Operacja na mózgu

Minęło już półtorej godziny, odkąd próbuję napisać ten tekst. I chociaż wiem, co chcę napisać, jakoś mi nie wychodzi. A to zajrzę na jeden z portali internetowych – tak natknęłam się na smutne wieści o Mrożku i zaczęłam czytać o nim, wędrując przez kolejne strony – a to, żeby się zrelaksować, wejdę na ulubione galerie Tumblr, a to sprawdzę pocztę – i tak dalej.

Jestem więc żywym potwierdzeniem tez, które  w książce „Płytki umysł. Jak Internet wpływa na nasz mózg” stawia Nicholas Carr. Tyle, że on ujmuje zjawisko na sposób naukowy, przedstawiając kolejne dowody na to, co zauważył chyba każdy z nas, trzydziesto- albo czterdziestolatków – kiedyś zagorzałych czytelników papierowych książek, robiących wiele odręcznych notatek i przyzwyczajonych do uczenia się na pamięć dłuższych tekstów, a dziś przedstawicieli społeczeństwa cyfrowego, nie rozstających się z Internetem w laptopach i komórkach. A mianowicie: że zaczynamy mieć kłopoty ze skupieniem uwagi, szybko się nudzimy, po paru minutach przeskakujemy z tematu na temat, bo odbiór tej samej treści przez dłuższą chwilę zwyczajnie nas męczy. Zdarza się, że czytamy po kilka książek na raz, otwierając je równolegle jak nowe okna w wyszukiwarce, i nie dajemy rady dobrnąć do końca żadnej z nich. Jeśli czytamy na Kindle, wpadamy przy okazji w jeszcze jedną pułapkę: ściągamy na czytnik masę tytułów, bo kupuje się je łatwiej niż ciężkie tradycyjne tomy, które potem zaczynają się pokrywać kurzem na wirtualnych półkach – bo pozorna łatwość gromadzenia wiedzy nie potrafi przykryć oczywistego faktu, że mało kto ma czas i możliwości, a przede wszystko cierpliwość, by się z tą obfitością zapoznać.

plytki-umysl-jak-internet-wplywa-na-nasz-mozg-o20878

To rozbieganie, rozproszenie uwagi, które zauważamy i za które często się strofujemy, ma jednak czysto biologiczny wymiar – i to właśnie jest najbardziej przerażającą informacją zawartą w książce. Otóż zmieniają się nie tylko nasze nawyki, zmienia się i nasz mózg, który jest narządem niesłychanie plastycznym – praktycznie przez całe życie neurony zrywają stare połączenia i tworzą nowe. Jest z nimi trochę tak, jak w obiegowej mądrości:  „narząd nieużywany ulega uwstecznieniu”. Upraszczając – w mózgu zachodzą różne reakcje chemiczne, które rejestrują i utrwalają w sieci neuronów nasze doświadczenia. Każde zadanie aktywuje inny zestaw neuronów, a jeśli się co jakiś czas powtarza, utrwala połączenia między nimi – tak na poziomie biologicznym tworzy się to, co określamy jako rozmaite nawyki (i dlatego tak trudno się ich pozbyć). Ale niestety proces działa też w drugą stronę – jeśli przestajemy dostarczać neuronom dotychczasowych bodźców, po pewnym czasie wspomniane połączenia słabną.

Co więcej – badania opisywane w książce wykazały, że każde czynności dokonywane przez nas aktywują i wzmacniają inne zestawy neuronów. Praca intelektualna w starym wymiarze – komponowanie długich zdań tekstu, czytanie książek ze zrozumieniem – wpływa na inne obszary w mózgu, niż przeglądanie stron internetowych czy esemesowanie. „W mózgu czytelników książek szczególnie aktywne okazują się obszary związane z językiem, pamięcią i przetwarzaniem bodźców wizualnych, w niewielkim zaś stopniu obszary przedczołowe, które uczestniczą w podejmowaniu decyzji i rozwiązywaniu problemów” – pisze Carr. Im częściej oddajemy się któremuś z tych trybów pracy, tym bardziej się na niego przestawiamy, a mózg zaczyna wykorzystywać nieużywane neurony i synapsy do tych działań, które „podsuwamy” mu jako pilniejsze i częściej wykonywane. Stąd kłopot, by wrócić łatwo na stare tory.

Przerażające, bo prowadzi do konkluzji, że im więcej czasu będziemy spędzać przed komputerami i innymi urządzeniami mobilnymi, czatując, śląc krótkie wiadomości tekstowe, wrzucając do sieci filmiki i przeglądając strony, tym szybciej możemy utracić zdolności ćwiczone w erze analogowej. Jedne i drugie mają oczywiście swoje plusy. Będzie nam łatwiej robić wiele czynności naraz niż komuś, kto nigdy nie nauczył się posługiwać Internetem, bo właśnie te cechy ulegną wzmocnieniu, ale z drugiej strony może nagle okazać się, że nie umiemy sklecić sensownie dłuższego zdania i pozapominaliśmy wszystkich mądrych rzeczy, których nauczyliśmy się kiedyś z książek na studiach. Przynajmniej dla mnie taka perspektywa brzmi mocno nieciekawie, zwłaszcza, że pierwsze symptomy zmian w mózgu już zauważyłam.

Na szczęście, twierdzi Carr, nasze połączenia mózgowe, skoro zmieniają się stale, mają niesamowitą zdolność do odbudowy. Nic nie jest więc stracone raz na zawsze.  Jeśli ktoś raz nauczył się głębokiej lektury, będzie mógł przypomnieć sobie, jak korzystać z tej umiejętności. Najsensowniejszą strategią byłaby więc zasada równowagi – starać się połączyć  jedno i drugie, czyli dzielić rozsądnie czas między pracę z Internetem i czas offline. A to łączy się z koniecznością robienia od czasu do czasu dłuższych detoksów, bo powracanie w stare tryby przyswajania i wymiany informacji nie następuje od razu.

Jeszcze jedna refleksja. W wydaniu, które kupiłam (Wydawnictwo Helion, 2013) w drugiej części książki pomieszanych jest kilkanaście stron. A ja, czytając zauważyłam to dopiero po pewnym czasie!  I śmieszno, i straszno – sytuacja, która udowodniła mi, że spędzając czasem po 8-9 godzin dziennie przed komputerem też tracę umiejętność głębokiego czytania, prześlizgując się wzrokiem po tekście jak po nagłówkach na portalach – o ile wszystko z grubsza się zgadza, jest OK – i uświadomiła, jak trudno od razu przestawić się na studiowanie dłuższego, paranaukowego (choć wyłożonego w amerykańskim stylu, obrazowo i klarownie) tekstu po wchłanianiu litrów sieciowej papki. Nawet zastanawiałam się przez chwilę, czy jest to tylko błąd składu podczas produkcji książki, czy może świadomy zabieg autora, który chciał wytrącić nas na chwilę z równowagi, żebyśmy zauważyli to i na własnym przykładzie zastanowili się nad problemem 🙂

P.S. Jak zapewne zorientowaliście się po wzmiance o Mrożku ( którego w międzyczasie zdołano pochować), pierwsza połowa tego wpisu powstała przed wakacjami. Nie zdążyłam: miał kończyć się hasłem, że właśnie udaję się przetestować wiedzę wchłoniętą z książki w praktyce, nie zabierając ze sobą komputera i jadąc w miejsce, gdzie skutecznym odstraszaczem od sięgania po Internet w komórce mogły okazać się opłaty za roaming. Eksperyment udał się pół na pół, czyli też w zgodzie z zasadami zrównoważonego życia: sprawdzałam konto na Facebooku i pocztę raz dziennie, czasem korzystałam z Google Maps albo innych przydatnych podczas wyjazdu informacji, ale były i takie dni, gdzie z powodu braku zasięgu nie dało się korzystać z sieci wcale. Efekt? Wreszcie nadrobiłam zaległości czytelnicze. Na początku trudno było mi skoncentrować się przez dłuższy czas tylko na tekście, ale po jednym-dwóch dniach lektura pochłaniała mnie jak za dawnych czasów i nie miałam już odruchu warunkowego sprawdzenia, co tam nowego na ulubionych stronach i czy ktoś może do mnie napisał. Więc chyba istotnie jest nadzieja!

Czy zauważyliście u siebie podobne objawy, o jakich pisze Carr? I jak sobie z nimi radzicie?

P.S.  Od dziś można znaleźć mnie na Facebooku ( minimalplan.com) – zapraszam.

Advertisements
Otagowane , , , , , , , , , , ,

9 thoughts on “Operacja na mózgu

  1. Joanna pisze:

    Hurra!

    U siebie też takie symptomy zauważam, i o ile nie mam problemów z czytaniem papierowych książek (choć może faktycznie zdarza mi się „skanować”, ale robiłam tak i w czasach przedinternetowych, zwłaszcza z przydługimi opisami zachodów słońca:)), a do dłuższego pisania zwykle wyłączam Internet, to czytanie artykułów w sieci bez przeskakiwania z jednego na drugi i zaglądania w międzyczasie do skrzynki jest dla mnie dużym problemem i od pewnego czasu bardzo staram się z tym walczyć. Wydaje mi się, że ja działam w systemie albo/albo – albo znikam na długie godziny czy dni z książką i nie zaglądam nawet do sieci, albo porywa mnie internetowy szał klikania i książki nawet nie ruszam.

    A czy autor podaje jakieś szczegółowe, konkretne pomysły/sztuczki na odzyskanie „starych” umiejętności?

    Jeszcze jedna rzecz mi przyszła do głowy – już teraz ludzie w USA walą drzwiami i oknami na obozy „bezinternetowe” w środku lasu, mające na celu detoks od nowoczesnych technologii, ciekawe kiedy ruszą kursy powtórnej nauki czytania czy skupiania się na jednej rzeczy naraz.

  2. Agnieszka pisze:

    Gorzkie ale jakże prawdziwe. Z przykroscia stwierdzam ze jestem chodzacym przykladem na to, ze tak jest. Jestesmy multitaskowcami, ale przez to wydajnosc naszej pracy i koncentracji znacznie spada. Ja tez przeslizguje sie czesto wzrokiem po tekscie nie czytajac calosci, mam problemy z koncentracja, szybko czuje znużenie daną treścią, chcę coś innego. Ogladam wiele stron na raz, pochlaniam mnóstwo informacji. W dobie Internetu i tak czuję, że to mało, w końcu ile informacji moglibyśmy pochłonąć w chwilach kiedy nie ‚surfujemy’! Tylko, że chloniemy mnostwo informacji na raz, bombardujemy mozg, ale mamy w sumie z tego wszystkiego jedna wielka papke…

  3. Kira pisze:

    Jezu, dokładnie tak… :/

  4. Pola pisze:

    Straszne, jak słuszna jest ta diagnoza…
    Właśnie o tym ostatnio myślałam, że nie potrafię zebrać myśli i wziąć się za jedną rzecz porządnie od początku do końca…

    U mnie dochodzi do wszystkiego półtoraroczny synek, które nie jest w stanie skupic swojej uwagi na jednej czynności zbyt długo. No i goniąc za nim, przejmuję niestety jego motyli styl;). Nie ma jak skupic się dłużej na jednej czynności i wychodzi na to że rozpraszam się prawie tak szybko jak Młody…

    Jedno, co u mnie się sprawdza, to spisywanie rzeczy do zrobienia, trzymanie się listy i wykreślanie pozycji zrobionych;)

  5. Marta pisze:

    My, jako osoby dorosłe nie mamy się tak bardzo, o co martwić, ponieważ mamy co odbudowywać. Dużo większy problem będzie miało młodsze pokolenie, które powoli zaczyna dorastać. Oni od kołyski są wpatrzeni w komputery, telewizory i inne cuda. Oni niestety nie mają czego odbudowywać. Rośnie pokolenie ludzi nieumiejących się wypowiedzieć, którzy bardzo szybko tracą zainteresowanie czymkolwiek. Jest to przerażające, a naprawdę mało kto zdaje sobie z tego sprawę. Polecam także książkę „iMózg” G.W. Small, G. Vorgan oraz tak dla uzupełnienia informacji o mózgu dla zainteresowanych: „Jak uczy się mózg” M. Spitzera 🙂

    • agnes pisze:

      oj tak, to co piszesz to smutna prawda. mam mlode kuzynostwo i widze po nich, jak wszystko ich po godzinie nudzi :/ obserwuje tez mlodziez na ulicach, w knajpach i kazdy siedzi z telefonem w reku i stuka w niego jak zaczarowany :/ widac to tez na forach, na roznych stronach jak mlodziez sie wypowiada,jakiego jezyka uzywa, jakie byki robi. prace szkolne pisze sie dzis w oparciu o internet. sama tak pisalam moja magisterke ale cala szkole podstawowa, liceum i czesc studiow przezylam bez internetu i musze przyznac, ze sluzylo to mozgowi o wiele bardziej niz ta wiedza i informacje zawarte w sieci i bedace na wyciagniecie reki. dzis w tej calej cyfryzacji mlodzi i nie tylko maja swoje mozgi schowane w kieszeniach a nie w miejscu w ktorym powinny sie znajdowac, niestety. coza tym idzie, spoleczenstwo nam glupieje i mysle, ze bedzie jeszcze gorzej.

  6. a./LOS pisze:

    Czy ma to coś wspólnego z tymi badaniami na temat gorszego/innego trybu uczenia się z ekranów komputera/telefonu/tableta?

  7. Ania pisze:

    Ha, sama wpadłam w pułapkę 😉 czytam Twojego bloga od paru dni i jak tu zobaczyłam odnośnik do strony na Facebook’u, to stwierdziłam, że zobaczę tylko jak to wygląda. I oczywiście zaczęłam od przeglądu wiadomości, komentarzy i wszelkiego rodzaju „niusów”… Zresztą takie problemy z koncentracją zauważam u siebie od jakiegoś czasu – pora nad tym świadomie popracować. Pozdrowienia, Ania

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: