Slow niejedno ma imię

– Nie jesteśmy przecież sieciówką! – burknęła w moją stronę ekspedientka.

Stałam w kolejce już blisko kwadrans, czekając cierpliwie, aż upora się z odnalezieniem w komputerze sprzedawanych ubrań, nabiciem kwot na kasę i pobraniem płatności. Sklep z gatunku wciąż niszowych w Polsce, oferujących odzież wybranych, niedostępnych gdzie indziej marek. Promowanie najwyższej jakości, lokalność, i takie tam. Klientka przede mną kupowała hurtowo. Klientka za mną irytowała się. Ja patrzyłam na zegarek, starając się nie przebierać nogami – za dziesięć minut powinnam być całkiem daleko stąd. Zajrzałam do sklepu w poszukiwaniu letniej sukienki dobrej jakości, nie z sieciówki właśnie. Kilka dni wcześniej ktoś opowiedział mi o nowej marce Rekh&Datta. To, co zobaczyłam w internecie (firma zbierała środki na start) było na tyle zachęcające, że wybrałam się pod jedyny – jak doczytałam – w Polsce adres, gdzie jeszcze przez kilka tygodni można było zapoznać się z wytworami Rekh&Datta na żywo. Ubrania projektuje Monika Jakubiak, absolwentka Central St. Martin’s College of Art and Design. Inspiracje do tworzenia wzorów czerpie głównie z obserwacji, jak dynamicznie rozwija się w Indiach infrastruktura, jak szybko rosną nowe budynki. Nawiązuje do wzornictwa ze wczesnych lat 20. XX wieku – Bauhausu, Wiener Werkstatte in Austria, and Sonia Delaunay in France. Stroje powstają w studio w Austin w Teksasie, tkaniny farbowane są tradycyjną ręczną metodą w hinduskim Radżastanie, a  szyte  w Polsce. Przedsięwzięcie w duchu slow fashion, sfinansowane dzięki kampanii na Kickstarterze. Na żywo spełniło oczekiwania. Przepiękne wzory, delikatny, ale zarazem mocny materiał – jak te ponadczasowe sukienki, które nosiły nasze mamy lub ciotki, przekazywane kolejnym pokoleniom i mimo upływu lat pozostające ozdobą szafy. Wybrałam jedną, korzystając z zachęcającej zniżki w ramach sezonowej wyprzedaży  i ustawiłam się grzecznie w ogonku, całkowicie ignorowana przez  sprzedającą.

Cóż, to było w gruncie rzeczy do przewidzenia. Powinnam była domyśleć się, w czum rzecz, gdy na wejściu zostałam najpierw zaatakowana pytaniem: „w czym mogę pomóc?”, a potem, po szybkim zlustrowaniu od stóp do głów, sprzedająca całkowicie straciła zainteresowanie moją osobą, koncentrując się na dwóch pozostałych klientkach, przeglądających zawartość wieszaków.  Znam ten wzrok – zawiera podręczny skan, w którego pamięci zakodowanych jest kilka ludzkich typów, przyporządkowanych zakupom w podobnych miejscach wedle wartości portfela, którą z kolei szacuje się na podstawie dość umownych kryteriów. Nie pasujesz, odpadasz. Dobrze jeszcze, że nie padnie w twoją stronę hasło w rodzaju: „pani chyba nie stać na zakupy u nas”.

Ekspedientka oddawała się czynnościom. Dwie pozostałe klientki ucięły sobie tymczasem pogawędkę.

– To szmaty. Równie dobrze mogłaby pani kupować w H&M. Wiem, co mówię, jestem z branży- rzuciła jedna z nich w stronę drugiej, przyglądając się stosowi wybranych ubrań.

– Tak? Pogorszyła się jakość? Jeszcze trzy miesiące temu kupowałam w Paryżu i wszystko było w porządku – rzekła druga, lekko zbita z tropu. Typ bizneswoman wyskakującej na zakupy w przerwie obiadowej.

– Pogorszyła, teraz to szajs. Tamte niech pani weźmie. Trochę jeszcze zostało, może na pani rozmiar, choć ja już obkupiłam się na najbliższe pół roku.

Sprzedająca wygrała walkę z komputerem – odszukała  wszystkie pozycje wybrane przez klientkę „z branży”, udało się jej przeprowadzić płatność przy pomocy karty, jednak kasa fiskalna odmówiła posłuszeństwa, a może po prostu skończył się papier. Czas

– Wszystko jedno, ile kosztuje, nie chcę tych wszystkich paragonów, biorę, uciekam i już – oświadczyła jednak klientka  i uciekła, zafalowawszy kiecką z bawełny organicznej w marynarskie paski.

Klientka za mną szykowała się do kolejnej rundy rozmów doradczych, tym razem ze sprzedającą.

Uśmiechając się, poprosiłam, czy mogłabym zostać obsłużona chwilę wcześniej. Chcę tylko zapłacić za sukienkę, zajmie to minutę, a oszczędzi mi spóźnienia.

– Nie wiem – prychnęła. – Muszę zaraz wracać do pracy.

– Naprawdę, to zajmie minutę.

– No dobra, zobaczmy.

Bardzo dziękuję.

Sądzę, że to właśnie „bardzo dziękuję” dopełniło mojego losu tego popołudnia. Osoba od razu pozwala zaklasyfikować się jako słabeusz, istota podrzędnego gatunku, pański podnóżek.

– A pani co chce? – zagaiła ekspedientka. – Tylko tą jedną sukienkę?

Widząc, jak z mozołem rozpoczyna znów poszukiwania w komputerze, spytałam, czy mogłaby załatwić sprawę szybciej, bo bardzo, ale to bardzo mi się spieszy.

– Nie da się. Ręcznie wszystko muszę znaleźć. Nie jesteśmy przecież sieciówką!

– No to jak z tą minutą? – burknęła klientka za mną.

Cóż – slow, jak widać, niejedno ma imię.

Reklamy
Otagowane , , , , , ,

6 thoughts on “Slow niejedno ma imię

  1. azetka pisze:

    Wrócisz tam? Dasz szansę czy skreślisz?

  2. azetka pisze:

    Celowo zapytalam czy wrócisz, bo …no wlasnie. Idea szlachetna, piekne materialy i wszysko wyglada „cacy”. Serio, bardzo mi sie podoba! Sama pewnie bym sie skusila. Jednak po opisanym przez Ciebie „doswiadczeniu” w sklepie pewnie tam nie zajrze. Kluczem do biznesu sa przede wszystkim ludzie: nie tylko lebscy prezesi, ale przede wszystkim te wszystkie „mroweczki na dole (czyt. sprzedajacy )”, z ktorymi my kupujacy sie stykamy.
    pozdrawiam
    a.
    P.S Czytam Twojego bloga z nieukrywana przyjemnoscia!

    • minimalplan pisze:

      Jeśli chodzi o Rekh&Datta, to wszystko jest najzupełniej w porządku i na pewno będę śledzić ich kolejne kolekcje, jeśli trafią do Polski 🙂 Wątpliwa sytuacja dotyczy sklepu, a to nie był ich sklep firmowy, tylko „ekskluzywny” sklep z ubraniami różnych niespotykanych gdzie indziej marek, w tym tej.

  3. P. pisze:

    A gdzie można znaleźć stacjonarnie ubrania tej marki?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: