Inspiracje – Dead Fleurette

Ma zaledwie 20 lat, mieszka w Norwegii, ale jej ulubionym miastem jest Paryż. Pochodzi z wietnamskiej rodziny. Studiuje, współpracuje z mediami, udziela lekcji muzyki, a przede wszystkim pisze bloga, który ponad rok temu stał się dla mnie objawieniem. Nie mogłam uwierzyć, że jego autorka, mimo młodego wieku, ma tak dojrzały, wysublimowany gust (nie tylko w dziedzinie mody) i zdroworozsądkowe podejście do życia. Dlatego, gdy przygotowywałam jakiś czas temu tekst o minimalizmie, była jedną z pierwszych osób z międzynarodowej blogosfery, której chciałam zadać kilka pytań. Udało się nam porozmawiać (mailowo). Nie ujawniam prawdziwego imienia i nazwiska, bo Dead Fleurette z różnych względów chce chronić swoją prywatność za pseudonimem. Ponieważ nie wykorzystałam całości naszej rozmowy w przygotowanym materiale,  pozwalam sobie przedstawić ją poniżej, otwierając tym samym nowy cykl. Może kogoś zainspiruje:)

– Czy zgodzisz się z obserwacją, że postawa określana jako „minimalizm” ostatnio stała się bardziej widoczna – zarówno na blogach, jak w zachowaniu konsumentów, w modzie i innych dziedzinach sztuki, stopniowo wkraczając także do świata kultury popularnej? Jaki jest tego powód?


Dead Fleurette:– Zdecydowanie, minimalizm coraz bardziej dochodzi do głosu. Zastanawiam się jednak, czy nie dostrzegam tak wyraźnie tej tendencji dlatego, że sama jestem mocno zaangażowana w temat. Znajomi, którzy nie identyfikują się z podejściem „mniej znaczy więcej” nie odnotowują podobnego trendu albo w ogóle się nim nie przejmują. Wydaje mi się, że tak zwany nowy minimalizm z jednej strony jest reakcją na nadmiar konsumpcji i hałasu, który atakuje nas teraz w różnej formie ze wszystkich stron, z drugiej – zwykłym trendem, takim jak każdy inny, rozpopularyzowanym dzięki takim projektantom jak Phoebe Philo czy Jil Sander, którym minimalistyczne środki wyrazu zawsze były bliskie. Trudno to rozdzielić, bo chcąc nie chcąc bez przerwy ulegamy wpływom trendów, nawet jeśli się z nimi nie zgadzamy – trudno się więc dziwić, że „minimalistyczny” trend na blogach i w ilustrowanych magazynach ma ostatnio mocną pozycję. Wydaje mi się, że minimalizm był widoczny w kulturze przez cały czas (weźmy choćby architekturę i sztukę lat 90., czy muzykę Philipa Glassa), lecz gdy do głosu dochodzi większa grupa osób, którym bliska jest ta estetyka, wtedy mówi się o jego powrocie. Sprzyjają temu czasy, w jakich żyjemy – kiedy wszystko dostarczane jest tak szybko, kiedy wszystkiego jest w nadmiarze, masz dość i skłaniasz się ku temu, co jest przeciwieństwem nadmiaru. To jak znużenie fast foodem i moda na slow food.

– Twoim zdaniem ta tendencja będzie rosnąć jako masowa reakcja na kryzys światowych  finansów (na  blogach można znaleźć ostatnio ciekawe rozważania na ten temat)? Czy jest szansa, że zainteresowanie minimalizmem może zmienić na trwałe nasze podejście do konsumpcji, czy też zostanie kolejnym trendem, wypieranym po jakimś czasie przez inny trend? Często, gdy coś zaczyna być popularne, albo przedstawiane jako popularne, ludzie naśladują to bez zastanowienia, ale po jakimś czasie zdają sobie też sprawę z filozofii, jaka się za tym trendem kryje i zmieniają sposób myślenia.

– Trendy przychodzą i odchodzą, ale czasem trwają dłużej, niż się spodziewano. Przypuszczam, że aktualny minimalizm też ustąpi pola innym tendencjom za kilka sezonów, ale filozofia, którą reprezentuje, jednak pozostanie. To trend ponadczasowy. Dotyczy tego, co najistotniejsze. Osobiście wierzę, że gdy tylko ludzie zaczynają rozumieć, o co w tym naprawdę chodzi (w  odniesieniu do stylu życia), minimalizm może trwale zmienić ich podejście do konsumpcji. Sama nie byłam świadoma, że istnieje coś takiego jak moda na minimalizm czy minimalistyczny styl życia, kiedy zaczęłam się nim bliżej zajmować. Dla mnie to była moja własna reakcja na tendencję do gromadzenia, obserwowaną wokół od małego. Terapia. Próba ograniczenia mojego stanu posiadania do naprawdę niezbędnych rzeczy, pozbycia się przymusu, żeby „mieć”. Rodzaj wyzwania.

Dead Fleurette – zdjęcie pochodzi z jej blogu: http://grayzine.no/deadfleurette/

– Na blogu piszesz, że nie przejmujesz się trendami i wychwalasz minimalistyczną garderobę pod hasłem „jakość zamiast ilości”. Dowodzisz też własnym przykładem, że wcale nie trzeba zarabiać mnóstwo, żeby wejść w posiadanie przynajmniej kilku wysokogatunkowych ubrań – które mogą stworzyć garderobę na całe życie. To brzmi bardzo rozsądnie, zwłaszcza, gdy podobne tezy głosi tak młoda osoba. W jaki sposób doszłaś do podobnych wniosków? Czy wpływ miało Twoje wychowanie, własne spostrzeżenia, czy też wcześniejsze eksperymenty z modą?

– Cóż… Zawsze miałam dość kosztowny gust, jeśli chodzi o ubrania (zarówno w odniesieniu do stylu, jak i jakości), lecz mało pieniędzy. Stwierdzenie, że jeśli przestanę kupować masę kiepskiej jakości rzeczy i zamiast tego co sezon będę w stanie zainwestować w kilka wysokogatunkowych elementów garderoby, nie było wielkim odkryciem. Kiedyś – powiedzmy do 17 roku życia – stawiałam ilość nad jakość. Pozbycie się wszystkich nagromadzonych rzeczy zajęło mi sporo czasu. Teraz lubię powtarzać, że nie stać mnie na to, żeby kupować tanio. Z drugiej strony, przytłaczał mnie nadmiar nagromadzonych przez lata ubrań i to, że śledzone przeze mnie na bieżąco blogi dotyczące mody nieustannie koncentrowały się na ilości i bezmyślnej konsumpcji. To była negatywna reakcja na kulturę nadmiaru, która dominuje teraz w wielu zachodnich społeczeństwach.

– To podejście ma związek z wiekiem?

– Bardziej ze stopniowym nabywaniem mądrości, jeśli można to tak nazwać.

Jak przekonałabyś kogoś, kto twierdzi, że „minimalizm” – jako osobisty styl, ale także pewna postawa w stosunku do otaczającego świata jest nudna –  że się jednak myli?

– Cóż… każdy lubi coś innego. Lubię w takich sytuacjach cytować Massimo Vingelli: „Minimalizm nie jest stylem, jest podejściem, sposobem życia. To zasadnicza odtrutka na hałas, wizualny chaos, nieporządek, wulgarność. Minimalizm jest dążeniem do istoty rzeczy.” Nie wszyscy rozumieją, o co chodzi w całym tym upraszczaniu. Trzeba to uszanować – ludzie mają różne punkty odniesienia.

Czy nazwałabyś samą siebie „minimalistką” czy też wolisz unikać etykietek tego typu? Jeśli tak – dlaczego?

– Nie, nie powiedziałabym, że jestem minimalistką. Początkowo byłam kimś, kto do minimalizmu aspiruje, ale ostatecznie odnalazłam dobrą równowagę i teraz mogę powiedzieć tyle, że inspiruje mnie minimalistyczny styl życia. Nie chcę być ekstremistką. Wierzę, że spokojny umysł wynika ze zrównoważonego i zdrowego stylu życia, a bycie ekstremistką  bynajmniej zdrowe nie jest.

Poniżej oryginalna wersja:

– Do you observe that the attitude of so-called „minimalism” – „less is more” – has become more visible nowadays – on blogs, in consumers`behaviour, art etc. making gradually its way into the popular culture and fast food fashion as well? If so, what`s the reason for it – how do you think?

– It definitely has become more visible nowadays, but I wonder if it’s because I’m into in these kind of things, which is why it is visible to me. People I know who aren’t into „minimalism” and „less is more” haven’t seen the trend or do not care. I guess the „new minimalism” is a reaction against over-consumption and noise in every form… or just a trend thanks to the designers who do minimalistic design such as Phoebe Philo, Jil Sander, etc. Anyhow, we are subconsciously influenced by trends and things we read about, even though we deny it, so it’s no wonder that the so-called „minimalism” trend on blogs and magazines have made a dominating entrance as of late. I guess minimalism has always been in the picture (the 90s, in architecture and art, music such as Philip Glass), but when bigger „tribes” of people who embrace „minimalism” come into existence online it surely comes across as a revival. I suppose that living in a world/era where everything is delivered so fast, where everything is excessive, you want to hold on to the opposite. It’s like fast food versus slow food.

– Do you think this tendency would grow as a mass reaction to the world`s financial crisis (there were some interesting posts relating to that topic on other blogs lately)? Would it be another passing „trend” or is there a chance it could change people`s attitude towards consumption? You know, sometimes people are just imitating sth because it`s so popular, following the trend but soon they realise somehow what kind of philosophy is hidden behind it…

– Trends come and trends go, but sometimes they stick around for a longer time than anticipated. I suppose the current minimalism will kind of „die” off in a couple of seasons, but the philosophy behind it will remain. It’s a timeless trend. it’s about what’s essential. I think once people become familiar with the philosophy (in terms of lifestyle), it will change people’s attitude towards consumption. Personally, I wasn’t aware that minimalism or a minimalist lifestyle was in fashion when I started exploring it. To me, it was more like a reaction towards being a hoarder since I was little. It was therapy. It was all about paring my life down to the bare essentials, rid myself of the tyranny of possessions. A challenge.

–  On your blog, you write that you don`t care much about fashion trends nowadays and praise the minimalist, yet good quality wardrobe – „quality, not quantity”. An you prove that one doesn`t have to earn much to afford few good quality items – a wardrobe for life. It sounds very wise, especially when written by a young person. How did you came to such conclusions? Was it more your upbringing, your own reflections/observations or experiences/experiments with fashion as a teenager?

– Well.. I’ve always had very expensive taste in clothing (both designer and quality-wise) but no money. It wasn’t rocket science to figure out that if I just stopped buying lots of bad quality clothing and just invested in a few coveted items a season, I would be able to afford whatever I wanted. I used to choose quantity over quality but I changed when I was 17. It was a long process to let go of my possessions. I like to say that I’m not rich enough to buy cheap things. On the other hand, I was just sick of the amount of clothes and stuff I had accumulated, and how fashion blogs was insanely focused on quantity and mindless consumerism. Again, it was a reaction towards the consumption culture in western countries nowadays.

– Do you think this attitude usually comes with age, or can come at any time when someone is tired and bored of the excess surrounding him?

– I think this attitude comes with wisdom, if you know what I mean.

– How would you convince someone who states that minimalism – as one`s personal style and an attitude towards all kind of things is boring and dull, that he is probably wrong?

– Well.. to each his own. I’d like to quote Massimo Vingelli: „Minimalism is not a style,  it is an attitude,  a way of being. It’s a fundamental reaction against noise,  visual noise,  disorder, vulgarity. Minimalism is the pursuit of the essence of things, not the appearance.”. Not all people get simplicity. We just have to respect that people have different basis.

– Would you call yourself „a minimalist” or rather escape from labelling of that kind? Why? 

– I wouldn’t say that I’m a minimalist. At first, I was an aspiring minimalist,  but I’ve finally found a good balance and now I’m just being inspired by the minimalist lifestyle. I don’t want to be an extremist. I believe that a peaceful mind is by virtue of a balanced and healthy lifestyle,  and being an extremist isn’t something I would define as healthy.

Dead Fleurette – zdjęcie pochodzi z jej blogu: http://grayzine.no/deadfleurette/

Advertisements
Otagowane , , , , , ,

19 thoughts on “Inspiracje – Dead Fleurette

  1. MOCNY pisze:

    „Minimalizm” to ekstremalnie złe słowo na określenie tego, o czym piszesz, kojarzy się bowiem potocznie absolutnie z czym innym. Przynajmniej w polskim języku.
    Gromadzić ponad miarę… Rozsądek mówi, że to nieracjonalne. Co to jednak znaczy „gromadzić ponad miarę”? Z pewnością dla każdego znaczy to co innego.
    Jako mężczyzna, podam inny przykład. Co jest racjonalne? Czy kupować tani popularny samochód, jeździć nim do końca gwarancji i wymieniać na nowy? Czy kupować drogi wóz wysokiej jakości i jeździć nim do prawie fizycznego zużycia (dobrych kilkanaście lat)?
    Słowa „minimalizm” nie potrafię jednak dopasować do żadnej z tych sytuacji. Kojarzy się ono raczej z rezygnacją z samochodu, co chyba z racjonalizmem niewiele ma wspólnego.

    • minimalplan pisze:

      Słuszna uwaga. Myślę, że kłopot właśnie w słowie “minimalizm”. Dlatego też stosuję cudzysłów. Jak pewnie zauważyłeś, większość osób określanych mianem “minimalistów’, propagujących podobne podejście do życia, w ostatnim czasie też stara się uciec od tej etykietki, zmienia nicki, lub nazwy blogów.
      Jak słusznie zauważyła Dead Fleurette, minimalizm to ekstremum, a żadne ekstremum nie jest zdrowe – i trudno się z tym nie zgodzić. Pozbywanie się rzeczy może być przecież równie kompulsywnym zachowaniem jak ich gromadzenie.
      to, o co chodzi podobnie myślącym, to raczej znalezienie równowagi. Tylko jakie określenie stosować zamiennie? Racjonalizm? To też nie jest do końca precyzyjne…..

  2. B. pisze:

    Dead Fleurette śledzę od dawna, ot jakim miłym akcentem było dla mnie jej facebookowa aktualność o polskim akcencie i artykule – tak odkryłam znowuż Twój blog i jestem wniebowzięta ! Jestem studentką i mój budżet jest naprawdę niski, chyba najniższy z możliwych w danym momencie. Minimalizm śledzę na blogach, stronach, tumblrze,ale dotąd nic poza tym, żadnych rewolucji w szafie. Dość tego, w te wakacje biorę się za detoks! A będzie co wyprzedawać, oddawać, wyrzucać… Jeśli miałam zamiary sprawienia swojej szafy lepszej jakościowo, to były to tylko bardziej przemyślane zakupy, zwracam uwagi na tkanine, co najważniejsze – rzadziej odwiedzam sklepy, nawet te ukochane ciucholandy ( choć muszę przyznać parę rzeczy najlepszych mam właśnie stąd ). Wszystko poza wyrzucaniem. I widziałam te plany, wypunktowane, rady w postach i specjalne cykle postów uzdrawiających szafy od najbardziej inspirujących ludzi jak Garance Dore, A pair and a spare czy DF. I nic , raczej odkładałam to jak najdłużej, ale tym razem dam radę ;p Mimo wszystko jednak bardziej stawiam na indywidualizm i dystans – nie sztuką będzie powielanie ich czy Twoich schematów, powinniśmy też cieszyć się życiem, nie popadać w „minimalistyczny patos”, poszaleć póki nam wolno, bo jesteśmy młodzi i głupi. Tak , chcę uczyć się na swoich błędach, więc wyrzucanie będzie mam nadzieję i rozsądne, ale też po swojemu.
    O co chciałam zapytać… Skoro już kroisz minimalizm na takie fajne kawałki, z czego cieszę się ogromnie, bo dotychczas natykałam się na polskie blogi chełpiące się ideami modowego minimalizmu chyba tylko dla wybranych chcę zapytać o najprostszą radę, która może być po części wyzwaniem. Wymaga bowiem rozeznania. Gdzie kupić tzw basics w polskich sklepach? Wymieniłaś w jednym poście marki wg Ciebie klasy średniej, z wadami i zaletami, czuję jednak niedosyt. Są to głownie marki albo niedostępne dla przeciętnej studentki cenowo, albo niedostępne w ogóle w Polsce. Nie wierzę, że nie ma sklepów do których mogłabym pójść w nie tylko Warszawie, a też Krakowie ( gdyż tu mieszkam ), czy Wrocławiu, Gdańsku. Marki ogólnodostępne, a dobre jakościowo w których mogę kupić ZWYKŁY biały t shirt, z dobrego materiału, który będę miała na długi czas i którego tak potrzebuję i pragnę – wiem, że to głupio brzmi, ale jakże trudnym zadaniem paradoksalnie jest znalezienie zwykłego, dobrego t shirtu, czarnego, białego, szarego…
    Nie wspominam już o tym, że moim marzeniem jest kupienie idealnie skrojonego blazera, który będzie ponadczasowy. Jednak chociaż ten zwykły t shirt, jeansy ( chodzi pogłoska, że jednak Zara robi bardzo dobre jeansy ), BALERINY.
    Gdzie są Polsko te zwykłe dobre rzeczy? 😦 No gdzie. Okej, zaoszczędzę i zapłacę więcej ponad mój budżet nawet. Byle było zwykłe. Może są jednak mniej popularne sieciówki z dobrymi podstawowymi rzeczami, albo nawet te mega popularne robią miminalistyczne, dobrze skrojone rzeczy, tylko ludzie nie zwracają na nie uwagi i leżą w zapomnienu, w kątach?
    Czy to nie paradoks, że w dzisiejszych czasach, żeby wyglądać prosto, ale z klasą ( czyli kiedyś nazwałby to ktoś wyglądaniem przeciętnie) trzeba mieć jednak więcej pieniędzy? A za małą cenę, można co najwyżej wyglądać tak jak wszyscy lub zwyczajnie kiczowo, na siłę?
    Kiedy czasy się tak zmieniły? Wstyd mi ,że piszę to mając 21 lat. A może po prostu jestem z innej epoki. Szkoda tylko, ze uwięziona w tym ciele, w tym budżecie i w tej szafie. Oby wakacyjne porządki, dały mi minimum satysfakcji, przy czym, żebym została w ogóle z jakimiś ubraniami do chodzenia ;p
    Dziękuje za inspirację i wyzywam na pojedynek w „poszukiwaniu zwykłego, białego t shirtu” , a może Ty już taki idealny masz, jeśli tak podziel się marką i dam Ci już spokój od swoich przydługich, mało stylowych wypowiedzi 🙂
    Pozdrawiam

    • minimalplan pisze:

      Dziękuję!
      Twoja wypowiedź wcale nie jest przydługa. Zwróciłaś uwagę na istotny problem: gdzie ma się w Polsce ubrać młody człowiek z wyrobionym gustem, określonymi oczekiwaniami względem jakości i niezbyt grubym portfelem.
      Podejmuję wyzwanie i niedługo napiszę o efektach takich poszukiwań. „W poszukiwaniu białego t-shirtu….” – oby przy tym stanie sklepowych półek nie wyszło nam dzieło na miarę Prousta;)
      Co do balerin – to też jest epopeja. Paradoksalnie właśnie Zara ma do nich niezły dryg, i niektóre egzemplarze są całkiem wytrzymałe.
      Obawiam się, że w dzisiejszym świecie nie ma już stuprocentowej gwarancji jakości, chyba że ma się własną krawcową która szyje na miarę. Z jednej strony markom uchodzącym za „luksusowe”, ze średniej lub wyższej półki zdarzają się wpadki, tym boleśniejsze, że mocniej uderzają po kieszeni.Z drugiej – czasem w sieciówkach, w morzu chłamu można znaleźć coś naprawdę dobrej jakości. Trzeba wtedy chyba nakupić na zapas, bo nie wiadomo, czy podobny wyskok jeszcze się kiedyś powtórzy.
      Bardzo ciekawy jest pod tym względem blog Empty Emptor – opisujący różne konsumpcyjne zjawiska od naukowej strony, polecam. I pozdrawiam!

    • fuendetodos pisze:

      Recepta na w miarę tani, idealnie skrojony blezer: kupić taki, który pasuje w ramionach, bo te najtrudniej jest przerobić i oddać krawcowej do tzw. pasowania.

  3. quattro pisze:

    Dzień dobry,
    dziękuję za inspirujący wywiad. Tym sposobem niniejszym „ujawniam się”. Twojego bloga śledzę od pierwszego wpisu. Od dziś tym bardziej będę mu kibicować. Serdecznie pozdrawiam

  4. Gość pisze:

    Dzień dobry,
    Z przyjemnością czytam Twoje wpisy. Jednek lubię robić ‚prasówkę’, użyjąc Czytnika RSS. Czy istnieje jeszcze jakiś cień szansy na to, że tym kanałem będziesz udostępniać całe wpisy,a nie tak jak teraz – tylko fragmenty?
    Pozdrawiam!

  5. Tenia pisze:

    Witam, cieszę się Twoim blogiem:) Chciałabym podzielić się „moim” białym t-shirtem; GAP. To była najlepszej jakości koszulka jaką w życiu miałam, niestety moja była prezentem zagranicznym :metka zaś made in Brunei, nie mam pewności czy sklepy w Polsce nie mają np. made in China… KOSZULKĘ MIAŁAM jakieś 11 lat, była dość gruba ale nie za gruba 100% bawełna , w ciągu tych 11 lat raz tylko uznałam , ze lekko zszarzała i namoczyłam ją na 2 godziny w vizirze do białego , takim nasyconym roztworze- jak nowa. Nie zużyła się – załatwiła mi ją córcia soczkiem marchewkowym:)
    Czekam na inne „cynki” gdyż szukam również – nie mam jak sprawdzić sklepów Gap w Polsce- mieszkam bowiem w Szczecinie. A i taka mała uwaga- mam blisko do Berlina i kiedyś kupiłam tam w H&M bluzkę identyczną jak w H&M w Polsce- ta z NIemiec była grubsza i lepiej uszyta…… Dramat.
    Pozdrawiam serdecznie

    • Krolisek pisze:

      Ciekawe, że rzeczy z tych wszystkich sieciówek owianych w Polsce sławą złej jakości, można też znaleźć w SH. Polecam się przyjrzeć – zupełnie inna jakość. A jeśli chodzi o GAPa to właśnie w SH upolowałam genialne spodenki do kolan, na lato w sam raz. Mam nadzieję, że posłużą mi przez wiele sezonów.

  6. fuendetodos pisze:

    Zastanawialam sie troche nad komentarzem… czytalam niedawno artykul o amerykanskiej rodzinie, ktora w ramach eksperymentu, upraszcznia sobie zycia i gaszenia tesknoty za stara dobra Europa, przeprowadzila sie na prowansalska wies. Jedna z pierwszych rzeczy, ktore zaskoczyly glownie matke (rzucila prace w korporacji), bylo to, ze w domu, do ktorego sie wprowadzili, nie bylo szaf… tylke wieszaki na ubrania, a i tych bylo niewiele. Nie wiem, czy Francuzi w ogole, czy tylko te bardziej medialne Francuzki, nie zachlysneli sie tania i dostepna moda. Zreszta, dlaczego by mieli? Zazwyczaj wyznaczali mody, nie maja kompleksow, nie mieli okresu w historii, w ktorym byliby glodni jakosci i wobec tego glodu zastepowali ja iloscia. To, o czym piszesz, o czym pisze Tuan-Khanh (wyjawila swoja tozsamosc na instagramie), to cos, czego pracujace matki ze sredniej i wyzszej klasy ucza swoje corki od malego, co im powtarzaja do znudzenia i czego same sa dobrym przykladem: jakosc, dobre dopasowanie, wspolgranie z innymi rzeczami w szafie, niewazne jak niewielkiej. Tzw. minimalizm nie jest nowym odkryciem, tylko powrotem do rozsadnego zarzadzania wlasnym wizerunkiem i budzetem. To powrot do normalnosci – pisalam o tym kiedys w komentarzu na blogu Fleurette (czytam od dawna, mamy inny gust, ale podoba mi sie jej podejscie; jeszcze bardziej jednak podoba mi sie to, ze ma tak wielka sile oddzialywania i inspiruje kobiety do zmian).

    Ad. jakosci ubran produkowanych na rynek zachodni i polski: niestety racja :/ nawet wyprzedazach u nas ceny sa wyzsze. Ja odnowilam przyjazn z maszyna do szycia. Wole kupic tkanine za 200zl/mb i uszyc sobie w trzy godziny np. koszule, niz wyc do metki na koszuli np. Stenstroms.

  7. K. Zaucha pisze:

    Minimalizm… Ciekawa sprawa, która zaczęłą interesowac mnie od paru miesięcy, choc mam dopiero 18 lat… Czytam wiele artykułów, blogów na ten temat, liczne kolorowe czasopisma dla kobiet zachwalają ten sposób bycia, tylko właśnie, czy ‚minimalizm’ jesy czymś nowym? Ja np. im więcej czytam na temat ‚ minimalizmu’ odkrywam, że wcześniej, nie znając pojęcia minimalizm, żyłam jego zasadami, które nazywały sie po prostu ‚oszczędnośc’ bądź ‚roztropnośc’. Cieszy mnie jednak fakt, że ludzie zaczynają życ, a nie pędzic. Wielkie dzięki za świetny wywiad 😉 pozdrawiam

  8. seo plan pisze:

    I never imagined I would need to understand this,
    but thank goodness for the web

  9. I love your blog.. very nice colors & theme. Did you
    create this website yourself or did you hire someone to do it for you?
    Plz respond as I’m looking to create my own blog and would like to know where u got this from. many thanks

  10. Brendan pisze:

    Write more, thats all I have to say. Literally, it seems as though you relied on
    the video to make your point. You definitely know what youre talking about, why throw away your intelligence on just
    posting videos to your blog when you could be giving us something
    informative to read?

  11. Estella pisze:

    Asking questions are in fact pleasant thing if you are not understanding something entirely, but this post offers pleasant understanding even.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: