Strażnicy stylu

Christophe Lemaire to były dyrektor artystyczny odpowiedzialny za damskie kolekcje zacnego domu mody Hermes, który odszedł stamtąd, żeby zbudować od zera własną markę – Lemaire. Wcześniej był dyrektorem kreatywnym w Lacoste. Francuskie złote dziecko, kiedyś związane z nie mniej sławną, wtedy też stawiającą pierwsze kroki w świecie mody Isabel Marant, z którą wspólnie założyli markę pod nazwą Allee Simple – on projektował, ona szyła;  teraz już świętujące pięćdziesiąte urodziny, lecz – jak to z podobnymi postaciami bywa – wyglądające na dziesięć lat mniej (sekretem dobrej kondycji o kilka lat młodszej od niego Marant są podobno odprężające weekendy spędzane w domu na wsi bez elektryczności i bieżącej wody, jaki sposób na wieczną młodość znalazł Lemaire – nie wiadomo). Krewniak Roberta Caillé, nieżyjącego już wydawcy francuskiego Vogue`a, od małego otoczony przez eleganckie kobiety – jak wspomina, zarówno babka, jak i matka niemal przez całe życie były wiernymi klientkami Yves-Saint Laurenta.  Studiował literaturę i sztuki piękne,  dorabiając jako asystent stylistów i DJ. Gdy ma się podobne zaplecze i dorasta w  towarzystwie wyższych francuskich sfer, nietrudno szybko stać się wyczulonym na estetykę wszystkiego, co człowieka otacza. Po fascynacjach muzycznych (jako nastolatek uwielbiał new wave, zwłaszcza Siouxsie and the Banshees i Joy Division) dostał prawdziwego szaleństwa na punkcie Japonii – odkrył ją wraz z pierwszymi paryskimi pokazami Rei Kawakubo i Yohji Yamamoto. Potem poleciał do Tokio w 1995 r. i gdy przeszedł mu pierwszy kulturowy szok, stwierdził, że ma z tamtejszą wrażliwością wiele wspólnego – subtelność form, obsesyjne wręcz dążenie do perfekcji, znaczenie, jakie przywiązuje się do koncentracji, bycia tu i teraz. Japońskie motywy przewijały się przez twórczość Lemaire`a już od pierwszych kroków w świecie projektowania (Marant wspomina w jednym z wywiadów, że w Allee Simple wszystkie ubrania miały kwadratowe kształty, bo nie umieli ciąć materiałów z koła), choć dziś sam twierdzi, że wolałby do tamtych młodzieńczych prób nie wracać; raczej myśleć o sobie jak o winie, które nabiera szlachetności wraz z czasem. Poza tym cytuje swojego ulubionego malarza Odilona Redona: „Nie możesz wyjaśnić innym tego, co robisz, bo nie znasz samego siebie” i nie przejmuje się, że ktoś może uznać to za pretensjonalne.

6b8b7660gw1e28aba0mffj-682x102-8733-3294-1428462999[1]

tumblr_mj0aeyM4771qak1r4o1_400[1]

Muzą i nieodłączną towarzyszką życia Lemaire`a jest Sarah-Linh Tran.  Jest też dyrektorką artystyczną jego marki, odpowiadającą za jej identyfikację wizualną, zaangażowaną też w prace nad damską linią. Razem tworzą nierozłączną i wspaniale stylową parę introwertyków, którzy nieszczególnie często absorbują świat swoim istnieniem – nawet ich zdjęć w Internecie jest niewiele – chyba, że przy okazji prezentacji nowej kolekcji. Strzegą prywatności, nie zależy im na uganianiu się za fotoreporterami, świadomie rezygnują z szumu promocyjnego, starannie dobierając propozycje wywiadów – co paradoksalnie, poprzez regułę niedostępności, intryguje i często działa na ich korzyść. Teraz pewnie znów będzie ich więcej w mediach, bo marka Lemaire nawiązała współpracę z japońską sieciówką Uniqlo, do której sklepów już 2 października trafi zaprojektowana przez duet kolekcja. Niewykluczone, że także do sklepu internetowego, więc gdyby ktoś był zainteresowany…. (Uniqlo wysyła również do Polski). Można ją sobie obejrzeć na przykład tutaj. Ceny zdecydowanie przyjaźniejsze niż Lemaire solo.

Christophe-Lemaire-and-Sarah-Linh-Tran-Remodelista[1]

Pytana w jednym z wywiadów, jak opisałaby swój styl, Linh Tran (korzenie ma nie japońskie, lecz również wschodnie – wietnamskie), odpowiada dwoma przymiotnikami: „Praktyczny i dyskretny”. Lemaire patrzy na sprawę podobnie, lecz jest bardziej wylewny – podoba mu się idea osobistego mundurka (czyli tego, co od jakiegoś czasu w Polsce nazywa się uniformem). „Nie lubię rzeczy, które są zbyt kruche, zbyt luksusowe. Cenię praktyczne ubrania, które mogą służyć latami”. Na inne pytanie: „Co jest największym komplementem w odniesieniu do minimalistycznej garderoby?” oboje zgodnie odpowiadają: „Zdrowe włosy i piękna cera!”

A co mówi o sobie i o swojej pracy Lemaire?

„Nigdy nie byłem szczególnie towarzyski. Nie interesuje mnie bieganie za fotografami ani uczestnictwo w  branżowych imprezach. Chcę być rozpoznawalny dzięki swojej pracy. Ktoś kiedyś powiedział:”chcesz żyć szczęśliwie, żyj w ukryciu”. Szczerze w to wierzę. Lubię ciszę, spokój, towarzystwo ukochanej i przyjaciół. Sądzę, że problemem dzisiejszego świata mody jest to, że ludzie mylą częstą obecność w telewizji czy ilustrowanych magazynach z byciem świetnym projektantem. Tymczasem jest cała masa świetnych projektantów, którzy nie są ani trochę częścią tej gry. Żeby być rozpoznawalnym, trzeba być uzależnionym od mediów, i to jest, jak sądzę, plaga naszych czasów”.

„Nie mam konta na Facebooku. To zbytnio pochłania czas. Męczy mnie nawet odpisywanie na maile. Jeśli mam być szczery, nie dostrzegam pozytywów mediów społecznościowych; nie sądzę, by ludzie stawali się dzięki nim szczęśliwsi. Zapewne reprezentuję trochę staroświeckie podejście, ale te media wydają mi się one czymś sztucznym. Oczywiście, dzięki nim możesz spotkać ludzi, których nigdy byś pewnie nie poznał na żywo, ale z drugiej strony – ten cały koncept pokazywania światu, kogo znasz, wirtualnych przyjaźni – lekko przeraża. „

„Zawsze interesowało mnie to, co otacza człowieka na co dzień. Codzienne wybory w sensie stricte kulturowym – to, jak żyjemy, jak urządzamy nasze domy, co jemy, jakiej słuchamy muzyki. Kultura jest dla mnie wyborem tego, co się konsumuje. A styl – tego wyrazem. Zawsze wierzyłem też w sens ubrań, które podkreślają osobowość, a jednocześnie pozwalają uchwycić dany, konkretny moment z życia danej osoby. Nie interesuje mnie teatr ani cyrk, ostentacja. Jestem za prostotą i naprawdę wysoką jakością”.

Daje do myślenia, prawda? Nie tylko w odniesieniu do tego, co w Polsce nazywamy branżą modową. Cały wywiad można przeczytać tutaj.

page03-660x400[1]

Na markę Lemaire mnie nie stać, mogę sobie tylko pooglądać w internecie, co nie przeszkadza czerpać inspiracji ze stylu, jaki reprezentuje, a którego żywym ucieleśnieniem lub też najlepszą chodzącą reklamą jest Sarah Linh Tran. Prostota, dużo elementów męskiej garderoby, złagodzonych przez dodatki, a czasem tylko fryzurą albo czerwoną szminką, monochromatyczna paleta barw, niekiedy przełamywana jednym mocnym akcentem kolorystycznym, pewna surowość form, ewidentna już na pierwszy rzut oka jakość, o której na każdym kroku wspomina Lemaire, perfekcyjna koordynacja. Sporo odniesień do Japonii, ale także „lat dwudziestych, lat trzydziestych” i awangardy artystycznej tamtego okresu, estetyki Nowej Fali, wszystkiego, z czego utkana jest osobowość projektanta. Sarah-Linh Tran wyglądem potwierdza wartości, o których oboje z  mówią w wywiadach. Więcej obrazków tutaj.

Przypomina mi inną osobę noszącą się w podobnym duchu, a jednak interpretującą po swojemu – duńską projektantkę mebli Stine Gam, połowę uznanego duetu duńsko-włoskiego Gam & Fratesi –  która również tworzy parę w życiu prywatnym.  Gam można by uznać za chodzącą reklamę COS-a i innych skandynawskich marek ze średniej/wyższej półki, a jednak to, co ma na sobie, nosi piętno jej indywidualności. Nie jest to manekin ubrany w gotowe zestawy, lecz kobieta z krwi i kości, świadoma zawartości swojej szafy, wad i zalet własnego wyglądu i dokonująca świadomych wyborów. Jeśli coś jej pasuje, nosi to na okrągło, zmieniając tylko pozostałe elementy. Stałym motywem w jej garderobie są męskie buty z wysokogatunkowej skóry, łączone czasem ze spodniami typu cygaretki, chinosami albo dżinsami, a innym razem również z sukienkami w towarzystwie ciemnych rajstop.  Sama mam do takich butów słabość, więc zestawienia, w jakich pokazuje się Stine, szczególnie cieszą oko. Podobnie jak u Sarah-Linh Tran, także u Dunki ważną, a czasem wręcz kluczową częścią stylizacji są włosy – trochę dziewczęce, ale proste fryzury, które na tle ascetycznego, eleganckiego stroju nie wyglądają infantylnie, tylko ujmują lat z korzyścią dla właścicielki. Pasuje tu inny cytat z Lemaire`a:

„Od czasu do czasu warto zachować dystans do mody. Nie przemawia do mnie założenie, że chcąc wyglądać dobrze i elegancko, kobieta powinna kupić konkretny zestaw, torbę albo buty modne w danym sezonie. To przecież kompletnie bez sensu”.

Lemaire i Sarah-Linh Tran są jak strażnicy stylu i zdrowego rozsądku w świecie szybkiej mody, także szybkiej mody udającej nawróconą na jakość, luksusowych marek szyjących w Chinach. Swoim wyglądem, stylem życia, wartościami, do których się odwołują przypominają, że prawdziwa, wyrafinowana elegancja zawsze będzie wiązać się z prostotą. Teraz może są w mniejszości, wkrótce zostaną uznani za elitę, której inni będą próbowali dorównać.

Advertisements
Otagowane , , , , , , , , , , , , , , , , ,

6 thoughts on “Strażnicy stylu

  1. kiwi pisze:

    Piękny post. Dziękuję.

  2. m pisze:

    Ostatnio szukałam jakichś informacji o nim, urzekła mnie prostota jego projektów. Dziękuję 🙂

  3. Krzysztof pisze:

    Oczywiście Linh Tran ma korzenie wietnamskie, nie japońskie, gdyż Tran to dość popularne nazwisko w Wietnamie. Poza tym, w języku japońskim nie ma głoski „L”.

  4. simplifepl pisze:

    „Nie interesuje mnie bieganie za fotografami ani uczestnictwo w branżowych imprezach. Chcę być rozpoznawalny dzięki swojej pracy.” jak nam takich ludzi dzisiaj brakuje…

  5. iwona pisze:

    wspaniały artykuł, tęskniłam za Twoimi długimi tekstami. Sama wzdycham do Lemaire od niedawna.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: