Oh la la – cz. 2

No to skoro jesteśmy już przy „Paris Street Style”, a długi weekend właśnie się zaczął, idźmy za ciosem.

„Styl ma niewiele wspólnego z pieniędzmi” – piszą Isabelle Thomas i Frederique Veysset, dowodząc, słusznie skądinąd, że elegancja i oryginalność to akurat takie dobra, których nie da się nigdzie kupić. „Gdyby tak było – zauważają – wszyscy szukalibyśmy inspiracji patrząc na zdjęcia najbogatszych ludzi świata. A raczej rozglądamy się za nią gdzie indziej. Zwykle to właśnie brak zasobów czyni nas bardziej twórczymi w doborze tego, co wkładamy na grzbiet. Nie ma więc się co martwić, że nie rozbiłyśmy banku i z naszą pensją nie mamy szans na skomponowanie szafy a la mityczna Paryżanka. Przy odrobinie szczęścia i bystrym oku można stać się nią zaopatrując się w większość rzeczy nawet w nieszczęsnych sieciówkach i sklepach z używaną odzieżą. Panie podają jednak kilka wskazówek:

– Jeśli nie chce się wyglądać jak klon, lepiej trzymać się z dala od „okazów” prezentowanych w reklamówkach owych sieci, w oknach wystawowych, czy też eksponowanych w najbardziej widocznych miejscach w sklepie. Dziewięć na dziesięć szans, że zwrócą uwagę wielu innych. Zalecana jest cierpliwość, wizyta w sklepach tuż po dostawie (często najciekawsze i najwartościowsze rzeczy występują w krótkich seriach, bywa, że nie trafiają w ogóle do sklepu, bo obsługa też zna się na sprawie) i cierpliwe przeszukiwanie wieszaków, połączone ze studiowaniem składu surowcowego na metkach. Czego nie warto kupować w sieciówkach? Bardzo taniej bazy, tych wszystkich t-shirtów za 9,99 zł rozpadających się po pierwszym praniu i tracących kolor, sweterków z metkami „cotton jersey”, nazbyt pomiętych i podziurawionych spodni, żakietów z przesadzoną ilością suwaków, sukienek z syntetycznych tkanin, plastikowych pasków etc. W sieciowych sklepach zdarzają się odkrycia, ale na wszelki wypadek lepiej założyć, że zakupione tam ubrania nie przetrwają dłużej niż sezon. Lepiej więc odczekać, odłożyć pieniądze i te podstawowe, często noszone elementy garderoby, które mają nam służyć latami – typu buty, płaszcz, marynarkę, małą czarną – kupić tam, gdzie przynajmniej mamy gwarancję wysokiej jakości.

_MG_0461

Modelka Jeanne Damas – ucieleśnienie młodego „paryskiego szyku”, źródło: blog Jeanne

– Warto zawierzyć akcesoriom. Jeśli już jakiś cudem upolujemy sukienkę naszych marzeń za niewielkie pieniądze i przyozdobimy ją a to oryginalnym szalem, a to paskiem ze skóry, a do tego jeszcze włożymy nasze najlepsze buty – możemy bawić się do woli widząc te błyski niedowierzania w oczach innych, gdy na pytanie: gdzie ją znalazłaś? – usłyszą np. H&M (Choć osobiście w to nie wierzę, może chodzi o ten H&M sprzed ośmiu-dziesięciu lat, kiedy istotnie trafiały się tam lepsze gatunkowo rzeczy…..)

Wykaz ulubionych akcesoriów autorek zaczyna się – i tu niespodzianka, ha! – od rajstop. Co ciekawe, żywią szczególną niechęć do tych cielistych, twierdząc, że w zestawie z mini albo z małą czarną powodują, że wygląda się jak „podstarzała asystentka prowincjonalnego prawnika” (hmmm…?), choć robią wyjątek dla takich bardzo cienkich (15-20 den). Przyznam, że ten fragment mocno mnie zaintrygował, bo dawno już nie widziałam kobiet, które ubierałyby cieliste – w ogóle straszne to słowo! – rajstopy grubości większej niż ta, no może z wyjątkiem zakonnic. Ku mojemu zaskoczeniu obie Francuzki rozpływają się natomiast nad rajstopami w takich kolorach jak fiolet, fuksja, turkus…. które ich zdaniem warto łączyć z ubraniami w jesiennych i militarnych kolorach. Ja bym tu była jednak dość ostrożna, ale żaden ze mnie ekspert. Na swoje usprawiedliwienie zastrzegają jednak, żeby nie popaść w przesadę i nie stworzyć efektu tęczy, oraz wystrzegać się rajstop we wzory, bo to z kolei grozi efektem podstarzałej hipiski.

Dodatkiem numer dwa są oczywiście, chusty, apaszki i szale wszelkiego rodzaju, przy czym autorki stawiają raczej na takie etniczne, które rozświetlają bardziej stonowaną bazę. Jednak jeśli na coś warto nie żałować miejsca w szafie, to właśnie na chusty. Dla mnie im większe i im większą ilość razy dają się pookręcać wokół szyi, tym lepiej.

09990012

I znów Jeanne. Szal ponoć jest z Zary

Kolejne zaskoczenie: to sandały ze szlachetnymi kamieniami – które według autorek mogą dodać elegancji nawet najprostszym dżinsom – i właśnie w tego typu zestawieniach, na luzie, wypadają najlepiej. Kolejny punkt, o którym sama mam niewiele do powiedzenia, to opaski na włosy (nienawidzę od dzieciństwa, kiedy zmuszano mnie do ich noszenia, żeby włosy nie wpadały mi do oczu, a ja właśnie nie chciałam być taka ulizana!) . Czapki i kapelusze – to sprawa dyskusyjna, jedne lubią, inne nie. Ponoć są twarze wręcz stworzone do noszenia kapeluszy i fikuśnych czapek, oraz takie, które wyglądają w nich koszmarnie. Według pań Thomas i Veysset nie ma jednak kobiety, która nie wyglądałaby intrygująco w męskim kaszkiecie. Za to co do pasków – tak, tak, tak. Koniecznie z naturalnej skóry, różnej grubości – to jest taki dodatek, który można kupić za naprawdę niewielką kwotę z drugiej ręki właśnie i który czyni cuda na korzyść sylwetki. Dobrze też zainwestować – doradzają autorki książki – w jakiś jeden kosztowny dodatek, coś z biżuterii, co będzie naszym znakiem rozpoznawczym i rozświetli skromną bazę – na kształt słynnych bransolet- mankietów Coco Chanel z krzyżami maltańskimi.

Ja bym do tego jeszcze dorzuciła męski, prosty – analogowy oczywiście – zegarek.

– Miksować i jeszcze raz miksować. Styl francuski nie polega na jednowymiarowym wyglądzie „jak z żurnala”. Zaczynając od prostej bazy, warto nauczyć się zestawiania ze sobą tego, co markowe z tym co tanie i z drugiej ręki. Chodzi o to, żeby nadać ubraniom oryginalność, żeby odzwierciedlały w jakiś sposób osobowość noszącej je kobiety, zamiast sprowadzać ją do roli wystawowego manekina. Wbrew pozorom, jest to łatwiejsze, gdy ma się mniej rzeczy niż gdy wylewają się one z półek.

– Co za tym idzie: dostosowywać. Nie trzeba mieć jakichś specjalnych umiejętności, żeby wymienić przemysłowe, liche guziki na lepsze, odcięte np od jakiegoś kupionego za grosze swetra vintage, który nadawał się tylko do przerobienia na części. Dołożyć do płaszcza futrzany (a najlepiej ze sztucznego futra) kołnierz, odciąć rękawy koszuli, skrócić rzadko noszoną sukienkę i zrobić z niej tunikę.

– „Tanie buty są niewybaczalne” – piszą panie i co jak co, ale się z nimi zgadzam w stu procentach, choć – powtórzę – żadna ze mnie ekspertka, raczej badacz zagadnienia na gruncie empirycznym. Dużo chodzę – dla przyjemności – i niestety wiem doskonale, jak fatalnie mszczą się w tej materii zakupowe błędy. A nie lubię chodzić tylko i wyłącznie w trampkach czy butach sportowych. Zaniedbane, rozczłapane buty o tanim wyglądzie mogą zepsuć każdy efekt, ale z kolei buty klasy A (dla każdej ta klasa będzie oznaczać nieco inną półkę cenową) mają też zdolność błyskawicznej transformacji na plus nawet najbardziej niepozornej reszty. Warto inwestować w klasyczne fasony, które nie będą wyglądać babciowato w pejoratywnym sensie i pod opieką dobrego szewca pozwolą nam zadawać szyku latami. I nie zmasakrują nam stóp.

tumblr_mksneo3Jlh1qfrtudo1_1280-1

Źródło: coffeestainedcashmere

Autorki „Paris Street Style”, podobnie jak Ines de Fressange, wymieniają też listę niedopuszczalnych wpadek, które w mgnieniu oka niweczą wystudiowany wizerunek paryżanki (w tym sęk właśnie, że on powinien być na tyle nonszalancki, że nikt nie uzna go za wystudiowany, choćby stroiła się przez godzinę). Niektóre są dość oczywiste, jak metka, której zapomniało się odpruć (niby wszyscy to wiemy, ale jednak tu i ówdzie takowe się widuje), naklejka z ceną na podeszwie buta, przezroczyste – niby niewidzialne – ramiączka od stanika, niedopasowana bielizna, spod której wylewa się ściśnięte ciało, ubrania zbyt ciasne lub zbyt luźne w pasie, mechacące się tkaniny (by temu zapobiec, czasem wystarczy przejechać po nich zwykłą golarką), zbyt krótkie lub wlokące się po ziemi spódnice i nogawki spodni.

Reklamy
Otagowane , , , , ,

3 thoughts on “Oh la la – cz. 2

  1. Majka pisze:

    Po przeczytaniu na tym blogu recenzji tej książki wiem,że nigdy w życiu bym jej nie kupiła,a rady tych znawczyń są śmieszne.

  2. Anwa pisze:

    ja z kolei czuję się mocno zmotywowana do inwestowania w ponadczasowe akcesoria tworzące nasz styl, baardzo dziękuję za serię ‚o la la’ !

  3. Kasia pisze:

    Cieliste rajstopy to dla mnie chyba najobleśniejszy element damskiej garderoby. W pracy wprost zakazano mi noszenia białych, ale jeżeli muszę już jakieś jasne założyć, zawsze są to bardziej białe/kremowe niż cieliste.

    W ostatnich dniach w Polskę jechałam i Polacy naprawdę potrzebowaliby lekcji stylu – łopatologicznie wytłumaczyć, co do siebie pasuje, a co nie. I tu naprawdę nie chodzi o to, że ludzi nie stać – do campusowej kurtki nie pasuje skórzana torebka ala do biura. Do sukienki na niedzielę nie pasuje campusowa kurtka. I tak można mnożyć… Mnie uczono, że jak cię nie stać, to kombinuj z tego, co masz – i o tym właśnie mówią autorki w Twojej recenzji 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: