Kurs na bazę

Długo szukałam marki odzieżowej, która byłaby tańszym i dostępnym w Polsce odpowiednikiem francuskiego A.P.C., czyli oferowała porządnej jakości, a jednocześnie estetyczne, proste, podstawowe ubrania. Takie, z których można zbudować solidną bazę, służącą latami i uzupełniać ją przy pomocy innych, bardziej charakterystycznych elementów garderoby, głównie dodatków. Jeszcze lepiej byłoby, gdyby choć część tych ubrań miała w sobie też jakiś pomysł, pazur, coś charakterystycznego, jak w przypadku marki stworzonej przez Jeana Touitou. A gdyby na dodatek filozofia firmy była spójna z moją, a ubrania wytwarzane w Polsce, to już doprawdy można by mówić o pełni szczęścia.

Na sklepy z szyldem Marc O’Polo natykałam się od dawna w Berlinie, jednak jakoś nie chciało mi się zaglądać do środka – wydawały mi się przykładem solidnych, ale nudnych niemieckich ubrań, w dodatku nazbyt drogich jak na moją ówczesną kieszeń. Nie poruszała mnie z podobnych powodów jak marka Tommy Hilfiger, która w zbiorówkach typu Peek&Cloppenburg znajduje się tuż obok Marc O`Polo, i która wciąż nieznośnie kojarzy mi się z zestawem jak z manekina, idealnym dla przedstawiciela aspirującej klasy średniej wyruszającym na weekendową wycieczkę: mokasyny, spodnie typu chinos i koszula lub barwny sweter w serek, koniecznie z logo Tommy, żeby było widać, że mnie stać. Poza tym ta nazwa, odwołująca się do słynnego podróżnika-odkrywcy, sugerowała właśnie zestawy luźno-sportowe.

Nie pamiętam, co skłoniło mnie do sprawdzenia, ki ten diabeł z logo Marc O`Polo. Chyba otwarcie pierwszego sklepu w Warszawie, w Galerii Mokotów. Będąc już na etapie fascynacji „slow fashion” i po lekturze bloga Dead Fleurette oraz innych pionierek tego trendu, nieufnie, ale z ciekawością pooglądałam i podotykałam sobie wyłożone na półkach ubrania. Wyszłam wówczas z niczym, ale zaskoczona in plus, bo to, co widziałam, rokowało nadzwyczaj dobrze. Porządnie uszyte, w bazowych, stonowanych kolorach. Kojarzące się ze skandynawską lub japońską prostotą i w przeciwieństwie do Hilfigera mające też w sobie jakiś  francuskopodobny wdzięk.

Nie pasowały mi zupełnie do tego Niemcy, więc poczytałam o historii marki. Intuicja mnie nie myliła: Marc O`Polo ma korzenie skandynawskie, istnieje od lat 60. i dopiero trzydzieści lat później przeniosła główną siedzibę w pobliże Stephanskirchen w Bawarii, co tłumaczy dziwną z początku nadreprezentację sklepów z tym logo na rynku niemieckim. Wtedy też szefowanie firmą i jej udziały przejął Werner Böck, dotąd wierny jej klient, i postawił na szybką międzynarodową ekspansję. Zamiast szokować czy odwoływać się do autorytetu celebrytów, wprowadził przekaz nawiązujący do solidności i trwałości, zarazem odświeżając wizerunek marki.

Jednym z pomysłów jest papierowy magazyn „Marc O’Polo Diary”, złożony z sekcji damskiej i męskiej, który czyta się trochę jak niezależne pismo o stylu życia, w duchu Kinfolku. Są w nim stałe działy, jak choćby prezentacja jednego produktu z aktualnego katalogu pod hasłem „filozofia ukryta za tym t-shirtem/koszulą/etc”, gdzie ubranie opisywane jest przez pryzmat historii jej konkretnego, choć wymyślonego użytkownika, w stylu przypominającym trochę profil psychologiczny. Bardzo to pomysłowy zabieg, i przyznaję, że jako wyznawczyni idei prostoty łatwo wziąć mnie tym sposobem na lep – wolę wierzyć, że bluzka, którą kupię, ma szansę przetrwać tyle, że ilekroć ją włożę, będzie przypominać różne ważne wydarzenia z przeszłości (poza tym, że będzie wciąż do mnie pasować!)

MarcO'Polo-13FW-940x360

Zamiast celebrytów w rodzaju Lady Gagi czy Davida Beckhama Böck zaangażował do promocji ubrań bardziej niszowych, ale cenionych artystów, jak choćby aktorów Amber Valettę i Jeffa Bridgesa, pamiętnego Kolesia z firmu „Big Lebowski” braci Coen, którzy są twarzami marki już drugi sezon. To wyraźny sygnał dla klientów: nie jesteśmy masowi, nasze ubrania są dla koneserów, którym te nazwiska coś mówią. Z wywiadów, publikowanych w „Marc O’Polo Diary”, też możemy się dowiedzieć, że nie są to osoby tuzinkowe, ale ludzie odpowiadający filozofii wyznawanej przez markę, którzy starannie dobierają sobie towarzystwo, dbają o prywatność i jakość. Słowem: też cenią dobre życie i slow fashion, niczego nie udają, zgodnie z przesłaniem firmy: „Idź za swoją naturą”.

Sądząc po rosnących obrotach, ta strategia okazała się strzałem w dziesiątkę. Szef Marc`O Polo zakładał od początku, że jego klientami będzie najwyżej 20 proc. odwiedzających sklepy odzieżowe, ale za to owe 20 proc., kierując się kryterium jakości, będzie skłonne zapłacić więcej i stale wracać. A także, że oprócz ludzi dysponujących odpowiednimi dochodami w tej grupie mogą znaleźć się też gorzej sytuowani, lecz zmęczeni wszechobecną tandetą konsumenci, dostrzegający sens w oszczędzaniu, by kupić sobie wartościową bazę, która przetrwa lata.

Strzałem w dziesiątkę okazała się też współpraca z rysowniczką i blogerką Garance Dore (choć nie wiem, czy akurat w Polsce – bluzy z organicznej bawełny z rysunkami Garance po przecenie – ok. 200 zł – do niedawna zalegały na półkach w sklepie w Złotych Tarasach) – w nowej kolekcji wiosenno-letniej znów pojawiła się odrębna linia sygnowana jej ręką. Ostatnio do ambasadorek marki dołączyła również francuska modelka Caroline de Maigret i mam jakoś przeczucie, że na tej jednej dobrej znajomej Garance się nie skończy….

garance-dore-marco-polo_quer_v650xx

Zgodnie z zapowiedziami w Marc O`Polo nie znajdzie się więc fajerwerków ani odzwierciedlenia aktualnie panujących na wybiegach trendów, o których od razu wiadomo, że ich żywot będzie wyjątkowo krótki. Za to szukając dobrze uszytej bazy można wyjść z całym zestawem ubrań, które potem nosi się na okrągło w różnych zestawieniach – klasyczne białe koszule, koszule w paski, koszule dżinsowe, kardigany, ołówkowe spódnice, bluzki w marynarskie paski, sukienki a la Francuzka, gładkie i we wzory, skórzane, proste sandały… Podobnie jak u A.P.C. wszystko to pojawia się co sezon w lekko zmodyfikowanych wcieleniach – błogosławieństwo dla kogoś, kto wie dokładnie, czego szuka, ale chciałby odłożyć zakup na później. Ciekawym zabiegiem jest też wprowadzenie do każdej kolekcji 10 charakterystycznych sztuk odzieży, wyróżniających się nieco bardziej ekstrawaganckim wzornictwem od reszty.

Tak więc ujęli i mnie. Drżę, pisząc te słowa, bo wiem niestety z doświadczenia, jak szybko jakość potrafi iść w dół, gdy tylko marka zyska popularność i zdobędzie klientów na masową skalę (będzie o tym niebawem wpis) – ale na razie w Marc O’Polo wszystko jest takie, jakie powinno być w przypadku porządnej średniej półki. Ubrania są starannie wykończone, co można poznać po detalach, jak wzmocnienia kołnierzyka w koszulach, wewnętrzne paski i kieszonki w dolnych częściach garderoby, starannie obszyte dziurki w guzikach – tu nie znajdzie się ciągnących szwów ani porozrywanych rękawów, jak w Zarze. Materiały należą do szlachetnych – swetry wykonane są z wełny merynosów, podkoszulki z organicznej, mięsistej bawełny, skórzane buty mają szyte, a nie klejone podeszwy. Kolory nie schodzą w praniu. Plusem jest też możliwość reklamacji – sklepów w Polsce jest zaledwie kilka i może dlatego  honorują reklamacje nawet bez paragonu, co dobrze świadczy o marce.

Minusem i – jak sądzę – barierą dla części polskich odbiorców mogą być natomiast ceny. Regularna cena podkoszulka dochodzi do 200 zł, za spodnie/spódnicę trzeba zapłacić ok. 400-500 zł, sukienkę 600-700, a płaszcz – powyżej tysiąca. Buty kosztują od 400 do 600 zł. To niemało, choć mniej niż w przypadku A.P.C. Dlatego w przypadku mniej charakterystycznych rzeczy  (po tempie znikania niektórych widać, że marka dorobiła się już polskich fanów bacznie śledzących kolekcje) polecam wyprzedaże, kiedy ceny idą w dół o średnio 30-50 proc. Także w sklepach internetowych, m.in. Zalando. Inną opcją jest zapisanie się do grupy „Friends of Marc O’Polo” (można to zrobić w każdym sklepie, wypełniając formularz) – nie ma kart stałego klienta, ale dwa razy do roku wspomniani „przyjaciele” dostają pocztą kupony zniżkowe na całą aktualną kolekcję w okresie poprzedzającym wyprzedaż. Do ich skrzynek trafia też magazyn i katalogi.

Nie wiem natomiast, co z miejscem produkcji. A.P.C. szyje część ubrań w Chinach, część m.in. w naszym regionie Europy – trzy lata temu lekko zaskoczył mnie napis na metce kurtki „made in Poland”. W przypadku Marc O’Polo brak stosownych informacji na metkach, na stronie internetowej firma pisze jedynie, że „dba o odpowiedzialność w stosunku do przyrody i społeczeństwa oraz nieustannie rozwija działania na rzecz zrównoważonego rozwoju”, co może oznaczać wszystko albo nic. Jeśli ktoś z Was ma wiedzę w tym temacie, będę wdzięczna za podzielenie się w komentarzach: gdzie oni szyją i w jakich warunkach?

P.S.. Nie jest to wpis sponsorowany, choć jak już zaznaczałam, gdyby jakimś cudem Marc O`Polo lub A.P.C. zwróciły się z taką propozycją, nie powiedziałabym „nie”, choć na razie ten blog nie jest aż tak popularny, by mogło się na to zanosić. Ale wówczas na pewno o tym poinformuję (słyszy mnie pan, panie Touitou?;)

Advertisements
Otagowane , , , , , , , , , ,

27 thoughts on “Kurs na bazę

  1. Hazel pisze:

    Cieszę się, że są nowe posty! Zaglądam czasem do Marc O’Polo i rzeczywiście jakość tych rzeczy robi wrażenie.

  2. Marc O’Polo to był zawsze dla mnie taki dziwny sklepik, omijany z reguły szerokim łukiem, zupełnie niesłusznie jak się okazuje. Długo szukam dobrej bazy w Polsce, zwłaszcza basicowych koszulek. Trafiłam do Ciebie od StyleDigger i na pewno zostanę. A teraz idę pooglądać Marc O’Polo na zalando 🙂

    • minimalplan pisze:

      Bardzo mi miło! No właśnie, dla mnie też – jak pisałam – był dziwny. Jeśli masz możliwość, pooglądaj też „na żywo” w sklepie przed ewentualnym zakupem.

  3. alhafel pisze:

    Ha, nigdy jakoś ten sklep nie zwrócił mojej uwagi, aż do wczoraj (jak przeczytałam post), zrobiłam research w necie, a dziś nawet organoleptycznie ciuchy zbadałam;) Cóż wyglądają faktycznie dość porządnie. Design bardzo klasyczny, kolory mi akurat bardzo do gustu przypadły, bo dużo granatu/niebieskości. Ceny wysokie, tank-topy na przecenie po 75pln, tiszerty prawie dwie stówy… Nabyłam w akcie szaleństwa Garance i zobaczymy, jak się sprawdzi po praniu…
    PS: Apeluję i proszę o częstsze wpisy! Uwielbiam ten blog:) Naprawdę!

  4. Beth pisze:

    nie wiem, czy zechcesz odpowiedzieć, ale zastanawiam się, ile wydajesz na ubrania, buty, torebki, dodatki itp w skali roku. sama planuję odchudzić swoją szafę i postawić na rzeczy dobrej jakości, dlatego ta kwestia bardzo mnie ciekawi. 🙂

    • minimalplan pisze:

      Nie robiłam dotąd takich kalkulacji, bo po czystce w szafie przez jakieś pół roku budowałam sobie coś, co można by określić „idealną” (w moim przekonaniu) garderobą, więc wtedy w krótkim okresie skumulowały mi się wydatki – musiałabym to jakoś uśrednić, ale nie wiem jak:) Teraz w zasadzie wszystko, czego potrzebowałam, już mam i w zasadzie mogłabym wydawać na ten cel 0 zł, ale od czasu do czasu zdarza mi się coś dokupić, zwykle są to dodatki (z naciskiem na buty, bo tu niestety mam słabość). Myślę że sensownym wyjściem jest przeznaczanie miesięcznie jakiejś sumy na potencjalne zakupy odzieżowe, taki fundusz bazowy – wszystko zależy od tego, jaką wolną kwotą dysponujemy – ja założyłabym pewnie ok. 500 zł, bo za to już można kupić już co najmniej jedną rzecz dobrej jakości. Jeśli w danym miesiącu nie kupię nic, w kolejnym mam już drugie tyle, a to już w razie potrzeby starczy np. na porządny płaszcz. A jeśli za pół roku dojdę do wniosku, że nadal nic mi nie potrzeba, mogę za te pieniądze zafundować sobie wyprawę w jakieś fajne miejsce:)

  5. carolinah pisze:

    Też całkiem ostatnio odkryłam tą markę (po super sesji z Małgorzatą Belą) i polecam Marc O’Polo w outletach! kupiłam tam min. dwie pary świetnych spodni za 30 euro 🙂

    • Anna pisze:

      A możesz zdradzić gdzie są te outlety ? Ja już od jakiegoś czasu lubię „nudę” i jakość Marc O’Polo.

      • minimalplan pisze:

        W Polsce niestety nie ma, najbliższy jest w Berlinie, przy Kaiserdamm 7 w dzielnicy Charlottenburg. Bez szczególnego szału, spodziewałam się nie wiadomo czego, tymczasem głównie mniej chodliwe rzeczy ze wcześniejszych kolekcji, ale jak się poszuka dokładnie, można trafić np. super parkę zimową ich wewnętrznej marki Campus za ok. 100 euro, która „regularnie” kosztowała blisko 300 (mi się tak udało, może dlatego, że było to latem przy 30 stopniach, więc nikt inny się nie złakomił 😀

      • carolinah pisze:

        Ja mieszkam w Holandii i tu są dwa- w Roermond i w Lelystad. Jest jeszcze jeden w Maasmechelen w Belgii, niedaleko Maastricht. Wszystkie są w tych outletowych miasteczkach, istny raj dla rodziny mojego męża, dla której to sport rodzinny 😉

  6. Verónica pisze:

    to chyba u ciebie już kiedyś czytałam o marc o’polo.
    niestety we wrocławiu nie mają sklepów- ale ich rzeczy pojawiają się w tk maxx.

    • Verónica pisze:

      o czekaj, mają 2 sklepy we wro.
      w peek&cloppenburg i van grafie. w żadnym nie bywam z uwagi na ich ceny,
      i wcale nie mają nie wiadomo jak cudnych rzeczy.
      no ale przyjrzę się im przy okazji.

  7. anka pisze:

    Świetny artykuł, coś czuje, że zaczynam przekonywać się do tej marki:) Pozdrawiam

  8. iwona pisze:

    na niektórych rzeczach w Toaście też jest napisane made in Poland. szkoda tylko że ceny nie polskie:-)

    • minimalplan pisze:

      Prawda:( dlatego polecam wyprzedaże online, często pojawiają się (i szybko znikają, bo w małych ilościach) też rzeczy z poprzednich sezonów

      • Helena pisze:

        Dzięki za polecenie sklepu Toast, wreszcie mam spódnice, które są świetne wykonane, idealnie leżą i są odpowiedniej długości (ubrania z Marc O`Polo mają dla mnie za krótkie rękawki). Właśnie z tegorocznej kolekcji trafiła mi się spódnica, która została wykonana w Polsce. Promocje często się pojawiają, nawet nowej kolekcji, trzeba pilnować.
        Co myślisz o ubraniach z serii Hampton Republic 27 (Kappahl), oglądałaś je na żywo? Składy podane na stronie internetowej wyglądają obiecująco.
        Pozdrawiam ciepło, czekam na kolejne posty 🙂

      • minimalplan pisze:

        Bardzo się cieszę, dzięki!

  9. iwona pisze:

    ach i jeszcze jedno, jestem teraz w poszukiwaniu trencza, i niestety w Marc O’Polo też można znaleźć płaszcze ze 100% poliestru

    • minimalplan pisze:

      Nie wątpię (choć ja nie natrafiłam), dlatego żadnej marce nie wierzę w 100 proc., tym bardziej że wiele z nich szybko obniża jakość. Wczytuję się w metki i macam 🙂

  10. Marta pisze:

    Bardzo lubię ten sklep i raz na jakiś czas coś tam kupię. Ceny do najniższych nie należą. Polecam przeceny, które zaczynają się tam dość szybko. I jeśli coś się nam naprawdę tam podoba a jest w rozmiarze 36, radzę nabyć szybko, bo wbrew pozorom.ponadczasowe rzeczy dość szybko znikają. Ja byłam pod wrażeniem obsługi. We wrześniu w Zł Tarasach sprowadzono mi sukienkę, której nie było w polskich sklepach. Wyraźnie zaznaczono, że to, że mi ją się sprowadzono nie obliguje mnie w żaden sposób do kupna. Zmierzyłam, kupiłam.

    Rzeczy z Marc O’Polo są proste, normalne, powiedziałabym, że wręcz nudne. Porządne. Porządne + proste = jak pokazują dzisiejsze czasy to nie może być tanie.

  11. Brittny pisze:

    I read a lot of interesting articles here. Probably you spend a lot
    of time writing, i know how to save you a lot of work, there is an online tool that creates
    unique, google friendly posts in minutes, just type in google – laranitas free content
    source

  12. Ann pisze:

    Kupiłam ostatnio tam torebke, mała czarna na pasek, skórzana- śliczna , obejrzałam dokladnie w środku i znalazłam napis ;”made in india”

  13. Agnieszka pisze:

    Mieszkam w Luksemburgu i tu oraz w krajach osciennych Marc O’Polo jest duzo, rowniez w outletach. Faktycznie stylistyka fajna , ale niestety sklady nie zwalaja z nog. swetry z welny merinosow to raczej wyjatek, a na pewno nie regula, chyba ze mowimy o welnie z dodatkami. Zreszta co tu narzekac na Marco skoro nawet marki celujace troche wyzej ostatnimi laty sposcily z tonu. Ostatnio szukalam plaszcza co do ktorego mialam tylko 2 zyczenia 1. nie moze byc w fasonie oversize 2 . musi byc z czystej welny lub kaszmiru, zadnych dodatkow. Odwiedzilam Max Mara, Hugo Boss etc. i nie znalazlam nic co by spelnialo te dwa warunki.
    Sprawdzilam teraz koszule mojego meza, ktore ma z Marc O’Polo i moje i faktycznie nie ma na nich zadnej informacji gdzie zostaly wyprodukowane…Szkoda …

  14. afcthunderMania pisze:

    Fajnie, że trafiłam tutaj, bo poszukiwałam opinii nt. Marc o’Polo. Zbieram się w sobie, i zbieram pieniężnie, żeby znaleźć tam bazę do mojej garderoby. Dzięki Tobie wiem, że muszę jednak też mieć oczy szeroko otwarte i patrzeć na metki, mam nadzieję, że jeszcze coś złapię przecenionego, a jak nie to trudno. Nie od razu Rzym zbudowano, i będę zbierać małymi kroczkami 🙂

  15. Mania pisze:

    Fajnie, że znalazłam ten wpis. Szykuję się do szturmu na Marc O’Polo, ale będę rozważnie patrzeć na metki. Myślałam, że choć raz nie trzeba będzie stawić czoła bublom, ale jednak… Może jeszcze załapię się na jakieś wyprzedaże, a jak nie to trudno. Będzie mi trochę wolniej zajmowało zbieranie odpowiedniej bazy do szafy. 🙂 A jak po roku oceniasz Marc O’Polo? 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: