Poza zasięgiem

Jadę sobie – za zachodnią granicę, wyjątkowo pociągiem, z pięcioma przesiadkami. Pociąg upiornie wczesny, żeby dotrzeć tam gdzie powinnam, nie mogę się spóźnić, bo jedno stracone połączenie spowoduje, że posypie się cała reszta. No i na przystanku pod domem uświadamiam sobie, że nie wzięłam komórki – smartfona swego, albo iPhone`a, uściślając jeszcze bardziej. Ładowała się w nocy, została przy łóżku. Wrócić się nie mogę, mam kwadrans – w sam raz żeby dotrzeć na dworzec i wskoczyć do pociągu. Zero esemesów, połączeń, internetu, w tym facebooka, a nawet muzyki. Przez pięć dni! Czy to już dramat? Dwanaście lat temu, kiedy znacznie częściej jeździłam tą samą trasą, nie miałam komórki wcale, o smartfonach jeszcze się nikomu nie śniło. Nie miałam nawet wystarczająco dużo pieniędzy, żeby dzwonić do rodzinnego domu częściej niż raz, dwa razy na miesiąc – byłam wtedy studentką dorabiającą w holenderskiej knajpie do skromnego stypendium Tempusa. Czy teraz dam radę wytrzymać bez nieustannego kontaktu ze światem? Na szczęście osoba, która ma czekać na mnie u celu, wie, o jakiej godzinie i którym połączeniem przyjadę, a w razie czego – przecież istnieją chyba jeszcze gdzieś budki telefoniczne? Miejmy nadzieję. Przecież niewielu z nas ma jeszcze telefon stacjonarny! Pierwszy pociąg spóźniony 25 minut, potem już 30. Jeśli nie nadrobi po drodze, maleją szanse, by zdążyć na kolejny.

Dawno, dawno temu, ktoś, z kim wtedy byłam, należący do wcześniejszej o dekadę generacji, która traktowała budki telefoniczne jako nieodłączny element krajobrazu, miał zwyczaj czasem dzwonić do mnie z nich właśnie. Trochę mnie to śmieszyło, ale teraz – z perspektywy czasu – myślę, że jednak było to bardzo, hm, romantyczne:) Bo jednak trzeba zadać sobie trochę trudu – ach, te poszukiwania, ta niepewność, czy budka aby będzie czynna, te emocje, kiedy wstukuje się właściwy numer….

Green_Manx_phone_box

Źródło: Wikimedia Commons

Jeszcze dawniej nawet, bo przed dwunastoma laty, kiedy byłam częstą pasażerką na tej właśnie trasie, nikt nie rozumiałby w ogóle, o czym piszę. Internet był dostępny tylko w formie stacjonarnej, korzystało się z niego w wybranych godzinach i w konkretnych miejscach – na przykład w pracy, jeśli akurat było tam stałe łącze. Nie wysyłało się dziesiątek esemesów i nie prowadziło długotrwałych rozmów gdzie bądź, w tym także w miejscach komunikacji publicznej, bo rozmowy z komórek były piekielnie drogie. Zamiast tego, w czasie, który można było spędzić w świecie wirtualnym, zajmowało się… życiem. Dziś umówienie się z kimś na peronie w innym mieście europejskim z wyprzedzeniem, bez potwierdzania po drodze, może uchodzić za ekstrawagancję.

Na szczęście mam ze sobą książki. Czytam. Trochę śpię, trochę piszę, ale nie odrywam się co chwila nerwowo, żeby sprawdzić, co tam słychać u znajomych, czy ktoś do mnie napisał, czy ktoś zmienił status. Opóźnienie nie maleje, ale udaje mi się złapać kolejne połączenie – i następne też. Docieram o czasie do celu, osoba, z którą się umówiłam, czeka na peronie. Choć budek, o, takich,  już dawno w Holandii nie ma. A przynajmniej ja nie mogłam ich znaleźć.

52963b45-0bec-4966-b1cb-53942aa3596e

Podczas pięciu dni maila sprawdzam tylko raz – wykupując, jak za dawnych czasów, piętnastominutowy dostęp do Internetu w holenderskiej bibliotece. Na portale informacyjne już zupełnie świadomie nie zaglądam. Po powrocie, kiedy po włączeniu komputera i odnalezieniu telefonu zalewa mnie fala informacji o zabójstwach, śmierciach, karambolach, kryzysach, stwierdzam, że niewiele straciłam. Przedzieram się przez zestaw nieodebranych połączeń i maili, których nadawcy irytują się, nie dostawszy natychmiast odpowiedzi. Sama ich tak sobie wychowałam, myślę.  Przymusowy odwyk od szybkiej komunikacji wcale nie był bolesny. Przypomniał mi, jak kiedyś można było funkcjonować i dawać sobie radę nie gorzej niż dziś, wyjąwszy sytuacje awaryjne.

Bolesne było dopiero zderzenie z rzeczywistością.

Nie, nie zamierzam wyrzucić telefonu przez okno ani zrezygnować z mobilnego internetu. Ale od czasu do czasu, przynajmniej w weekendy, będę wyłączać telefon i nie zaglądać do sieci. Wiem, że takie zachowanie, określane z angielska „digital sabatical”, jest popularne wśród zadeklarowanych minimalistów. Sama pewnie nie zdecydowałabym się na coś podobnego. Zadecydował przypadek. Okazało się, że można to wytrzymać, ba, że jest to całkiem przyjemne.

Jeszcze jedna refleksja i jedna obserwacja.

W holenderskich pociągach istnieją już „pokoje ciszy” – części przedziału wydzielone szybą z takim właśnie oznaczeniem. To miejsce dla tych, którzy mają dość wysłuchiwania cudzych zwierzeń przez komórki i wydawanych przez nie dźwięków. Holendrzy, zresztą zafascynowani nowymi technologiami, szybko zorientowali się jednak, że wszechobecność komórek mocno komplikuje im dotychczasowy styl życia. Dodajmy, że jest ono mocno zorganizowane – wszystko planuje się z kalendarzem w ręku, zarówno służbowe spotkania, jak i prywatne okazje, rygorystycznie przestrzegając punktualności. A jak tu sobie cokolwiek organizować, skoro w każdej chwili ktoś może złapać nas pod komórką albo na Facebooku? Chowają się więc za pocztą głosową i statusami „niedostępny” na Facebooku i czacie na Gmailu.

Przy okazji – jeżdżąc tak tam i z powrotem, miałam też sporo czasu, żeby pomyśleć sobie o różnych sprawach – przypomniałam sobie też, że znam jedną, jedyną osobę – jest to pewien profesor uniwersytetu – który nie ma komórki. Albo ma, ale nie podaje  jej numeru nikomu poza bliskimi i w relacjach służbowych nie istnieją odstępstwa od tej reguły. Jeśli ktoś chce się z nim skontaktować, zrobi to bez trudu- wystarczy sprawdzić, w jakich godzinach ma seminaria i zjawić się na uczelni.Przypuszczam, że ów profesor radzi sobie z organizacją czasu nie gorzej niż inni,  stale podłączeni do telefonów i sieci.

A budki telefoniczne jednak istnieją – na dworcu głównym w Berlinie. Działają również na monety i nawet widziałam takich, którzy z nich korzystali!

Reklamy
Otagowane , , , ,

9 thoughts on “Poza zasięgiem

  1. Nika pisze:

    Ja ostatnio widzialam automat na monety w Muzeum Techniki w Warszawie (nawet pisalam o tym na blogu:) . Na miescie zauwazam je czasem, ale na karte bankowa. Swoja droga, ciekawe czy sa jeszcze karty telefoniczne do budek i automaty na karte? Juz od lat nie korzystalam z automatu.
    Czasami wylaczam komorke na pare godzin. Na ogol nic nie trace. Ale to fakt, ze otoczenie oczekuje pelnej dyspozycyjnosci i gdy mowie, ze sie wylaczylam specjalnie, to nie zawsze okazuje zrozumienie…
    Ciekawe jak bym ja funkcjonowala bez mojego „przedłużenia prawej reki”? O ile latwo mi wygospodarowac przerwy, to piec dni byloby prawdziwym wyzwaniem :))
    Pozdrawiam
    Nika

    • minimalplan pisze:

      😀 no właśnie, co do obecności budek w Polsce, też się nad tym zastanawiałam… Niemcy jak widać podeszli do sprawy praktycznie – drobne w kieszeni to jednak pewniak, karta bankowa może nie zadziałać. Co zaś do odłączenia: też bym się świadomie na to nie zdecydowała, bo telefon jest dla mnie podstawowym narzędziem, w dodatku 4 w jednym, bo zapomniałam jeszcze o aparacie fot. Byłam przerażona:) Ale to, że da się przeżyć bez, jest pocieszające! Pozdrawiam:)

  2. Verónica pisze:

    kiedyś, dla niektórych było zaskoczeniem, że przeprowadzam się do mieszkania, w którym nie ma podłączenia do internetu, i że wcale sobie tego internetu nie zamierzałam w żaden sposób organizować.
    to było jeszcze w czasach tuż przed smartfonowych, kiedy nie było takiego jak dzisiaj dostępu do sieci chociażby przez telefon.

    przyznaję, że na większość wyjazdów zabierałam ze sobą palmtopa- ale do czytania książek. palm jako taki do połączenia z siecią wymagał chociażby jakiegoś hotspotu, którego nigdy nie chciało mi się szukać
    to było zawsze rozwiązanie na długą podróż: warzylion książek w palmtopie plus kostka rubika w plecaku.

    aczkolwiek zdarzyło mi się kiedyś ładować telefon w pociągu przy użyciu takiego wynalazku http://pomyslynazakupy.pl/fam-ladowarka-do-telefonow-komorkowych/2005/09/03/

  3. ala pisze:

    W Niemczech z budki telefonicznej można wysłać smsa, wiec tak na prawdę komórka nie jest niezbędna. Ważne by mieć przy sobie numery telefonu, bo kto dziś spisuje je poza telefonem komórkowym…

  4. zagubiony omułek pisze:

    chyba bym się przeraziła gdybym zapomniała telefonu w podobnej sytuacji. pewnie dlatego, że komórkę mam od gimnazjum i nie pamiętam czasów kiedy ludzie nie byli cały czas „dostępni”. tylko czy faktycznie życie było przez to trudniejsze? ludzie spóźniali się i nikt na nich nie czekał, rozmijali się, wpadali bez zapowiedzi i powodowali inne katastrofy? nie sądzę 🙂

  5. panitut pisze:

    A ja często oddycham z ulgą, kiedy zostawię komórkę w domu albo u chłopaka. Czasem nawet zdaje mi się, że podświadomie robię to celowo (o ile można celowo robić coś podświadomie:))

    Co prawda potem przez jakiś czas wysłuchuję: „co się u licha z Tobą działo?”, „czemu nie odbierasz?”, ale okazuje się, że wszystkie te sprawy dało się załatwić odrobinę później albo bez mojego udziału.

    Zatem robię to z premedytacją: daję światu za sobą zatęsknić.

    Jeszcze jedno: kiedy nie można było zadzwonić i zapytać: „gdzie jesteś?” niekiedy poświęcało się całe godziny na poszukiwanie konkretnej osoby, kiedy nie można było sprawdzić konkretnych informacji w internecie, trafiało się na różne rzeczy przepadkiem, przez próbowanie. Trochę tęskno do tych czasów.

    • minimalplan pisze:

      Też tak mam, może dlatego to doświadczenie nie było negatywne:)
      A nawiasem mówiąc, wczoraj zauważyłam wysyp budek telefonicznych Orange wzdłuż jednej z głównych warszawskich ulic – chyba właśnie zamontowali je masowo, i to nie prima aprilis.

  6. peregrinopl pisze:

    wspaniale jest tak być ‚poza zasięgiem’ … po prostu kiedy jesteśmy ‚w zasięgu’ cały czas na coś nas rozprasza .. jesteśmy w ‚przetwórczej’ strefie na coś ustawicznie reagując .. a wspanile jest być też i w ‚twórczej’ strefie by myśleć oryginalnie po swojemu … cieszę się już na moje planowane ‚poza zasiegiem’ w wędrówce
    . świetny wpis .. czyta się jednym tchem ..cieszę się, że tu trafiłem … pozdrawiam serdecznie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: