Może byś tak Damian wpadł popedałować

Od kwietnia choruję na cyklozę. Prawie nie zsiadam z roweru. Rozkopane centrum Warszawy i czasowe wyłączenie z użytku dwóch centralnych stacji metra dodatkowo utrwalają uzależnienie. „Rower to jest świat”, jak śpiewa Leszek. Poruszam się ścieżkami (tam, gdzie są) oraz chodnikami, bo w potencjalnym starciu ze znerwicowanymi warszawskimi kierowcami na długiej prostej mam jednak wrażenie niejakiej nierównowagi sił, zwłaszcza upierając się, że codzienne korzystanie z roweru nie jest sportem niebezpiecznym, wymagającym ochrony w postaci kasku, naramienników i jeszcze czego by tam. Już z tego powodu dla niektórych jestem cieniasem, ale trudno, nie przejmuję się tym wcale. Podobnie jak niechęcią ze strony pieszych, którzy chętnie by mnie na ten chodnik wypchnęli (dyskusja o tym, gdzie powinni znaleźć się rowerzyści, trwa od jakiegoś miesiąca i stale nabiera rumieńców od chwili, gdy euforia związana z wprowadzeniem systemu rowerów miejskich Veturilo przygasła wskutek informacji, że policja i straż miejska mandatuje liczniejszych niż zwykle użytkowników dwóch kółek za korzystanie z chodników właśnie). Też poruszam się dość często piechotą i obecność rowerzystów nigdy mi nie przeszkadzała. Gdy doczekamy kilometrów ścieżek rowerowych, jak w Holandii czy Danii, a choćby w Berlinie, gdzie wiele z nich to zwykłe linie wymalowane farbą na ulicach, nie będę z chodników korzystać. I przypuszczam, że wielu innych też. Bo slalom w niektórych, węższych miejscach, wśród poruszających się w sposób nieskoordynowany ludzi bywa czynnością mocno stresującą.

No ale ja mogę sobie tak mówić, bo jestem cieniasem podwójnym. Po chodnikach poruszam się bowiem w tempie umiarkowanym, a już na pewno nie 30 kilometrów na godzinę, gdy owi piesi znajdują się po lewej i prawej. Bywa, że przechodnie mnie irytują (o spacerujących ścieżkami nie wspomnę), ale przyjmuję zasadę: jestem na ich terenie, więc wypada respektować ich zasady. Tym bardziej, że sama przechodniem bywam. Nadrabiam na ścieżkach, jeśli się da i mam ochotę, a jeśli nie, mknę sobie płynnie, na tyle, żeby odnotować mijające mnie osoby, zieleń, wystawy, ogółem: otoczenie. Czasem się zatrzymuję, czasem znikam gdzieś, parkując rower na chwilę. O to – moim zdaniem – chodzi w mieście. Na tym polega przyjemność oglądania go z perspektywy rowerowego siodełka.

Niestety przyjemność tę psują mi ci, dla których jestem cieniasem, a których na własny użytek określam słówkiem le beauf. Jeśli ktoś zna francuski, albo nie zna, ale czytał całkiem zabawną książkę Oliviera Magny „Zakochany w Paryżu” – wie, o co chodzi. (Książka ma nic wspólnego z filmem Woody Allena). Rowerowych beaufs najłatwiej zaobserwować w weekendy, bo wtedy wylegają na miasto w większej niż zazwyczaj sile. Lubią biel i sportowe stroje, zwłaszcza białe skarpetki do białych sportowych butów, choć wyglądają na niespecjalnie wysportowanych. Dotąd poruszali się na rowerach typu góral albo szosówka, bo miejską odmianą gardzą, ale to nie reguła. Ostatnio upodobali sobie system rowerów publicznych Veturilo (bo tanie). I ledwie dotkną adidasami pedałów, już wstępuje w nich prawdziwie polska brawura. Ruszają z kopyta, jak husaria Sobieskiego pod Wiedniem, i rwą do przodu, ślizgiem między spacerowiczami, byle szybciej, szybciej, na złamanie karku. Być może w ten sposób chcą szybko odzyskać formę, kto wie?  Inny typ – bardziej, przyznaję, stylowy – ma słuchawki w uszach, wyraz determinacji na twarzy, ubrany w odzież z lycry i pędzi na cyklistówce. Zdarzyło się mi oberwać od jednego takiego grubym słowem, gdy ośmieliłam się wejść na przejście dla pieszych (bez roweru, na zielonym świetle), a on akurat, król warszawskich chodników i szos, nie załapał się na zielone u siebie i brał ostry zakręt.

Jeżdżę więc tak sobie codziennie ścieżkami i chodnikami, od czasu do czasu mijana przez pędzących na złamanie karku beaufs, którzy patrzą się na mnie z pogardą, a niektórym zdarza się przynaglić dzwonkiem, choć mogliby spokojnie wyminąć. Czasem po ich przemknięciu dobiega do mnie krzyk jakiegoś potrąconego przechodnia. Czasem niezasłużenie zbieram gromy od przechodniów, którzy mieli styczność z beaufs, więc ulało się im na widok pierwszej lepszej rowerzystki, i myślę: o co tu chodzi? W kraju, gdzie ścieżek jest na razie jak na lekarstwo i nie chcąc ryzykować na jezdni jest się skazanym na współegzystencję na chodnikach,  po co jeździć nimi jak na wyścigach? Gdzie tu przyjemność? Co sobie w ten sposób można udowodnić?

Lubimy oglądać się na Zachód. Tyle że Holendrzy, którym można zarzucać wszystko, z wyjątkiem tego, że nie umieją posługiwać się rowerem, jeżdżą umiarkowanym tempem, jak im wygodnie. Gdy przyspieszają i muszą kogoś wyminąć, mówią „przepraszam”. Respektują rewiry przeznaczone tylko dla pieszych. Przemieszczałam się rowerem w tym kraju, oplecionym wzorcową siecią ścieżek, codziennie przez półtora roku i nie zdarzyło mi się napotkać le beauf. Gdyby taki się pojawił, pewnie odnotowano by to natychmiast i przekazywano sobie o tym informację jak o lokalnym kuriozum. W Amsterdamie tempo jest szybsze niż gdzie indziej, ale wszyscy dostosowują się do tego samego rytmu. I przestrzegają reguł rowerowego savoir-vivre. Berlińczycy jeżdżą z zasady szybko, ale po ścieżkach. A ulica bez ścieżki rowerowej to tam rzadkość. O kulturze niemieckich kierowców przez litość dla naszych nie wspomnę.

BikeSpring

Zdjęcie: The Sartorialist

Dla jasności: nie upieram się przy obrazie wystylizowanego paryskiego dziewczęcia w sukieneczce na rowerze typu omafiets za minimum 1500 zł, z obowiązkowym wiklinowym koszykiem na kierownicy, choć jeśli ktoś lubi, można i tak. Dla mnie poruszanie się rowerem też uosabia pewien styl życia, owszem, ale przede wszystkim ma on być codziennym środkiem komunikacji, pozwalającym sprawnie przemieszczać się z punktu A do punktu B, na który wsiada się tak, jak szłoby się pieszo. A nie narzędziem do wygrania chodnikowej odmiany Tour de Pologne. Jak wyraził to Mikael Colville-Andersen, twórca Copenhagen Cycle Chic, w pierwszym z przykazań ruchu: „Wybieram stylową jazdę na rowerze, czyli przy każdej okazji przedkładam styl nad tempo”.

Reklamy
Otagowane , , , , , , ,

7 thoughts on “Może byś tak Damian wpadł popedałować

  1. Katarzyna pisze:

    Czytam Twoj blog od kilku miesiecy I ciesze sie, ze posty pojawiaja sie coraz czesciej.
    Mieszkam w Londynie I wlasnie wczoraj nabylam rower miejski w ramach programu Cycle to work. W Londynie jazda na rowerze jest szeroko promowana I praktykowana a mimo to wciaz szokujace jest to ze w wielu miejscach w centrum nie ma sciezek rowerowych I rowerzysci musza czesto przeciskac sie obok samochodow ktore akurat sa na drodze I do tego tych zaparkowanych na poboczu.
    Jesli chodzi o jazde w Polsce to jakies 10 lat temu zdarzylo mi sie byc stracona z roweru przez kierowce (poza miastem) ktory nawet sie nie zatrzymal…
    Mimo to mam zamiar kontynuowac I cieszyc sie uwazna I swiadoma jazda 🙂

  2. Nika pisze:

    Ja jezdze dosc czesto do pracy na rowerze (tzn o ile nie pada:), ale pracuje w Brukseli i na mam do wyboru jechac 4 km, w tym tylko 2 sciezka rowerowa, lub 6 km ale tylko pol km po ulicy. Oczywiscie wybieram zawsze druga opcje, bo wowczas ponad polowe drogi jade sciezka w slicznym tunelu z drzew.
    Co do polskiego odpowiednika le beauf, to ich okreslam bufonami… tu tez sie tacy zdarzaja, ale moze nieco rzadziej.
    Za to czesto widac facetow w garniturach jak sobie dostojnie jada rowerkiem do biura. A czasem jakis rodzic z 1 a nawet 2 malych dzieci na rowerze… Takich to naprawde podziwiam:)
    Pozdrawiam Nika

  3. Danni1990 pisze:

    Pozostaje tylko mieć nadzieję, że za kilka, kilkanaście lat nasze drogi będą lepiej przystosowane do jazdy na rowerze. W obecnym stanie nie jest niestety ani bezpiecznie, ani przyjemnie….

  4. Danni1990 pisze:

    Pozostaje tylko mieć nadzieję, że za kilka, kilkanaście lat także nasze drogi będą lepiej przystosowane do jazdy na rowerze. W obecnym stanie niestety nie jest ani przyjemnie, ani bezpiecznie…

  5. PaprikaCorps pisze:

    No cóż, jakież mogą być ścieżki rowerowe w kraju w którym kompradorzy budowę infrastruktury komunikacyjnej zaczyna się od stadionów i boisk 😉

    Poza tym, to my sami sobie utrudniamy życie z racji nieuświadomionego zsowietyzowania, bądź jak kto woli – zsobaczenia obyczajów. Piesi psioczą na rowerzystów, rowerzyści na kierowców, kierowcy na całą resztę, pielęgniarki na górników, górnicy na… i tak można bez końca. Mało kto rozumie, że żyjąc w kraju tak niskiej jakości, jedynym sposobem na skokową poprawę „radości życia” jest bycie dla siebie wzajemnie życzliwszymi, zamiast chodzić z naburmuszoną miną po ulicach wysyłając komunikat „bo w ryj dać mogę dać”. Jakby naszym narodowym hobby, to uprzykrzanie życia innym.

  6. Kasia pisze:

    Jako kierowca miejski zawsze się boję, że potrącę jakiegoś wyprzedzanego przeze mnie rowerzystę. Jest wąsko, ulice są dziurawe a rowerzyści bardzo często nie przestrzegają przepisów ruchu drogowego i nie stosują się do znaków drogowych (i wyskakuje jeden z drugim nagle z prawej i drugiej strony auta). Jako piesza dostaję furii, gdy jedzie taki chodnikiem na złamanie karku i uważa, że ma na nim pierwszeństwo i powinnam przed nim odskakiwać jak na sprężynie (i non stop patrzeć wokół, czy jaki się aby nie zbliża). Zaprzestałam na razie cyklingowania (z różnych względów), ale na pewno nie odważyłabym się jeździć ulicą wraz z samochodami. Ścieżek w Poznaniu już więcej, ale to ciągle za mało. Zostaje chodnik i ja Ci się tam wcale nie dziwię.

  7. zagubiony omułek pisze:

    ja jeżdżę czasami chodnikiem podobnie jak Ty – nie używam dzwonka, jak jest wasko to zwalniam, jak mijam to mówię przepraszam, ale sama często się spotykam z wsciekle dzwoniącymi i pędzącymi po chodniku kretynami. już nie mówiąc o sytuacji typu: chodnik wąski, może z metr przestrzeni, przede mną grupka pieszych, zwalniam żeby poczekać aż będę mogła ich wyminąć, a z tyłu ładuje się wąsaty pan męcząc dzwonek i wielce obrażony.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: