W drodze

zdjęcie(134)

Najważniejsze w tej książce, jej clou i przesłanie, znajduje się niemal pod koniec, na stronie 175. To przypomnienie, że angielskie słowo „travel” oznaczające podróż, pochodzi od francuskiego „travaille”, za którym kryje się „praca”, a ono z kolei ma swój źródłosłów w łacińskim „trepalium”, które jest określeniem pewnego narzędzia tortur. Wzmianka ze strony 175 nie przynosi olśnienia, raczej potwierdzenie intuicji, podsuwającej od zawsze właśnie taką interpretację podróżowania, wyrażoną najlepiej przez Nicolasa Bouviera w wywiadzie-rzece „Drogi i manowce” pamiętnym zdaniem: „Nie po to ruszamy w drogę, żeby nałykać się egzotyki i błyszczeć anegdotami jak świąteczna choinka. Droga jest po to, żeby nas oskubać, wyżąć, wymaglować, aż będziemy jak szary sprany ręcznik, który z kawałkiem mydła dają nam w burdelach”. Dodajmy, że podobne podejście do podróżowania nie jest bynajmniej domeną domatorów, wzdychających ciężko, gdy zewnętrzne okoliczności zmuszą ich do zrzucenia kapci i powstania sprzed kominka, lecz ludzi, których do odkrywania świata nie trzeba namawiać, przekonanych, że niewygody i większa niż na codzień nieprzewidywalność zdarzeń są nieodłącznym elementem dobrowolnego przemieszczania się, motywowanego ciekawością i chęcią przygody, co więcej, nadają mu smak jak przyprawa pożywieniu. Wówczas (jeszcze raz Bouvier): „uciekamy jak najdalej od wszelkich alibi i ciążących nad nami przekleństw, i patrząc na każdy nędzny tobół, dźwigany przez zatłoczone poczekalnie i wąskie perony dworców porażających upałem i nędzą, widzimy własną trumnę. Bez tego dystansu i tej przejrzystości, czy można mieć nadzieję, że uda nam się pokazać to, co widzieliśmy? Trzeba stać się echem, lustrzanym odbiciem, powietrzem, cichym gościem na samym końcu stołu, zanim powie się choćby słowo”.

Książka Dana Kierana „O wolnym podróżowaniu”, wydana przez W.A.B w serii bez nazwy, połączonej minimalistycznym projektem okładek, którą z racji tematyki można określić jako „styl życia slow”, traktuje właśnie o tym. Miłośnik tekstów zmarłego przed piętnastu laty Bouviera i jemu podobnych obieżyświatów – pisarzy i dziennikarzy (dla samego autora szczególnie ważny jest Bruce Chatwin), przemierzających kontynenty w zupełnie innym tempie niż dziś, uzna ją za współczesny dowód na to, że ich autorytety miały rację, choć dla wielu czytelników, traktujących przeloty między krajami odległymi o tysiące kilometrów jako element codziennej rutyny, opowieść Kierana, skonstruowana jak rozprawka w formie reportażu wcieleniowego, będzie zapewne tylko zapisem ekstrawaganckich eksperymentów. Nikt rozsądny nie będzie bowiem tłukł się autobusami, pociągiem dalekobieżnym czy elektrycznym wózkiem do transportu mleka na drugi koniec Europy, ba, nawet własnego kraju, w dobie, gdy pracodawcy oszczędnie wydzielają dni urlopowe, a wakacje kojarzą się z odpoczynkiem rozumianym jako nicnierobienie, ewentualnie szybką wyprawą w odległe miejsca, których zdjęciami można potem pochwalić się na portalach społecznościowych. Cóż zresztą może być ciekawego w – dajmy na to – brytyjskiej prowincji?

W przypadku Kierana, o czym autor wspomina pod sam koniec, przyczyną zwrócenia się ku niemodnym już trybom podróży była aerofobia, na którą notabene cierpi w rozmaitej formie ponoć co trzeci z nas. On, całe szczęście, ma wyrozumiałą rodzinę i szefostwo, dzięki którym mógł przekuć swoją słabość w atut, zamiast z nią walczyć. Inni wysłaliby go na kurs pokonywania strachu przed lataniem, organizowany przez któregoś z przewoźników – jak cierpiącym fizyczny ból podsuwa się natychmiast uśmierzającą pigułkę. Bo nie ma innej rady, trzeba się przemóc, nie można się wygłupiać, w dzisiejszych czasach latanie jest obowiązkowym sposobem transportu. Człowiek nowoczesny pozwala przemieścić swoje ciało przez kilka stref czasowych, choć ono samo wszczyna przeciw temu bunt natychmiast po dotarciu do celu. Podróż lotnicza stała się dla niego czymś tak oczywistym i zwyczajnym, że nawet jej nie docenia i nie potrafi gapić się z zachwytem na chmury czy ziemię widzianą z odległej perspektywy, czym zwykle ekscytują się szczerze niezmanierowane jeszcze dzieci.

Dan Kieran dowodzi, że wcale nie musimy być niewolnikami podobnych dogmatów. Przytaczane przezeń opisy powolnych podróży wzbudzają nostalgię, przywołują przyjemność pierwszych dziecięcych wyjazdów czy wypraw studenckich w czasach, kiedy nikomu w Polsce nie śniło się jeszcze o tanich liniach lotniczych oferujących bilety tańsze niekiedy od wycieczek pekaesem. Przypominają, jak jadąc w dane miejsce nie kupowało się przewodnika, tylko książkę, której akcja rozgrywa się właśnie tam (patent na szczęście wciąż żywy, o czym świadczą literackie pielgrzymki do Lizbony śladami Pessoi, do Tokio szlakiem Murakamiego czy wycieczki po Wrocławiu śladem bohaterów Marka Krajewskiego). Uświadamiają, że tłukąc się nocnymi pociągami i wyczekując, czasem już bez nadziei, na stacjach benzynowych, aż trafi się kolejna okazja na autostop, mieliśmy uszy i oczy otwarte bardziej, niż dziś, gdy usiłujemy przysnąć na ciasnym fotelu w klasie ekonomicznej czy prujemy przez najbliższą okolicę własnym samochodem, nie próbując nawet jej bliżej poznać. Może to częściowo kwestia sentymentów za dawnymi czasami, ale pamiętamy z tamtych włóczęg wciąż całkiem sporo, także za sprawą towarzyszących nam niewygód. To sprawka naszego mózgu – dowodzi autor, przytaczając naukowe uzasadnienia, że świadomy umysł, odpowiedzialny za radzenie sobie z nowymi i nieznanymi sytuacjami, uaktywnia się podczas podróży, wytrącony z rytmu, w jakim funkcjonował na co dzień. Podróży w duchu slow, bo jeśli ktoś zostanie przetransportowany w komfortowych warunkach z własnego pokoju do pokoju hotelowego, a potem będzie oglądać najważniejsze, znane mu doskonale ze zdjęć zabytki zza szyby autokaru, jego świadomość nie dostanie wystarczającego impulsu do działania. Odwołań do zagadnień medycyny, historii, historii sztuki i innych dziedzin jest w książce sporo. Kuszą, żeby po zakończeniu lektury podążyć ich tropem.

Wyobrażam sobie, że amator szybkiego zwiedzania – albo ktoś, kto nawet wolałby inaczej, nie dano mu jednak nawet możliwości się nad tym zastanowić – zmuszony, powiedzmy, do podróży pociągiem osobowym przez Mazowsze (wariant najmniej ekstremalny) z początku, nastawiony sceptycznie, ziewa i nie zwraca nawet uwagi na widoki za oknem. Jest przekonany, że trasa będzie dłużyć mu się niemiłosiernie. Po pewnym czasie, pogodziwszy się z myślą, że nie ma wyboru, zaczyna obserwować otoczenie i zmieniający się stopniowo krajobraz, aż sam nie zauważy, kiedy wciągnie się w tę leniwą narrację. A po drodze nawiąże kontakty z ludźmi, których nigdy by nie zagaił i przyjmie ich bezinteresowną pomoc. Być może to więc celowy zabieg, że książka Kierana nie rozpoczyna się od fajerwerków, tylko rozważań na temat natury podróżowania i może wzbudzić obawę, czy aby na pewno warto czytać ją dalej, jeśli miałaby się okazać kolejnym poradnikiem odkrywającym kwestie oczywiste, nie daj Boże jeszcze w typowym dla anglojęzycznych autorów stylu epatującym osobistymi, banalnymi szczegółami z życia. O mały włos sama nie zachowałam się wobec niej jak arogancki uczestnik wycieczki all inclusive, lecz teraz, gdy znam już całość, bardzo się cieszę, że – mimo narastającej niechęci do poradników o dobrym życiu, które wydawcy, świadomi najwyraźniej zapotrzebowania, wypuszczają ostatnio na rynek masowo, zaniedbując jakościową selekcję – „O wolnym podróżowaniu” nie trafiło jednak po pierwszych kilku stronach w kąt.

Advertisements
Otagowane , , , , , , ,

2 thoughts on “W drodze

  1. Tofalaria pisze:

    Ostatnio kolega opowiadał, jak pojechał swoim – nieco odrestaurowanym – samurajem nad nasze morze, ani razu nie wjeżdżając na asfalt. Jechał 2 dni. 🙂 Czyli taki wariant rowerowy. Zresztą rower to środek transportu idealny do pełnej wrażeń włóczęgi. Szczególnie miło wspominam, jak wyjechaliśmy spod Wawy i po 3 dniach znaleźliśmy się u znajomych w Stalówce.
    PS. Na Bouviera trafiłam przez Mariusza Wilka, a Chatwina uwielbiam!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: