Monthly Archives: Styczeń 2015

Z życia autorki książek o minimalizmie

minimalizm-po-polsku-czyli-jak-uczynic-zycie-prostszym-b-iext25466207

Lubię ludzi, którzy pozostają sobą niezależnie od mód. Mają charakterystyczny styl, który współgra z ich osobowością. Lubię patrzeć na takie osoby i tak samo lubię czytać blogi, których autorki lub autorzy piszą samodzielnie, mają własne obserwacje, nie kopiują „formatów” czy pomysłów od swoich faworytów, zajmujących się tymi samymi tematami – tylko na przykład prowadzonych w innych językach.

Jednym z takich ulubionych blogów, na długo przed tym, zanim napisałam pierwszy prasowy tekst o minimalizmie, był blog Anny Mularczyk-Meyer, wtedy jeszcze prowadzony pod nazwą Minimalistka, później jako Prosty blog. Styl pisania Anny był dojrzały, od razu dawało się wyczuć oczytanie i kulturę słowa. Miała własne, oryginalne refleksje na temat ograniczania otaczającego ją nadmiaru, szła swoją minimalistyczną ścieżką, bez pośpiechu, dzieląc się wrażeniami z tej wędrówki z czytelnikami. Wiele jej wpisów dało mi do myślenia; zdarzało mi się podążać poddanymi przez nią tropami. Nie udawała polskiej Dominique Loreau ani Mireille Guilliano, była sobą.

Potem przy jakiejś okazji spotkałyśmy się „w realu”: Anna mieszka w moim rodzinnym mieście. Wrażenia z bloga potwierdziły się. Okazała się osobą, z którą można godzinami rozmawiać na niebanalne tematy, która cały czas się rozwija, nie żyje bezrefleksyjnie, tylko stara wydobyć z siebie i otoczenia to, co najlepsze. Która  metodą prób i błędów dowiedziała się, czego chce i nie traci energii na dostosowywanie się do konwencji, nie ogląda na zewnętrzne wzorce.

Tak samo autentyczna jest jej książka „Minimalizm po polsku”,  która ukazała się latem ubiegłego roku nakładem wydawnictwa Black Publishing, młodszego dziecka Wydawnictwa Czarne, i której recenzje można dziś znaleźć na niemal wszystkich szanujących się blogach związanych z prostym życiem. Ciekawiło mnie, jak Anna odnajduje się w nowej roli, zwłaszcza że- co też jej się chwali – mimo sporej popularności w sieci nie jest osobą z zadatkami na wszystkowiedzącego guru a la Leo Babauta (podczas jednego ze spotkań autorskich, w którym uczestniczyłam, zafrapowało mnie, że uczestnicy zadają jej pytania w rodzaju: „jak żyć?”, oczekując szczegółowych instrukcji, choć przecież powtarza w książce do znudzenia, że nie ma jednej uniwersalnej recepty i trudno sprowadzać rzecz do konieczności posiadania białych prześcieradeł, jak u wspomnianej Loreau).  Zastanawiałam się też, jak ewoluowały jej poglądy od momentu założenia bloga, czego się o sobie nauczyła. Poniżej więc krótka rozmowa, a ja już cieszę się na kolejną książkę autorstwa AM-M.

Jak reagujesz, gdy podczas spotkań autorskich albo mailowo czytelnicy pytają Cię „jak być prawdziwą minimalistką”? „czy już mogę o sobie mówić, że jestem minimalistą, gdy robię tak albo tak…”? 

–  Szczerze mówiąc, zdarza się to raczej rzadko. To zwykle dziennikarze zadają czasem takie pytania, ale wydaje mi się, że czytelnicy mają świadomość tego, że nie istnieją jakieś odgórne wytyczne co do zachowań, które można uznać za minimalistyczne lub nie. Gdy padają takie pytania, zawsze odpowiadam mniej więcej tak samo: nie ma jednego sztywnego wzorca minimalizmu. Poza tym nazywanie siebie minimalistą jest jednak pewnym uproszczeniem, bo skoro uważamy minimalizm za narzędzie czy sposób myślenia (a nie np. styl życia), lepiej mówić o sobie, że posługuję się tym narzędziem w określonych celach, a nie że jestem minimalistą.

Sama nie uciekam przed tą etykietką, bo dzięki niej łatwiej się czasem porozumieć, ale gdybym miała być bardziej precyzyjna, powiedziałabym, że nie jestem minimalistką, tylko osobą zafascynowaną pięknem prostoty i minimalizmu.

Czy praktyka minimalizmu/dobrego życia ma dla Ciebie dziś wymiar bardziej praktyczny, czy duchowy?

Oba – w równym stopniu. Zaczynałam od wymiaru praktycznego, duchowy doceniłam w drugiej kolejności, ale teraz obydwa są równie istotne. Początkowo liczyło się tylko uporządkowanie fizycznej przestrzeni, lepsza organizacja, uzyskanie wolnego czasu, opanowanie zakupoholizmu. Stopniowo zaczęłam dostrzegać jednak, jak ważne jest dążenie do prostoty w wymiarze duchowym i intelektualnym. Dobrowolne wyznaczanie sobie granic i ćwiczenie samoograniczania bardzo pobudza rozwój osobisty i uwalnia kreatywność, uśpioną, gdy otacza nas nadmiar. Minimalizm wymaga dyscypliny, ale dzięki narzuceniu sobie pewnych rygorów człowiek osiąga o wiele więcej.

Jakie różnice dostrzegasz między Ajką Minimalistką sprzed czasu, kiedy zaczęłaś upraszczać swoje życie, a Ajką/Anną teraz? Co zmieniło się w poszczególnych sferach Twojego życia? Czego się o sobie nauczyłaś?

Czasem wydaje mi się, że to dwie zupełnie różne osoby – ja wtedy i ja teraz. Przede wszystkim dlatego, że przed rozpoczęciem procesu upraszczania nie znałam siebie zbyt dobrze i rzadko bywałam ze sobą szczera, lubiłam się oszukiwać, nie dopuszczałam do siebie wielu myśli, które gdzieś tam głęboko w podświadomości sobie siedziały. Nie miałam odwagi zmierzyć się z samą sobą, spojrzeć sobie wprost w oczy i przyznać do wielu spraw. Wydawało mi się, że bezpieczniej będzie je chować.

Upraszczanie i minimalizowanie zmusiło mnie do zmierzenia się z tym wyzwaniem – poznania siebie. Ten proces trwa już dobrych parę lat i nie przestaje mnie zachwycać. Im lepiej znam siebie, tym silniejsza się czuję.

Zmiany dotyczą wszystkich obszarów mojego życia, bez wyjątku. Kuchnia, garderoba, zwyczaje konsumpcyjne, sposób spędzania wolnego czasu, relacje, praca – we wszystkich tych sferach zapanował porządek, ale podkreślam, że nie stało się to z dnia na dzień, lecz jest wynikiem powolnej i systematycznej pracy. Filozofii małych kroków, stopniowych i przemyślanych zmian.

Ponad pięć lat temu byłam osobą zagubioną i sfrustrowaną, zakompleksioną, uzależnioną od zakupów. Teraz znam i lubię siebie, czuję się pewna siebie, żyję w równowadze i spokoju. Cieszę się życiem.

Czy Twoim zdaniem minimalizm staje się nową religią, wypełniającą jakąś pustkę w coraz bardziej zlaicyzowanym świecie? Religią oczywiście nietypową, choć niepozbawioną swoich rytuałów, kapłanów itp? (ta kwestia mnie frapuje od jakiegoś czasu, jako niedoszłą religioznawczynię, zwłaszcza że zauważam pokrewieństwo minimalistycznych założeń do niektórych wytycznych obecnych niemal we wszystkich religiach? ten motyw pojawia się też w Twojej książce).

Nie, moim zdaniem minimalizm nie może być żadną nową religią, bo jest tylko narzędziem. Jednak mógłby stać się ideologią, gdyby na to pozwolić. Wiesz, te wszystkie wyzwania 100 rzeczy, próby stworzenia jakiegoś wzorca minimalistycznego życia. Niektórzy dziennikarze z upodobaniem próbują go w ten sposób przedstawiać. Minimaliści jako ludzie, którzy niczego nie potrzebują, współcześni asceci, pustelnicy XXI wieku.

To, że istnieje pokrewieństwo między minimalistycznymi założeniami do wytycznych obecnych w niemal wszystkich religiach nie jest niczym dziwnym – to są uniwersalne zasady, o których ludzie lubią zapominać, z lenistwa, wygody lub dlatego, że nikt o nich im nie przypomina. Jeśli te zasady są obecne w różnych systemach i kulturach, świadczy to tylko o tym, że ludzie zawsze mieli świadomość, jak ważne one są dla rozwoju człowieka.

Nie należę do żadnego kościoła, ale uważam się za osobę głęboką wierzącą. Minimalizm i prostota nie zastępują mi wiary, lecz wynikają z niej. Ktoś ostatnio ładnie mi powiedział, że Bóg w swojej istocie jest prosty. Zgadzam się z tym w pełni. Dążenie do prostoty wynika z chęci doświadczania życia w pełni i jak najlepszego wykorzystania daru, jakim jest istnienie.

Zapewne dlatego łatwo mi się rozmawia o minimalizmie z osobami duchownymi i świeckimi wierzącymi. Posługujemy się pokrewnymi, a nierzadko wręcz tymi samymi pojęciami i narzędziami. Czasami w nieco innym celu, ale działamy w podobny sposób.

Co jeszcze chciałabyś zmienić w sobie, swoim otoczeniu w drodze do prostego życia? 

Czuję coraz większą potrzebę upraszczania i wyciszania swojego otoczenia także pod względem estetycznym. To spore wyzwanie, biorąc pod uwagę, że mieszkamy na niewielkiej powierzchni, a pozbyliśmy się i tak już bardzo wielu przedmiotów i dekoracji. Podoba mi się jednak to zadanie i dojrzałam do tego, by się z nim zmierzyć.

Podobnie dzieje się w przypadku garderoby, widzę, że pociągają mnie coraz prostsze stroje, czasem wręcz ascetyczne. Prosty ubiór świetnie wygląda na kobiecie, która emanuje pewnością siebie i dobrze czuje się we własnej skórze. Wymaga dbałości o szczegół. Wciąż się uczę i wiem, że mam jeszcze nad czym pracować w tej kwestii.

Jeśli napiszesz jeszcze książkę związaną z tematyką minimalizmu, będzie jej bliżej do poradnika, reportażu wcieleniowego czy książki z pogranicza literatury faktu? 

Właśnie zaczynam ją pisać. Już kończąc pierwszą byłam przekonana, że chciałabym pociągnąć temat dalej. „Minimalizm po polsku” był skierowany głównie do osób, które nie znają jeszcze dobrze tego narzędzia albo mają o nim mylne i stereotypowe wyobrażenie. Miał wprowadzać początkującego w proste życie i zachęcać do pierwszych zmian. Teraz powstaje pozycja skierowana do czytelników, którzy znają już podstawowe założenia, ale mają jeszcze potrzebę ich zgłębienia, natrafiają na jakieś blokady czy wewnętrzne ograniczenia na drodze upraszczania, ale są już przekonani do tego, że chcą nią podążać. Będę znów sięgać do własnych doświadczeń i przemyśleń, łącząc je z opowieściami innych osób. Gatunkowo będzie więc mieszaniną typów wymienionych przez Ciebie.

Reklamy
Otagowane , , , , , , ,