczy ton i wpędzanie siebie czy innych w poczucie winy, które nigdy nie jest zdrowe. Trochę przypomina mi to środowiska związane z różnego rodzaju zaburzeniami odżywiania i od razu zapala czerwoną lampkę. Nie lubię też rozliczania się z kupionych rzeczy i wyścigu „kto mniej”, wydaje mi się to strasznie dziecinne. No i nuda – większość blogowych minimalistów wałkuje w kołko te same tematy, odwołuje się do tych samych źródeł, na czele z nieszczęsną „Sztuką Prostoty” D. Loreau. Mam też wrażenie że część z nic nieco się zagalopowuje i z niewolników posiadania stają się niewolnikami nieposiadania, niewydawania pieniędzy, niedopuszczania do siebie zbyt dużej ilości bodźców.
Wyznawczynie „francuskiego stylu” to też ciekawa historia! Te dwa środowiska są ze sobą mocno powiązane, przydarzył mi się jakiś czas temu na blogu komentarz, gdzie Czytelniczka zarzucała mi brak spójności. No bo z jednej strony piszę o tej rozsądnej konsumpcji, a z drugiej noszę „dziwne rzeczy”, np. dżinsowe ogrodniczki, zamiast klasycznego mundurka paski + trencz. Mam wrażenie że „wyznawczynie” czasem zapominają, że wyposażenie się w konkretne elementy „mundurka” nie sprawi, że ich garderoba stanie się doskonała (czy coś takiego w ogóle istnieje?), styl wysublimowany, a wybory zakupowe świadome. Czasem to taka trochę wymówka do drogich zakupów pod pozorem „klasyki” i „minimalizmu”. No i to straszna nuda nosić ciągle te paski i botki Isabel Marant, nie wierzę, że tym wszystkim dziewczynom naprawdę z głębi serca się to podoba.
Dla mnie francuski styl to raczej stan umysłu niż konkretny zestaw ciuchów, potwierdziły to też obserwacje podczas moich podróży do Francji. Osoba, która zrobiła na mnie największe wrażenie, jeżeli chodzi o strój, to minięta na paryskiej ulicy pani w średnim wieku, z siwymi włosami spiętymi w kok, wysportowaną sylwetką, w białej, plisowanej sukience o rozkloszowanym kroju i płaskich, srebrnych sandałach z pasków, ze skórzaną torbą workiem (http://farm9.staticflickr.com/8425/7713365808_a8a5ea4af5_b.jpg). Nie miała nic wspólnego z wspomnianym wyżej mundurkiem, a efekt był bardzo francuski i absolutnie wspaniały.
se2
Zdjęcie z archiwum Style Digger
-  Jak sądzisz – czemu coraz więcej osób przekonuje się do podobnej postawy?
Myślę że jesteśmy zmęczeni agresywną reklamą, przymusem kupowania, pokazywania się. Po fazie konsumpcyjnej rozpusty naturalnym torem przychodzi faza skromniejszych postaw. Na pewno taki powrót do prostoty jest też w jakimś stopniu najzwyklejszym, dość powierzchownym trendem – wystarczy spojrzeć jak modne stało się „bywanie” na farmerskich marketach. A marki to wykorzystują  – pojawia się coraz więcej kampanii reklamowych z „prostym życiem” w roli głównej, próbuje nam się wciskać absolutnie niezbędne przedmioty, bez których proste życie nie ma przecież sensu.
- Studiowałaś i mieszkałaś ostatnio w Londynie, w międzynarodowym środowisku. Czy zaobserwowałaś tam jakieś różnice w stylu życia, jeśli chodzi o podejście do konsumpcji? Czy decyzje o zakupach odzieżowych podejmuje się równie łatwo jak można by wnioskować z wpisów na wielu polskich „modowych” blogach, czy minęła tam już era fascynacji tanimi zakupami z sieciówek, czego się poszukuje, co jest najbardziej cenione?
Trudno mi powiedzieć, bo miałam styczność z ludźmi z tak różnych środowiska, że nie umiem wskazać jednego modelu zakupowych zachowań. Ludzie w moim wieku, poznani na studiach i w The Future Laboratory, firmie zajmującej się prognozowaniem trendów, w której miałam staż, kupują sporo. Mam wrażenie, że młodzi Anglicy więcej imprezują, wychodzą z domu, więc i wyjściowych strojów potrzebują więcej. Co ciekawe, ogromna większość z nich stawia albo na dość niszowe źródła jak projektanci, o których nigdy nie słyszeliśmy (chyba że czytamy blog Susie Bubble) czy vintage, albo na brytyjskie marki, z Topshopem na czele. Nikt z moich znajomych nie wybiegał jednak z pełnym torbami z Primarku, a częstym źródłem tanich zakupów są charity shops i powszechne w Londynie garażowe wyprzedaże. Inni moi znajomi kupowali w sklepach ze średnio-wyższej półki i oni faktycznie robili zakupy rzadziej.
Na pewno aktywne są środowiska związane ze świadomą konsumpcją, trend na proste życie jest w rozkwicie i z pewnością są kręgi, w których nie wypada się chwalić zbyt dużą ilością zakupów, jednak nie jestem pewna czy stanowi to rzeczywiste zagrożenie dla sieciówek, które też przecież nie stoją w miejscu i różnego rodzaju marketingowi akcjami starają się wpasować w aktualne nastroje klientów.
A odnośnie drugiej części Twojego pytania – myślę że nikt nie robi zakupów z „blogerską” częstotliwością, sposób robienia zakupów pokazywany przez wiele topowych blogerek nie nadaje się do zastosowania w rzeczywistości. Ale jestem przekonana, że ich Czytelnicy to wiedzą i nie kopiują tego pompowanego przez reklamodawców stylu życia 1:1, ale inspirują się użytecznymi dla nich elementami, na przykład stylem czy przedsiębiorczą postawą. W skrócie: mam nadzieję, że nikt nie myśli, że naprawdę musi do każdego stroju mieć nowe buty i torebkę, tylko dlatego że blogerki mają – dla wielu z nich to niejako „obowiązek zawodowy” i ich garderoba na pewno tak nie wyglądała przed założeniem bloga.
- Studiowałaś prognozowanie trendów. Czy możesz powiedzieć jak będzie ewoluowało podejście globalnej społeczności w kontekście bardziej świadomych wyborów, rozważania zakupów pod kątem etycznym, alternatywnych źródeł informacji o tym, w co warto inwestować swój czas i pieniądze (dziś to wciąż nisza)?  Jakie ciekawe, nowe zjawiska, które mają szansę przyjąć się u nas, zaobserwowałaś?
Na pewno trzeba rozdzielić dwie rzeczy – szczere, autentyczne dążenie do polepszenia rynku pod względem etycznym i slow life jako trend. Temu pierwszemu wróżę ciągły rozwój, dzięki Internetowi (pojawia się także tam, gdzie wcześniej nie było do niego dostępu) wzrasta nie tylko świadomość konsumentów, ale i ich możliwości demaskowania i rozgłaszania złych praktyk korporacji. I firmy nie mają innego wyjścia, jak tylko zacząć się z tym liczyć. Zmienia się też koncepcja luksusu, znaczenie traci puste logo, a zyskują autentyczne wartości idące za ceną produkty, co ma duże znaczenie dla świadomej konsumpcji.
Z drugiej strony, moda na „proste życie” jest częścią większego, nostalgicznego trendu. Ile jednak możemy jeść w bistro z drewnianymi stołami i menu wypisanym kredą? Ludziom, którzy „złapali się” na tę estetykę na fali trendu zapewne w końcu się ona znudzi. Co będzie dalej? Oglądałam ostatnio wywiad z Li Edelkoort, guru trendwatchingu, która prognozowała, że metodą odbicia sobie całej tej pokryzysowej ascezy może być ucieczka w świat fantazji, szalonych kolorów, wzorów i niespotykanych połączeń. Już dziś widać to w branży designu. Inną możliwą opcją jest fasynacja światem technologii i nauki, nie tylko wśród różnego rodzaju „nerdów”, ale i „zwykłych ludzi”. Już dziś możemy obserwować jak dzięki nowym mediom (np, kanałom na youtube) zaawansowane koncepcje technologiczne czy teorie naukowe tłumaczone są na język wspomnianego „zwykłego człowieka” i trafiają do szerokiego odbiorcy. Zgadzam się więc z Li, że  nauka i technologia mogą stać się sexy:)
About these ads

3 thoughts on “Inspiracje – Style Digger

  1. nugatowa pisze:

    Bardzo ciekawa rozmowa. Cenny wywiad dla początkujących minimalistów.

  2. mojo pisze:

    Kobiety powinny mieć trochę więcej pewności siebie – przynajmniej tyle, żeby móc zdrowo ocenić które elementy „bazy” czy „must have’u” (czy jak to tam jeszcze nazwać) do nich pasują, a które nie. To wymaga znajomości siebie i dość dużej odporności na wpływy (reklamowe, blogowe etc.). Nikt mi nie powie, że wśród pięciu par butów, które kobieta elegancka mieć powinna muszą znaleźć się mokasyny, bo ich nie lubię. Nie lubię też dopasowanych płaszczy, wysokich obcasów i jakoś żyję bez bluzki w paski (choć zastanawiam się nad kupnem;) ). Styl francuski jest dla mnie bardzo inspirujący, ale tak jak powiedziała Joanna, nie wszystkie musimy nosić te same „mundurki”, żeby dobrze wyglądać.

    • ookk pisze:

      Dokładnie, wg mnie po prostu niektóre osoby wpadają ze skrajności w skrajność, a to bierze się z nieznajomości samego siebie, z braku pewności siebie i z szukania na siłę jakiegoś miejsca, w którym można się „zakotwiczyć” i poczuć bezpiecznie, bo przecież łatwiej stać się fanem minimalizmu czy tam francuskiego stylu (łatwo przyswajalne wytyczne jak żyć, poza tym w tzw. trendzie ;) niż po prostu robić coś w zgodzie ze sobą i bez spinania się, bez frustrowania, że nie mam, mam, nie wyglądam, wyglądam itp. itd.

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Dołącz do 87 obserwujących.

%d bloggers like this: