Polak potrafi

Przez dłuższą chwilę mnie tu nie było – kończę pewien bardzo ważny dla mnie projekt (czy zauważyliście, że dziś prawie wszystko nazywa się „projektem”?) i odetchnę w pełni dopiero w połowie lipca. Od kilku tygodni chciałam napisać o nowym, dostrzeganym oczywiście kątem oka już wcześniej zjawisku, z którego skali nie zdawałam sobie jednak sprawy. A mianowicie chodzi o polską modę. Jest to zarazem odpowiedź na często padające pytanie: „no dobrze, ale gdzie mam się ubierać, chcąc znaleźć rzeczy lepszej jakości niż w popularnych sieciówkach, jeśli nie stać mnie np. na A.P.C. czy Toast, nawet w czasie wyprzedaży?”

Owe kilka tygodni temu odwiedziłam bowiem po raz pierwszy (tak, wstyd napisać) targi młodej polskiej mody Moustache Warsaw Yard Sale. Trochę ze służbowego obowiązku, trochę z ciekawości. I miałam szczęście, że przyszłam pół godziny przed oficjalnym otwarciem, bo inaczej miałabym kłopot z obejrzeniem wszystkiego dokładnie. Pół godziny po rozpoczęciu targów tłum był już tak gęsty, że trzeba było przeciskać się między stoiskami, a co ciekawsze rzeczy długo nie zagrzały na nich miejsca. Takich mas ludzkich na mało masowej w gruncie rzeczy imprezie dawno już nie widziałam. Pozytywnie zaskoczyła mnie też mnogość nowych rodzimych marek, prezentujących tego dnia swoje kolekcje w Pałacu Kultury. Oczywiście, czytywałam trochę na ten temat u niestrudzonych propagatorek nowej mody polskiej – Harel czy u Efektów Ubocznych, ale żeby aż tyle tego? Hm. Chyba coś przegapiłam.

Otóż powiadam Wam, gdyby ktoś chciał dziś ubrać się od stóp do głów w rzeczy z metką made in Poland, może to zrobić bez większego trudu – i wstydu. I nie mam na myśli marek z najwyższej półki, Joanny Klimas, Gosi Baczyńskiej, Ani Kuczyńskiej czy innych naszych utalentowanych i rozpoznawalnych powszechnie projektantów. Mniej znanych, a też zdolnych jest dziś całe mnóstwo, a ich wytwory dostępne – jeśli nie na podobnych targach, których oprócz Moustache jest kilka (tuż potem na Stadionie Narodowym odbył się Hush Warsaw) to poprzez Internet, na portalach takich jak Showroom czy Mostrami. Większość tych ubrań szyta jest w Polsce, co też ma znaczenie, jeśli próbujemy dbać o tak zwaną zrównoważoną konsumpcję i wspierać rodzimych przedsiębiorców; często ręcznie, w krótkich seriach, dzięki czemu mamy większą gwarancję, że nie spotkamy na ulicy kogoś wyglądającego jak nasza kopia. Ma to oczywiście i taki minus, że możemy nie zdążyć kupić tego, co nam przypadło do gustu.

Oczywiście, nie jest tak, że wszystko zachwyca. Po pierwsze, poprzyglądawszy się dokładnie ofercie, doszłam do wrażenia, że owczy pęd ma się dobrze. Podobnie jak co drugi Polak, wynająwszy lokal na knajpę, stawia teraz albo na burgery, albo na piekarnio-kawiarnię w rodzaju warszawskiej Charlotte, to w Pałacu Kultury najczęściej oglądanym typem odzienia (na wieszakach u sprzedających) były wariacje na temat szarego dresu. Proszę mnie źle nie zrozumieć: ten, kto pierwszy zaryzykował otwarcie lokalu z burgerami czy kawiarni ze wspólnym stołem serwującej wypiekane na miejscu bagiety i brioszki, szacunek za wyczucie czasu. Drugi i trzeci – jeszcze w porządku. Ale już przy czwartym  z rzędu może warto się zastanowić nad czymś własnym, oryginalnym? Nie mam nic przeciw temu, żeby na co drugiej ulicy była burgerownia czy śniadaniownia, skoro ludziom tak pasuje, zresztą daj Boże. Wtórność jednak razi, a w modzie tym bardziej. Modę na dresowe wariacje wprowadziła młoda marka Risk.Made In Warsaw, którą polecam uwadze – ostatnio zresztą o niej głośno, więc trudno nie zauważyć. Jak dresowe eksperymenty, tak i swoje niezliczone kopie mają luźne sukienki o linii A oraz kombinezony, jedne i drugie odsłaniające plecy. I koszulki z „zabawnymi” napisami. Pan Tu Nie Stał i Gryfnie mieli pomysł, który najwyraźniej się sprawdził, sądząc po ilości gotowych do kopiowania owego modelu biznesowego, jak mawia się w niektórych kręgach,  ale ileż można? Spostrzeżenie numer dwa – i to też wiąże się pośrednio z dresem – ciągle boimy się kolorów i wzorów. Miłośnicy ortodoksyjnego minimalizmu nie będą mieli kłopotu ze skompletowaniem letniej garderoby, u młodych projektantów królują bowiem kolory szary, czarny i biały. Ci, którzy jednak nie uważają, żeby minimalizm równał się podstawowym barwom, mogą już mieć z tym kłopot.

Marek, które zwróciły moją uwagę podczas tego krótkiego rozpoznania, poza Riskiem, jest sporo, więc wymienię zaledwie kilka, zastrzegając, że nic mnie z nimi nie łączy, po prostu spodobało mi się to, co robią: Pola&Frank – ubrania dla kobiet i  dzieci,  Slava Varsovia – fantastyczne torby skórzane, Mozcau by Justin – najnowsza kolekcja wyjątkowo przypadła mi do gustu, Roboty Ręczne – wszystko, co można zrobić na szydełku, w tym biżuteria, Pulpa – wrocławska marka, która lubi szarości, ale wie, jak się nimi bawić. Od razu przypominają mi się też dwie inne polskie firmy, odkrycia z ostatniego czasu, których na targach akurat nie widziałam – Kurnik Shop i Bynamesakke. Pierwsza wytwarza w krótkich seriach zarówno ubrania w ekologicznym stylu, jak i torby, zaś Bynamesakke to podstawowe ciuchy – głównie podkoszulki i proste sukienki – z bardzo dobrej gatunkowo bawełny.

A dla tych, którzy wedle francuskich wzorców stawiają na „odloty” tylko w akcesoriach – biżuteria Kariny Królak. Tym mocniej kusząca, że niedostępna online, można ją zamówić w pracowni artystki.

Wróciłam do domu z takim oto naszyjnikiem, jednym z dwóch, jakie były dostępne:

IMG_2113

Na przekór zaś tym mocno zachęcających do konsumpcji  opowieściom, od przyszłego miesiąca ruszam z realizacją postanowienia – przez najbliższe pół roku nie kupuję żadnych ubrań ani butów, z wyjątkiem bielizny i dodatków, żeby od czasu do czasu jednak poddać się małej pokusie i nie zwariować z nadmiernej ascezy, bo przecież stawiamy na umiar i zdrowy rozsądek, nieprawdaż?  Moja szafa, po przeglądzie, odchudzeniu i niezbędnych uzupełnieniach mieści już bowiem wszystko, co jest mi potrzebne.

Reklamy
Otagowane , , , ,

4 thoughts on “Polak potrafi

  1. Monia pisze:

    witaj,
    Tak co jakiś czas czytam co zostaje z ortodoksji i świetny cykl oh la la.
    Bardzo dużo się w głowie przejaśnia i otoczenie też się robi jaśniejsze( czy ja naprawdę tyle rzeczy potrzebowałam??), ale jest jedno małe ale 🙂 no właśnie.
    Troszkę nie wychodzi mi zminimalizowanie kosmetyków:) ciekawa jestem jakie jest Twoje zdanie na te temat.I tak w 100%zgadzam się,że zdrowe odżywianie to piękniejsza cera, że tona kolorówek na twarzy to przesada, ale czy tzw. górna półka w branży kosmetycznej to też odpowiednik jakości??czasami z moich doświadczeń wynika,że nie koniecznie.
    Może jakiś post na ten temat……?

    • minimalplan pisze:

      Dziękuję:)
      Postaram się – choć myślę, że dobór kosmetyków to sprawa bardzo indywidualna. Ja mam z nimi inny problem – jak już znajdę to, co mi odpowiada w 100 proc. i się do tego przyzwyczaję – bardzo szybko znika to z rynku. Pisała o tym kiedyś Ajka na Prostym Blogu – najwyraźniej firmy muszą stawiać na nowości i „odświeżanie oferty”. I cała zabawa z doborem zaczyna się od nowa…. Bardzo tego nie lubię, bo akurat w kwestii kosmetyków konserwatystka ze mnie jak nic.

  2. Marta pisze:

    Risk, Made in Warsaw – to moja pierwsza, świadomie kupiona szmata po odwyku:-)
    Idę guglać za Bynamesakke.

  3. zagubiony omułek pisze:

    kurcze wy tam macie dobrze z tymi targami w tej wawie. ja jednak wolę sobie pooglądac na żywo i pomierzyć więc zawsze się waham przed jakimkolwiek zakupem, chociaż i tak od kiedy odkryłam mnogość tych cudowności sieciówki omijam szerokim łukiem i w mojej szafie dominuje lumpeks plus polska produkcja 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: