Dobre rady zawsze w cenie

Wydawcy chwycili haczyk. Wysyp polskich przekładów książek o francuskim stylu i szyku, slow fashion i dobrowolnej prostocie rozpoczął się mniej więcej dwa lata temu i trwa nadal. Pojawienie się polskich odpowiedników było tylko kwestią czasu. Najpierw do księgarń trafiła pozycja pod tytułem „Slow fashion. Modowa rewolucja” autorstwa Styledigger (Znak Literanova), właśnie ukazuje się poradnik autorstwa jednej z najpopularniejszych polskich blogerek Katarzyny Tusk (Muza), książkę swojego autorstwa zapowiada autorka bloga Simplicite (wyda go Znak Literanova, idąc za ciosem). I na tym zapewne nie koniec.

Przyznam: do poradników (czy to drukowanych, czy publikowanych na blogach) mam stosunek z lekka schizofreniczny. Fascynują mnie jako zjawisko, od którego zarazem chciałabym trzymać się jak najdalej. Śledzę, co się w tej dziedzinie ukazuje, doceniam, gdy jest sensownie napisane, dziwuję się (to częściej) że w ogóle ukazało się drukiem,  lecz zarazem nie istnieje na tym świecie chyba nic, co mnie samą mogłoby skłonić do skręcenia w tę stronę – czułabym się jak ktoś, kto gra w nie swoim przedstawieniu. Nie potrafiłabym wczuć się w rolę „agony aunt” ze śmiertelną powagą dowodzącej innym, że należy zrobić to, a tamto już nie, dlatego, że nie uważam, by istniał jedyny słuszny przepis na życie (i że należy układać je wedle przepisów kreślonych przez innych), oraz że dorośli ludzie mają własny rozum pozwalający ocenić, co dla nich dobre. Również dlatego, że świat, który przypominałby wyłącznie minimalistyczne profile na Instagramie (także te, które lubię przeglądać), prezentujące monochromatyczne ubrania i sprzęty na tle wnętrz w stylu skandynawskim, które wyglądają, jak jedno studio wypożyczane na zmianę różnym osobom, byłby jednak strasznym miejscem.

Slow-Fashion-Modowa-rewolucja-obrazek_duzy_4061729[1]

Slow fashion. Modowa rewolucja” Joanny Glogazy jest przypadkiem odrębnym. O jego wartości stanowi autentyczność. Nie jest zbiorem powielanych w nieskończoność uniwersalnych prawd. Ma siłę, bo stoi za nią osoba, która od podstaw zbudowała własną markę. Drogę ku traktowaniu mody w nowy sposób przedstawia na przykładach z własnego życia, a historyczną ewolucję jej poglądów można prześledzić w archiwum bloga. Nie stosuje gładkich zwrotów, tak dobrze brzmiących w poradnikach, by wydać się odbiorcy mądrzejszą. Nie udaje, że jest idealna, że pod wpływem filozofii slow zmieniła się w pańcię o równo ułożonych włosach, w nieskazitelnym makijażu i stroju bez jednego pyłka, która założywszy nogę na nogę poucza innych, jaki kolor powinny mieć prześcieradła, by ich posiadacz mógł ubiegać się o glejt minimalisty. Szczerość podobna do tej, jaką cechuje Joannę, zadecydowała też o sukcesie bloga Garance Dore (która notabene też za moment wydaje książkę „Love/Style/Life”). Wskazówki z „Modowej rewolucji” są zdroworozsądkowe i konkretne, przetestowane przez autorkę na własnej skórze. Styledigger pisze otwarcie: nie ma uniwersalnych rozwiązań, zbioru magicznych formułek, dzięki którym szafa i życie stanie się nagle uosobieniem ładu. Pokazuje za to różne możliwości, na przykładzie drogi, którą sama przeszła – od blogerki zmieniającej stylizacje jak rękawiczki do świadomej swojego stylu młodej kobiety. Pokazuje, co sama  by zrobiła, dodając: każdy może znaleźć własny sposób. Joanna ma – jak to się kiedyś mówiło – głowę na karku, poczucie wartości, ale też zdrowy dystans do siebie. Mogłaby z powodzeniem dawać wykłady o tym, jak wziąć sprawy w swoje ręce i zmienić pasję w pracę zarobkową. Mam nadzieję, że kiedyś też o tym napisze, ośmielając do działania grono osób trochę od siebie starszych, tkwiących w miejscach, których mają dość, wykonujących zajęcia nie przynoszące im satysfakcji, bo wmówiły sobie, że tak jest rozsądnie, i boją się zacząć robić to, co naprawdę gra im w duszy.

magia-sprzatania-b-iext28374139[1]

Z rozreklamowaną książką Marie Kondo rzecz ma się inaczej. W książce tej jest jedna sensowna rada: gdy chce się coś uporządkować, zamiast szukać najpierw do odstrzału rzeczy, których się nie lubi, lepiej wybrać te, które się lubi i często nosi. A potem pozbyć się całej reszty. Sto procent psychologii: chętniej wykonujemy czynności przyjemne, niż przykre. I to by było na tyle.

Niestety, w „Magii sprzątania” tę prostą prawdę, która zmieściłaby się w dwóch zdaniach, obudowano szeregiem pustych konstrukcji słownych, rozciągniętych na blisko stu stronach. Woda leje się, a w niej płyną różne przydrożne znaleziska, myśli-śmieci. Czytając je, próbuję sobie wyobrazić wyznawczynie lub wyznawców metody Kon-Mari, jak otwierają szuflady, wyjmują z nich parę skarpetek i przemawiają do nich czule, gładząc materiał. Próbuję, ale nie wierzę, że komuś może choć na moment przemknąć przez głowę myśl, by potraktować tę radę serio. Skoro jednak byli tacy, którzy pili własny mocz licząc na samouzdrowienie, bo tak zalecił jakiś znachor, muszę założyć, że wszystko jest możliwe. Ostatecznie, dialog ze skarpetkami bywa mniej szkodliwy w skutkach.

Uprzedzając stwierdzenie, że „skoro książkę Marie Kondo kupiły miliony ludzi na całym świecie, coś musi w niej jednak być”, zupełnie do mnie nie trafia. Mc Donalds codziennie sprzedaje miliony buł bez smaku z mięsną wkładką, bo ludzie dali sobie wmówić, że w tym pseudopożywieniu jest coś fajnego.

Obrońcy „Magii sprzątania” argumentują, że dziwaczne aspekty „metody Kon-Mari” to egzotyczny element wzbogacający dzieło, wyrastający wprost z japońskiej kultury, tak samo jak inne, dziwaczne dla Europejczyków zjawiska: cosplayerki, salony pachinko, Wodne Dzieci, czy wiara w bóstwa zamieszkujące każdą piędź ziemi.

To ja wolę to wszystko, plus jeszcze Hello Kitty i tamagotchi, od ponownej lektury dzieła Japonki.

Reklamy
Otagowane , , , , ,

25 thoughts on “Dobre rady zawsze w cenie

  1. iwona pisze:

    panuje nieznośna moda na drukowanie wszystkiego, co wyskrobią znane i „znane” osoby. Każdy bloger musi coś napisać. Zazwyczaj jest to coś nie warte uwagi, nie przeszkadza im to jednak w pysznieniu się NAPISANIEM książki, pomimo, że to jedynie marny poradnik, z oczywistościami rodem z Claudii. Książka Joasi jest poprawna, ale wolałam jej wpisy blogowe na ten temat, niż wydanie książkowe.

  2. Sylvia pisze:

    Jestem w trakcie czytanie Magii sprzątania (zachęcona pozytywnymi recenzjami) ale ja też do skarpetek modlić się nie będę:)

  3. henna1212 pisze:

    Do skarpetek moze i nie, ale do spódnicy, którą otrzymałam od siostry? Do swetra, który mi się podoba bardzo, bardzo, ale go nie noszę? Akuratnie te fragmenty porad są dla chomików, które nie potrafią się rozstać z rzeczami im już niepotrzebnymi. Podziękowanie za to, że były, i uwolnienie ich pomaga psychicznie na rozstanie sie. Nie każdy jest minimalistą.

  4. Aga pisze:

    Oj, trochę mniej szydery, trochę więcej zrozumienia droga Polsko..! Duża część tej japońskiej książki to zarys osobowościowy i tego jak doszła do swojej filozofii prostoty, napisany choćby po to, by czytelnik nie szydził z „gadania do skarpetek”. I nie ma znaczenia czy to sarpetka, książka, sukienka czy kwiatek doniczkowy. Kto chce, niech wierzy, kto nie chce niech nie wierzy ale przemówienie do nieożywionego obiektu nabiera nasz umysł i wywołuje pewne przywiązanie które ułatwia nam lubić i szanować to co mamy, ale i nabrać pokory do tego jak nam owe wyszydzone skarpetki ułatwiają życie.

    • minimalplan pisze:

      Hmmm, nie czuję się wyrazicielką głosu Polski;) dla mnie lektura tej książki była stratą czasu i nie rozumiem jej fenomenu. Wodolejstwo zostaje wodolejstwem, niezależnie od tego, czy słowa rozcieńczano sosem japońskim, francuskim, czy krajowym.

      • Aga pisze:

        Dla mnie natomiast lektura tego bloga była stratą czasu, gdyż za dużo tu wszystkowiedzącego, autorytatywnym głosem wypowiadanego ocenialstwa. Pozdrawiam i życzę więcej powodzenia w dalszej twórczości.

      • minimalplan pisze:

        Nie ma przymusu lektury – zarówno książki Kondo, jak i tego bloga – pozdrawiam zatem w odpowiedzi i życzę czytelniczych odkryć bardziej odpowiadających Pani gustom 🙂

  5. Goska pisze:

    Nie rozumiem zachwytu nad ksiazka „‚Slow fahion”. Bardzo lubie blog Style Digger, sympatyczna dziewczyna, ladne zdjecia, zdroworozsadkowe podejscie do ubran. Z ciekawosci przeczytalam fragmenty ksiazki (te darmowe, ogolnodostepne kilka stron) i byly w porzadku, ale zeby od razu ‚modowa rewolucja’? Byc moze nie jestem grupa docelowa, bo spojna garderobe mialam zawsze, pod wplywem porad od mamy i babci. Dziwi mnie zapotrzebowanie na takie ksiazki.
    Natomiast musze szczerze napisac, ze ‚Znak’ mnie rozczarowal. To bylo dla mnie zawsze wydawnictwo publikujece Kolakowskiego, Tischnera… Wyjechalam z Polski 16 lat temu i nie wiedzialam, ze w miedzyczasie zabrali sie za poradniki.

    • minimalplan pisze:

      To Znak Literanova – w międzyczasie wytworzyli „siostrzaną” odnogę, wydającą lżejsze pozycje. Wielu wydawców tak robi, te poboczne marki zarabiają często na bardziej ambitne pozycje w głównej linii, których inaczej nie opłacałoby się wydać. Np. Czarne ma Black Publishing, które wydało „Minimalizm po polsku” Anny Mularczyk-Meyer, też (w mojej opinii) bardzo dobry poradnik. Ta praktyka dowodzi sytuacji na polskim rynku książki, którą można określić jednym słowem: smutek. Polacy czytają coraz mniej, a czasy, gdy po książki Tischnera ustawiały się kolejki, dawno minęły, niestety, więc nawet tak duże firmy jak Znak muszą sobie jakoś radzić….

  6. Anna pisze:

    Mam obie i mi sie bardziej podobala ksiazka Marie Kondo. Nie chcialabym mowic ze ksiazka Styledigger jest zla, ale wg mnie ona jest skierowana do nastolatek, moze dla mlodych kobiet ktore nie wiedza czego chca. Natomiast dzieki ksiazce Marie Kondo pozbylam sie wielu rzeczy do ktorych mialam stosunek emocjonalny. Podziekowanie im za to, ze mi sluzyly zakonczylo jakis etap, ktorego wczesniej nie moglam skonczyc bo nie wiedzialam jak. Moze jest tez tak ze wzgledu na róznice kulturowe Japonczycy inaczej postrzegaja pewne sprawy, ktore nas z kolei smiesza. Oni sa wogole inni i chyba mieszkaja na mniejszych powierzchniach, musza wiec radykalniej obchodzic sie z iloscia posiadanych rzeczy. Pozdrawiam serdecznie i bede oczekiwala na kolejne wpisy, bo bardzo je lubie.

  7. Oszczędnicka pisze:

    Uwielbiam Twoje wpisy, Szkoda, że są tak rzadko, bo zaczytuję się nimi z wielką przyjemnością 🙂

    Myślę, że książka Asi dla kogoś z nieogarniętą garderobą jest świetna. Na pewno bardzo pomocna. Jestem na dobrej drodze do uporządkowania swojej szafy. Już wiem, czego nie chcę. Jeszcze nie do końca wiem, czego chcę :> „modowa rewolucja” nie odkryła dla mnie Ameryki, ale bardzo przyjemnie mi się czytało.
    Za to za „magię sprzątania” nie mam ochoty się zabierać… Tak bardzo zniechęciła mnie Dominique Loreau do „japońskiego” podejścia, że chyba nie dam rady z kolejną taką filozofią-światłością.

  8. Uwielbiam to zdanie: „świat, który przypominałby wyłącznie minimalistyczne profile na Instagramie (…)prezentujące monochromatyczne ubrania i sprzęty na tle wnętrz w stylu skandynawskim, które wyglądają, jak jedno studio wypożyczane na zmianę różnym osobom, byłby jednak strasznym miejscem.” Nigdy nie wypowiedziałam tego na głos, ale zgadzam się z nim jednocześnie uśmiechając się na jego przewrotność. O „Slow fashion” na razie nie chcę czytać, bo wolę sobie wyrobić własną opinię na temat tego, co czeka na swoją kolej do przeczytania. Natomiast co do Kon-Mari zgadzam się znowu tak jak z zacytowanym zdaniem. Strata czasu – tak bym to określiła. Choć śmiejąc się z jej metody, otworzyłam się na chwilę i aż jej wypróbowałam. Czułam się dziwnie i nieswojo, ale coś udało się jednak wyrzucić. Wolę jednak swoje, sprawdzone sposoby. I jednak odpowiedzialność za to, co kupiliśmy, czyli przemyślane sposoby na pozbywanie się tego, co zbędne. Bo tego w tej książce brak.

  9. Zgadzam się w dużej mierze z obiema recenzjami, ale i uśmiecham się lekko widząc swojego bloga w jednym zdaniu razem z Joanna i Kasią Tusk. Chcę sprostować, jeśli mogę, książka, którą napisałam i która być może trafi do druku, zupełnie i wcale nie dotyczy ubrań, ani też mody :). Pozdrawiam serdecznie, Katarzyna

  10. gocha pisze:

    Hmm, trochę brakuje mi tutaj recenzji „Elementarza” Katarzyny Tusk, który muszę (wciąż z lekkim niedowierzaniem) bardzo pochwalić. Czytałam zarówno książkę Garance („czytałam” to chyba za dużo powiedziane) jak Marie Kondo oraz Glogazę i… jak dla mnie wszystkie książki chowają się przy Elementarzu. Jest tam trochę powtarzających się tematów (sprzątanie szafy) ale napisanych w zupełnie inny sposób. Zdecydowana większość książki jest jednak całkowicie oryginalna – część o 4 stolicach mody jest rewelacyjna, a w ostatniej części mamy naprawdę niezły kawałek ukrytej psychologii. No i zdjęcia… książka jest piękna, dobrze napisana i dziwi mnie, że nie została przez Ciebie wyróżniona.

    • minimalplan pisze:

      Bloga oczywiście znam, od czasu do czasu tam zaglądam, kibicuję bardzo sympatycznej autorce i szanuję za konsekwencję w rozwoju pomysłu, który stał się sposobem na życie, ale na szczęście mogę pisać tutaj o książkach, po które sięgam dlatego, bo chcę, a nie takich, do zrecenzowania których się zobowiązałam 🙂

  11. Agata pisze:

    Obie książki czytałam. Obie są warte przeczytania.
    O Kondo już napisałyśmy z siostrą komentarze:
    http://minimalsis.blogspot.com/2015/10/recenzja-magia-sprzatania-marie-kondo.html

  12. asia pisze:

    Ja polecam książkę która jest dla mnie nr 1 : Mniej – Marta Sapała
    minimalizm można sobie odpuścić bo zupełnie nic nie wnosi…

  13. Mew pisze:

    Jestem świeżo po lekturze „Slow fashion”. Pożyczyłam z biblioteki bo z zasady nie kupuję czegoś co jest kalką blogu. Cóż, dla kompletnie niezorganizowanych życiowo i zupełnie zagubionych nastolatek i bardzo młodych kobiet bez podstawowej wiedzy, którą ( a przynajmniej jej część)winny wynieść z domu. Tym niemniej napisane nie najgorzej. Tak pozytywna opinia o książce wydaje mi się być odzwierciedleniem wielkiej sympatii „minimal plan” do Glogazy i jej bloga. To się od razu rzuca w oczy. Oczywiście nic w tym złego bo każdy ma prawo do swoich sympatii ale wg mnie „Slow fashion” nie jest AŻ tak dobrą książką, jak wynika to z recenzji a znów Kondo ma kilka ciekawych pomysłów, z których warto skorzystać.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: