Monthly Archives: Luty 2015

Francuski styl, interpretacje: postcriptum albo instrukcja obsługi

Pewnie część czytających tego bloga zastanawia się, z jakiego powodu pojawiły się dwa ostatnie wpisy – do tej pory blog rozwijał się swoim nurtem, a teraz nagle pojawiają się treści podobne do tych, jakie można spotkać na co najmniej kilku innych (zresztą cenionych przez autorkę). Choćby cykl prowadzony przez Marię z Ubieraj się klasycznie.

Nie, nie zamierzam rywalizować z Marią ani jej naśladować. Nie wiem, czy „Interpretacje” będą miały dalszy ciąg, choć po głowie chodzi mi przynajmniej jeszcze kilka nazwisk, które byłoby fajnie pokazać tutaj pod kątem własnego podejścia do francuskiego stylu.

Motywacją do zamieszczenia dwóch poprzednich wpisów było coś innego: przesyt poradnikami dotyczącymi „stylu francuskiego” w formie książkowej i internetowej, mimo przekonania do jego sensowności i atrakcyjności. Kiedy jednak widzę, jak kilka zasad dotyczących kompletowania garderoby, faktycznie wypracowanych przez Francuzki i uchodzących za tamtejszą specialite de la maison, topi się w sosie mądrości rodem z Cosmopolitan i Elle,dowodzących, że Paryżanki to odrębny gatunek kobiet, których zachowania w każdej sytuacji są tak oryginalne, że innym, nie mającym szczęścia urodzić się w stolicy Francji, pozostaje tylko je naśladować, mam ochotę popełnić dzieło pt. „Jak być krakowianką w każdej sytuacji” (koszula najbliższa ciału, ale zamiast „krakowianki” można wstawić mieszkankę dowolnej polskiej miejscowości). Okrasić je fotografiami stylowych krakowianek, a co do treści, wystarczy przekopiować większość zdań w rodzaju „paryżanka lubi odpoczywać, snuć się bez celu po (tutaj Ogród Luksemburski zastępujemy Plantami albo – w wersji bardziej wyrafinowanej – Błoniami)”, „nie wyobraża sobie wolnej soboty lub niedzieli bez wizyty w ulubionej kawiarni”, „pali papierosy, ale zdrowo się odżywia i liczy kalorie”, „lubi się rozmarzyć i przestaje odpowiadać na esemesy”, „jest trochę snobką” – i tak dalej, i tak dalej. Wszystko to przecież będzie prawdą.

Jasne, wśród Francuzek (a być może zwłaszcza wśród Paryżanek) jest cała masa kobiet, które wyglądają jak modelki na stronie sklepu Totokaelo albo ekspedientki z A.P.C. Ale podobne kobiety można też spotkać w Krakowie, Warszawie, Lublinie, Bydgoszczy…… Wilnie, Budapeszcie i całej masie innych miast, by ograniczyć się tylko do Europy.

Tyle, że Paryżanki są już marką. Markę tę kupują Amerykanki, spragnione odwyku od nadmiernej konsumpcji, wierzących w magię uniwersalnej „to-do-list”, poradnika w rodzaju „100 sposobów, aby…” które pozwolą im, po odfajkowaniu wszystkich punktów, automatycznie zmienić się w wiotką kopię Marion Cotillard. Amerykanki są zachwycone, że można robić zakupy na targu, a nie w supermarkecie, jeździć po mieście rowerem, a nie samochodem, mieć jedną szafę, a nie cztery, i czasem odpuścić, nie dążyć do idealnie ułożonej fryzury i makijażu prezenterek CNN.

Dla nas, mieszkanek Europy, to żadne odkrycie. Owszem, Polacy, spragnieni obfitości niedostępnych wcześniej dóbr, jeszcze do lat 90. upatrywali w Ameryce krainę szczęśliwości, z której przychodziły paczki wypełnione pachnącym i kolorowym towarem. Stąd pęd do hipermarketów, kolejki pod pierwszym McDonaldsem, łapczywe kupowanie w sieciówkach, lekceważenie jakości i stawianie na ilość. Gdy części z nas obniżyło się tętno i do mózgu dotarł impuls, że nie muszą polować, bo niczego już nie zabraknie, wracamy do normalności i zaczynamy doceniać to, co własne. Na przykład chleb (wielu piekarzy po 1989 roku porzuciła tradycyjne metody wypieku i przerzuciła się na wyrób pieczywa z półproduktów, a teraz od nowa odbudowują kulturę chleba), warzywa, których nikt nie nazywał ekologicznymi czy organicznymi, kasze, wzgardzone jako chłopskie jadło.

Ubierać też się w Polsce potrafiłyśmy. Niedostatek wyzwalał inwencję. Nasze mamy i ciotki stosowały złote zasady stylu francuskiego po trosze z konieczności, po trosze z rozsądku. Tylko może nie definiowały ich w taki sposób.

A poza tym: samo stosowanie się do tychże zasad może pomóc racjonalnie gospodarować swoją garderobą, ale nie uczyni kogoś „ikoną stylu”. Potrzebne jest jeszcze znajomość swoich atutów, wad i autentycznych upodobań, a przy tym otwarta głowa. Jak u osób, które pokazuję w poprzednich postach.

Reklamy

Francuski styl, interpretacje, część 2

Polskie kino święci triumfy, więc kontynuując temat, przyjrzyjmy się stylowi osoby, o której wspomniałam w poprzednim wpisie, a która jest również dowodem na to, że by świetnie wyglądać, nie trzeba mieć –nastu czy dwudziestu lat. Jej przykład może też nas nauczyć, jak dobrze zaadaptować zgrane – wydawałoby się – elementy podpinane zwykle pod kategorię „styl francuski”, tak, by stały się czyimś osobistym, charakterystycznym stylem.

Do Małgorzaty Szumowskiej mam słabość, nie tylko dlatego, że pochodzi z mojego miasta (więc mamy – co dla tego miasta typowe – iluś tam wspólnych znajomych). Lubię jej typ filmowej wrażliwości – „33 sceny z życia” były do tej pory najmocniejszym akcentem i czekam na premierę „Body/Ciało”, krążącego wokół podobnych zagadnień. Obserwując jej artystyczny rozwój, cenię też konsekwencję, pracę nad sobą, szczerość wypowiedzi, często idących pod prąd konwencjom, co widać wyraźnie w wywiadzie-rzece wydanym kilka lat temu przez Krytykę Polityczną. Podoba mi się, że nie ukrywa swojej metryki (choć  trudno uwierzyć, że przekroczyła czterdziestkę), otwarcie przyznaje, iż za najbardziej interesujące uważa kobiety właśnie w wieku 40-50 lat. Podczas kręcenia „Sponsoringu” mieszkała w Paryżu i – jak opowiadała we wspomnianym wywiadzie – przy tej okazji podglądała styl Francuzek, zauważając, że nie próbują odmładzać się na siłę, codzienna pielęgnacja jest dla nich ważniejsza niż tony makijażu, kilka doskonałej jakości rzeczy od ton przypadkowych ubrań w szafie oraz że naturalność nie musi mieć nic wspólnego z zaniedbaniem.

To wszystko ma związek ze stylem. Metodą podobnych eksperymentów, jak podczas prac nad kolejnymi filmami, udało się jej stworzyć  bardzo przemyślany, lecz prosty wizerunek, w którym wszystko do siebie pasuje. Jednocześnie patrząc na zdjęcia Szumowskiej ma się wrażenie, że dobór garderoby przychodzi jej niezwykle naturalnie, nie kombinuje godzinami, co by tu ze sobą zestawić. Właśnie ta lekkość, pozorna niedbałość uchodzi za główny wyznacznik tego, co nazywamy stylem francuskim. Ponoć albo się to ma, albo nie, ale jak widać, można też do tego dojrzeć. Podstawowym warunkiem jest właśnie samoświadomość i samoakceptacja.

Sama Szumowska przyznaje, że jej styl ewoluował – najpierw była młodzieńcza ekstrawagancja, potem wpływ kalifornijskiego luzu w wydaniu Małgorzaty Beli, odtwórczyni głównej roli w jednym z pierwszych filmów reżyserki „Ono”, z którą się zaprzyjaźniły na tyle, że nawet ostrzygły się identycznie u tego samego fryzjera. Jedno i drugie w końcu się jej znudziło, choć bez tamtych etapów nie doszłaby zapewne do miejsca, w którym jest teraz.

Obecny wizerunek Szumowskiej, tak samo jak w przypadku Lidii Popiel, jest zgrany również z charakterem i stylem bycia reżyserki. Nietrudno zauważyć, że jest osobą szczerą, konkretną, nie przebierającą w słowach, dynamiczną i bardzo naturalną. To kobieta, która wie, czego chce i po to sięga. Ale żaden z niej typ zimnej bizneswoman. Mimo delikatnej urody nie jest też typem romantycznego elfa, równie trudno wyobrazić ją sobie jako damulkę biegającą na co dzień w eleganckich sukienkach czy kostiumikach. Natomiast szpilki do dżinsów i granatowej marynarki, na zasadzie przełamania, już jak najbardziej. Szumowska wygląda kobieco, ale ma wciąż w sobie coś z dziewczyny. Łobuzerskiej dziewczyny.

magorzata-szumowska-na-38-festiwalu-polskich-filmw-fabularnych-w-gdyni-NEWS_MAIN-65777

63rd Annual Berlinale International Film Festival - "In the Name of" Photocall

Podstawą codziennego uniformu reżyserki są dżinsy – czasem są to rurki, trafiają się dzwony, albo luźne, poszarpane, zgodnie z najnowszym trendem. Do tego podkoszulek z mięsistej bawełny, bluzka bez rękawów z materiału wyglądającego na jedwab albo bawełniana koszula. Na wierzch marynarka lub kardigan. Do dżinsów botki, zwykle na obcasie, albo szpilki. Opcjonalnie – zamiast  dżinsów skórzane wąskie spodnie, cygaretki albo luźne, opadające na buty spodnie z materiału. Kaszmirowe albo wełniane swetry lub kardigany-swetrzyska. Koszule proste w kroju, a la męskie. Baletki. Kapelusze. Nie ma tu fajerwerków.  Kolory bazowe: granat, szary, biel, czerń, beż. Niekiedy trafia się czerwień albo fuksja, na zasadzie jednego, mocnego akcentu (dobrym przykładem jest marynarka w intensywnym, pomarańczowym kolorze, na premierze „W imię…” w towarzystwie jasnoniebieskich dżinsów, czarnej bluzki i czarnej kopertówki albo intensywnie błękitna sukienka skontrastowana ze swetrem musztardowej barwy).

7006a7b5ebb0a2993d0f045ae9f4627adb82b317

119483

Reżyserka ewidentnie ma też słabość do różnych wariacji na temat marynarskich pasków, choć najczęściej jest to klasyczne biało-granatowe połączenie. Często gra fakturą, gdy cały strój jest monochromatyczny. Czasem mamy zabawę w prześwitywanie, jak czarny biustonosz założony do białej bluzki na premierze „Body/Ciało”. Skórzaną kurtkę ramoneskę albo spodnie, czyli rockowy luz a la Jim Morrison. Z pozoru są to więc zgrane patenty, jak z podręcznika francuskiego stylu, nie ma tu patentów, o których nie czytałybyśmy, a jednak wyglądają indywidualnie i ożywczo. Widać też, że Szumowska wykorzystuje te same elementy co Lidia Popiel, a jednak w jej interpretacji nabierają odmiennego wyrazu.

magorzata-szumowska-na-premierze-filmu-w-imi-MAIN_NO_LOGO-64787

szumowska-pt

nara_170311

Co jeszcze? Świadomy nieład na głowie. Zero makijażu, jeśli się pojawia, to albo mocne oczy, albo usta w kolorze intensywnej czerwieni. Niewiele biżuteryjnych dodatków – raczej wypatrzymy kilka skórzanych bransoletek na ręce niż naszyjnik z pereł.

cf886bc9aeaa3d6d1daa85e23b3cd4ab

Taki styl,  z założenia sprzyjający szczupłym i wysokim,  prezentuje się na Szumowskiej idealnie. Każdej matce dwójki dzieci można życzyć takiej zgrabnej, wysportowanej sylwetki. Ale to nie tylko geny (sama Szumowska przyznaje, że w dzieciństwie była typem obżartucha i jako nastolatka wyglądała zgoła inaczej), tylko systematycznej pracy nad ciałem. Z wywiadów można dowiedzieć się, że reżyserka praktykuje jogę i biega. Ma świadomość zgrabnych nóg, więc je eksponuje, ale najczęściej przy oficjalnych okazjach, jak uroczystość wręczenia filmowych nagród. Nawet jeśli przy okazji łamie ustalone konwencje nie odsłaniania jednocześnie nóg i dekoltu, dzięki jej nonszalancji efekt nie jest wulgarny.

scena z: Ma³gorzata Szumowska SK: , , , , , , , , , , fot. Engelbrecht/AKPA

Dodatkowym czynnikiem nadającym stylowi indywidualność jest miksowanie – reżyserka  jest stałym gościem lumpeksów, ale obok wyszperanych tam zdobyczy wprawne oko rozpozna zamszowe botki od Isabel Marant albo charakterystyczny żakiet z jednej starszych kolekcji.

A Waszym zdaniem taka interpretacja jest przekonująca? Można się zainspirować?

Otagowane , , , , , , , , ,

Francuski styl, interpretacje cz. 1

Ikony stylu – taką kategorię często można spotkać na blogach związanych z minimalizmem oraz w zestawieniach na Tumblr czy Pintereście. Sama też od dłuższego czasu zastanawiałam się nad wskazaniem kilku osób, które uważam za „kobiety z klasą” – mają przemyślany, konsekwentny i charakterystyczny własny styl. Nawet odgrażałam się na blogu, że to zrobię. Ale jako istota z natury przekorna, nie zrealizowałam zamierzenia od razu. A teraz, czytając komentarze pod bardzo ciekawym wpisem Styledigger o stylu właśnie, odkryłam, że jedna z czytelniczek zwróciła uwagę na osobę, której styl również wpadł mi ostatnio w oko w związku z najnowszą jej inicjatywą – „Energetyczni 50+”, projektem fotograficznym pokazującym, że życie nie kończy się na pięćdziesiątce. Czytając wywiady z Lidią Popiel,  nie mogłam nie zauważyć jej bardzo oszczędnego w formie, spójnego i idealnie dopasowanego do jej urody i stylu życia wizerunku. Poświęcę więc mu parę zdań, traktując jako przykład ilustrujący wpis Asi, z tym większą chęcią, że Lidia nie należy do grona często przywoływanych w stylowych zestawieniach młodziutkich aktorek i piosenkarek. Mam wrażenie, że im bardziej przybywa nam lat, tym większej nabieramy świadomości własnego wyglądu, ale z drugiej strony, w miarę jak ciało się zmienia i trzeba o nie intensywniej dbać, by utrzymać się w formie, bogactwo fasonów, wzorów i kolorów, z jakiego można czerpać garściami będąc młodą dziewczyną, przestaje być nieograniczony.  Dlatego niełatwo, zwłaszcza w Polsce, znaleźć kobiety w wieku 40 plus, które świecą autentyczną klasą. Dodatkowo, jeśli ma się raczej minimalistyczny gust, trudno znaleźć takie, których styl  wpisywałby się w osobiste estetyczne preferencje. W środowiskach tzw. celebrytów dominuje wciąż styl a la czerwony dywan – tiule, cekiny i falbany, albo kopiowanie kilku najbardziej modnych w danym sezonie młodzieżowych tricków i desperacka pogoń za uciekającym czasem, wyrażająca się w nadużywaniu takich dobrodziejstw medycyny estetycznej, jak kwas hialuronowy czy botoks.lidia-popiel-na-konferencji-fashion-designer-awards-2013-NEWS_MAIN-45034

lidia-popiel-na-otwarciu-nowego-salonu-noble-place--NEWS_MAIN-53929

gwiazdy-na-pokazie-vistula-jesien-zima-2014-2015-lidia-popiel-fot-akpa

Lidia Popiel wyróżnia na tym tle naturalność i charakter – zresztą wyznaję teorię, że jedno współgra z drugim i tylko kobiety, które wiedzą, czego chcą, potrafią stworzyć spójny, wyrazisty styl, jakiego nawet sztab stylistów nie zdoła wyprodukować w przypadku gwiazdki znanej z tego, że jest znana – będzie wyglądać dobrze, poprawnie, i nic poza tym.  Nasza bohaterka nie jest tylko żoną – ozdobą znanego aktora, fotografowaną z nim na przyjęciach, ale kobietą samodzielną, realizującą z powodzeniem własne artystyczne pasje.

lidia-popiel-na-spotkaniu-prasowym-atlantic-NEWS_MAIN-50456

Jeśli by się zastanowić, to styl Lidii Popiel byłby najbliższy opiewanemu nie tylko tutaj stylowi francuskiemu – nie powielanemu ślepo, wedle przykazań z książek, ale zinterpretowanemu na sposób autorski (drugą świetną interpretatorką tego stylu jest Małgorzata Szumowska, ale o niej kiedy indziej). Jest w nim coś męskiego, surowego, ale jednocześnie nie ma wątpliwości, że nosząca się w taki sposób osoba jest kobieca, choć kobiecością nie epatuje w sposób oczywisty. Najbardziej charakterystyczny element to męskie koszule – sama Lidia Popiel przyznaje w wywiadach, że ma do nich słabość i będąc we Włoszech, podglądała sposoby, na jakie mężczyźni podwijają rękawy, żeby brać z nich przykład. Głównie są to koszule białe, ale sporadycznie trafiają się też inne kolory lub wzory (na przykład prążki). Do tego dżinsy i botki na obcasie, albo innego rodzaju buty na obcasie, mocne, zwracające uwagę – i już mamy jeden z uniformów. Inny to dobrej jakości t-shirt (najczęściej biały) z długim lub krótkim rękawem, ciemna marynarka i dżinsy. Czasem zamiast dżinsów są spodnie khaki o nonszalancko podwiniętych nogawkach albo z dużą ilością kieszeni. W ogóle Lidia Popiel często wykorzystuje elementy stylu safari, współgrające z jej profesją fotografki, która dźwiga tony sprzętu i musi poruszać się często w trudnym terenie. Do tego inne klasyki. Mała czarna. Płaszcz typu trencz. Skórzana krótka kurtka, też często widoczna na zdjęciach Lidii znalezionych w sieci, która dodaje pazura prostym sukienkom. Choć są to wszystko ubrania bazowe, widać, że dobrej jakości.

lidia-popiel-na-prezentacji-kolekcji-aryton-jesie-zima-2013-2014-NEWS_MAIN-67178lidia-popieljpg-NEWS_MAIN-8656

Kolory czerń, biel, szary, beże, pasujące przy tym typie urody. Czasem trafia się egzotyczny, przykuwający uwagę element, jak błękitna, połyskliwa sukienka w stylu chińskim – wówczas reszta jest stonowana, by mógł grać sam w sobie. Odloty zazwyczaj w dodatkach – zwracające uwagę buty, torby, naszyjniki.

Lidia Popiel

Lidia Popiel jest też jedną z nielicznych znanych Polek, które nie wpadły w panikę, że gdy przekroczy się magiczną granicę czterdziestu lat, dłuższe włosy  automatycznie „dodają lat” i należy natychmiast je obciąć, zaopatrując się w koafiurę godną starszej pani. Przeglądając zdjęcia Francuzek w tym samym wieku, znacznie częściej można natknąć się na kobiety z zadbanymi włosami do ramion, w naturalnych kolorach. (Inną moją faworytką w zakresie fryzur jest nieżyjąca już Agnieszka Osiecka, która wspaniale nie przejmowała się tym, co „wypada” i jeszcze pod koniec życia nosiła włosy upięte w długi koński ogon).

Mało biżuterii, jeśli już to naturalna (brawo za bursztyn!) Zwykle jest to wyrazisty naszyjnik, czasem kolczyki. Rolę dodatków pełni najczęściej zegarek i szminka. Przeciwsłoneczne okulary. Wyraźnie zaznaczone usta to też element stylu rzadko spotykany wśród dojrzałych kobiet w Polsce, a szkoda. Jedyną osobą, która z czerwonej szminki uczyniła swój znak charakterystyczny niezależnie od wieku jest profesor Jadwiga Staniszkis i długo, długo nikt.

Oczywiście, Lidii Popiel, jak każdemu, zdarzają się modowe wpadki, co też jest pocieszające, bo świadczy o tym, że nie jest cyborgiem bez skazy!  Delikatnej urodzie nie służą falbanki i kwiatowe sukienki – stwarzają ryzyko, że będzie się wyglądać „pańciowato”, idealnie podkreślają ją natomiast proste jednokolorowe suknie (z dekoltem lub bez) – czerń, czerwień, beże.

Jak Wam się podoba styl Lidii? I czemu tak mało wyglądających w ten sposób kobiet widać na polskich ulicach, nie mówiąc o zdjęciach z kronik towarzyskich?

Otagowane , , , , , , ,