O radości z małych zwycięstw

Są piękne. Mają czarne noski i czarną obłożynę, reszta przyszwy w ciemnozielonym kolorze, kojarzącym się od razu z tak modnym w tym sezonie nurtem militarnym. Może dlatego kosztują prawie 500 zł, podczas gdy porównywalne modele, bynajmniej nie gorszej jakości – połowę. Patrzę na nie i podobają mi się coraz bardziej. Czekały na mnie od rana, kiedy wypatrzyłam je w sklepie Benettona.

Oglądam oba raz jeszcze, przymierzam, obracając się przed lustrem, układając już w głowie kombinacje, w jakich będę mogła je nosić. I jeszcze raz. I jeszcze.

A potem zdejmuję, odkładam na półkę, obejrzawszy się za nimi od drzwi. Zostaną w sklepie.

Tak niewiele brakowało do kolejnej odsłony dobrze znanej historii, która powtarzała się wcześniej w różnych wariantach:

–       Buty na słupku z różnokolorowej plecionki, z otwartymi palcami, wypatrzone na aukcji eBay. Kupując je, widziałam rozliczne mieszkanki Nowego Jorku i Londynu, sfotografowane przez Scotta Schumana z The Sartorialist, w kombinacji podobnych butów oraz rajstop w kontrastowym kolorze, która wydawała mi się jakże awangardowa. Założyłam je raz, pech chciał że podczas deszczu, drobiąc w nich po nierównych, mokrych płytkach chodnikowych i mocząc zarówno buty, jak i rajstopy. To zniechęciło mnie do kolejnych eksperymentów i resztę żywota spędziły jak na razie w szafie.

–      Czerwone szpilki z kokardką na cienkim 10-centymetrowym obcasie, sklep polskiej firmy Ryłko. Znamy to wszystkie, odwieczne marzenie o czerwonych szpilkach, które potrafią rozjaśnić nawet najbardziej pochmurny dzień (w szafie miałam już wówczas 2 pary innych czerwonych butów na obcasie). Nie założone nigdy, z wyjątkiem prezentacji we własnym domu przed lustrem.

–       Białe sznurowane buty w szpic do kostki, zakupione na Etsy w chwili innej fantazji o awangardzie – takie buty nosiło wówczas wiele modowych blogerek, a w kontekście „białych kozaczków“ wydawały mi się świetnym żartem, mrugnięciem oka do znającego się na rzeczy obserwatora. Jak dotąd nie opuściły pudełka.

–       Czarne retro butki na obcasie, marki Topshop – wybór na fali zachwytu retromodą, prezentowaną przez niektóre polskie „szafiarki“. Nie wnikałam nawet, czy są z prawdziwej skóry, w każdym razie w moją wpiły się tak mocno, że po jednym założeniu nie dałam im kolejnej szansy.

–       Mokasyny marki Gino Rossi. Bardzo, bardzo, natychmiast potrzebowałam mokasynów, by nosić je do podwiniętych spodni w typie cygaretek, eksponując kawałek kostki. Niestety, czarnych już w moim rozmiarze nie było. Nie było też bordowych ani w kolorze ładnie spatynowanego brązu. Więc wzięłam te, też brązowe, zlewające się z barwą skóry, o kształcie, który może zachwyciłby pruderyjną nauczycielkę sprzed trzech dekad. Ubrałam je raz i więcej nie powtórzyłam tego błędu. Mam nadzieję, że za pośrednictwem Caritasu trafiły do kogoś, kto nie przywiązuje tak wielkiej wagi na przykład do kształtu nosków i  buty, pełniąc swą podstawową funkcję przydadzą się mu na codzień.

Tym razem finał jest inny. Wychodząc ze sklepu, czuję ulgę. Bo gdyby się zastanowić głębiej, tak naprawdę w każdym z tych (oraz innych, bo było ich więcej) przypadków chodziło o coś innego:

–       Odsunięcie perspektywy pracy nad czymś, nad czym bardzo nie chciało mi się pracować. Nic łatwiejszego, gdy po drodze do domu ma się centrum handlowe (tylko popatrzę, zrelaksuję się, żeby potem umysł mógł koncentrować się na trudniejszych kwestiach…)

–       Zły humor i chęć zrekompensowania go sobie zakupami

–       Obniżone z jakiegoś powodu poczucie własnej wartości (zakupiona rzecz na pewno, ależ na pewno poprawi mój wygląd!)

Rzecz dziwna: po samodzielnym wyperswadowaniu sobie zakupu wcale nie żałuję, że do niego nie doszło. Nie śnią mi się te trzewiki po nocach. Jakoś straciły na atrakcyjności. A więc widocznie nie były mi przeznaczone. Przypomniałam sobie też, jak trudno zestawiać takie buty z całą resztą, bo niestety – o ile nie są na wyższym obcasie, a te akurat nie są – optycznie skracają i pogrubiają łydki. Poza tym, gdyby jednak przyszła mi ochota na eksperymenty, przecież jedne „oksfordy“ w swojej szafie już mam. Rzadko noszone. Co prawda nie dwukolorowe, a czarne, jednak ten ciemnozielony nie kontrastuje jakoś wyraźnie z czernią. Jest więc okazja, żeby przywrócić je do łask.

Nie wiem, jaki wpływ na tę decyzję miała czytana w międzyczasie książka „Nasz mały PRL“ (recenzja wkrótce), ale jedno jest pewne: 500 zł, które pod wpływem obuwniczego amoku chciałam ot tak, lekką rączką przepuścić, zostało w kieszeni!

A poniżej obiecane zdjęcia dżinsów New Cure:

Z bliska:

Z oddali:

Oraz na modelu, tak, by było widać, jak leżą na sylwetce, ale bez szczegółów;)

Reklamy
Otagowane ,

2 thoughts on “O radości z małych zwycięstw

  1. fuendetodos (niewyparzona buzia) pisze:

    Heh, ad. „Odsunięcie perspektywy pracy nad czymś” -> http://www.structuredprocrastination.com/ wprowadzam w życie, na razie pomaga 😉
    Ad. „po samodzielnym wyperswadowaniu sobie zakupu wcale nie żałuję”: po podjęciu decyzji ludzie maja tendencję do bardziej energicznego argumentowania na jej rzecz, mimo iż alternatywy nie były gorsze. To ma nawet jakąś nazwę w psychologii, nie pamiętam jej, niestety. Najważniejsze, że 500zł możesz oszczędzić 🙂
    Podwijając tak jeansy, Twoje nogi wizualnie kończą się na linii styku ciemnej prawej strony jeansu i jasnej lewej jego strony; wszystko co jest poniżej „należy” już do stóp. Jeśli masz 175 + cm wzrostu to nie ma problemu, jeśli mniej, to ten trend nie jest dla Ciebie.

  2. minimalplan pisze:

    Fuendetodos: O, ciekawe. Dzięki za info – znaczenie ma też, czy poniżej podwinięcia są buty na płaskim, czy na wysokim obcasie….. Obawiam się jednak, że ostatnie zdjęcie w minimalnym stopniu oddaje rzeczywistość, zrobione jest z ręki telefonem komórkowym i pod nieodpowiednim kątem. Właściwie w ogóle nie powinno go być, ale chciałam pokazać, jak wyglądają „na postaci” 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: