Oda do jakości, część 1

Migawka z londyńskiej ulicy, rok 2008. Ulewny deszcz. Dziewczyna, której rozkleiła się na ulicy papierowa torba z logo Primark, obraca się i idzie dalej, nie zadając sobie trudu, żeby pozbierać z mokrego od deszczu chodnika zawartość – stertę świeżo zakupionych ubrań. Najwidoczniej były warte mniej niż rachunek z pralni – stwierdza z przerażeniem obserwujący tą scenę branżowy reporter. A jego reakcję zapisuje Lucy Siegle, dziennikarka BBC i felietonistka „The Observer“, niedzielnego dodatku do dziennika „The Guardian“. I przywołuje w swojej książce „To Die For: Is Fashion Wearing Out The World?“, nowej Biblii świadomych klientów przemysłu odzieżowego. Pisze w niej między innymi o: skórzanej kurtce (skórę impregnowano różnymi chemikaliami w jednej z setek garbarni nad brzegiem Gangesu), lśniącym cekinami topie za jedyne 35 funtów (cekiny mogła przyszywać ręcznie Farida, emigrantka z Delhi, pracująca dla jednego z chińskich podwykonawców znanej międzynarodowej sieci, który płaci jej 21 pensów od sztuki), czy kaszmirowy sweter z supermarketu (podejrzanie tani, ale nie dajmy się zwieść metce oznajmiającej z dumą: 100 proc. kaszmiru. Oględziny pod mikroskopem wykażą, że zmieszanego z wełną i króliczą sierścią).

– Uważajmy, co kupujemy – ostrzega Siegle. – Międzynarodowe sieci ustaliły nowe zasady na modowym rynku.  Podpatruje się najgorętsze trendy sezonu. Szyje szybko, by trafiały do sklepów chwilę po tym, gdy zostaną pokazane na luksusowych wybiegach. I sprzedaje tanio. Tak tanio, że trudno nie spytać: jak to możliwe? A gdy spytasz, w odpowiedzi dostajesz slogany o „indywidualnym modelu redukcji kosztów“ i misji, polegającej na dostarczaniu światowej mody za niską cenę zwykłym śmiertelnikom. Nikt nie zająknie się ani słowem o kosztach produkcji. A przecież dla wielkich sieci nie szyją jeszcze roboty, tylko ludzie zatrudniani często za głodowe stawki u podwykonawców z krajów Trzeciego Świata.

To tłumaczy, dlaczego w ledwo upchanych na wieszakach koszulach , spódnicach czy żakietach z nowej dostawy rwą się szwy, u mankietów dyndają guziki, a ściegi biegną zygzakiem. Sześćdziesięciu pięciu studentów wydziału mody na brytyjskim Northumbia University w ramach eksperymentu stworzyło własną linię produkcyjną najprostszych t-shirtów. W siedem godzin spod ich palców wyszło 95 sztuk. Byli rozczarowani, gdy usłyszeli, że przeciętna fabryka w Bangladeszu z identyczną liczbą pracowników i wyposażona w taką samą ilość maszyn, zdołałaby wytworzyć w tym czasie 900. Średni czas na przeszycie bluzki z jednej strony: 48 i pół sekundy.

Źródło: Live The Minimalism

„Fast fashion“, zauważa Siegle, zagryza też stopniowo odzieżowe marki średniego rzędu. Nie najtańsze, ale też nie bardzo drogie, przykładające wciąż wagę do jakości swoich ubrań. Stanęły przed dylematem: albo utrzymają poziom, albo dostosują się do wyśrubowanego tempa zamówień, narzucanego  przez nowych liderów rynku. To jeszcze dałoby się zrobić. Gorzej z ceną – poniżej pewnego progu jest już tylko bankructwo. Taki problem ma dziś Benetton, rozsławiony w całej Europie mocnymi, prowokacyjnymi kampaniami reklamowymi. Reprezentujący interesy jego założycieli właściciel większościowego pakietu akcji, firma Edizione Holding, ogłosił w lutym, że jedna z najbardziej rozpoznawalnych marek odzieżowych średniej półki może wycofać się z giełdy. Zysk za 2011 r. mógł stopnieć nawet o 30 proc. Gdyby oświecony konsument nie martwił się, że niedługo nie będzie miał gdzie kupić przyzwoitych gatunkowo ubrań, mógłby powiedzieć: mają za swoje. Pamięta dobrze aferę z używaniem przez Benettona wełny od owiec z wielkoprzemysłowego chowu. A pierwsze przykazanie oświeconego konsumenta brzmi przecież: sprawdzaj, gdzie i jak produkują.

Kupując ubranie, nie patrz tylko na cenę – radzi Lucy Siegle. – Zbadaj metkę, skład surowcowy. Poszukaj informacji na temat producenta. Z jakich krajów pochodzą ciuchy? Kto je szyje? Czy właściciel firmy, do której należy marka, sam zatrudnia wykonawców, czy zleca wykonanie kontrahentom? Jakie obowiązują go standardy?

Standardem w Stanach Zjednoczonych i krajach Europy Zachodniej są już podobne pytania. Zadają je nie tylko dziennikarze, ale wpływowi blogerzy – bardzo drobiazgową, wręcz naukową analizę jakości można znaleźć m.in. na blogu Empty Emptor, a także działacze organizacji konsumenckich. W Polsce jako pierwsza wystąpiła z nimi koalicja Clean Clothes, zawiązana przez Polską Akcję Humanitarną, Polską Zieloną Sieć, Karat – organizacje kobiece z Europy Środkowo-Wschodniej i stowarzyszenie EFTE działające na rzecz świadomej konsumpcji.

 Oczywiście, nie wszyscy muszą być równie radykalni jak Lucy Siegle, która nawet ślub brała ekologicznie. (Goście jedli lokalne potrawy, a wodę pobierano ze studni z pompą napędzaną turbiną wiatrową). Ale na jakość tego, co kupujemy, warto zwracać uwagę, niezależnie od jej stosunku do ceny.  Kiedyś ubrania wytrzymywały lata – pisze Amanda Tan z Seattle na swoim blogu Assembled Hazardly. – Teraz wyrzuca się je po sześciu miesiącach, a niektóre nie nadają się do założenia już po pierwszym praniu. Masowa produkcja i chęć szybkiego zarobku zrobiła swoje.  Ale i sprawdzonym, lepszym jakościowo markom zdarzają się wpadki.  O tym już niedługo.

A dziś jeszcze a propos konsumpcji, nie tylko odzieżowej – aktualna Polityka przynosi bardzo dobry wywiad z Dorotą Masłowską. Rzadko się odzywa dziewczyna, ale jeśli już, to mądrze i własnym głosem.

Reklamy
Otagowane , , , , , , ,

4 thoughts on “Oda do jakości, część 1

  1. minimalenka pisze:

    Niestety jakość ostatnio jest kiepska. Także w sklepach, które wcześniej uważałam za dobre. Kupienie czegoś, co przetrwa w niezmienionym stanie kilka prań to cud..

  2. Agata pisze:

    Codziennie wchodzę na blog z nadzieją na część drugą. Twoje przemyślenia wyjątkowo do mnie trafiają, nie rezygnuj z pisania!

  3. […] niezwykle ciekawy artykuł w polskiej blogosferze. Serdecznie zachęcam Was do przeczytania „Ody do jakości” u […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: