Sztuka spójności

Ostatnio dużo się mówi i pisze (także w kontekście stylu, sama uczyniłam to w jednym z ostatnich wpisów) o potrzebie autentyczności i spójności przekazu. Również o potrzebie autorytetów.

Garść przykładów (celowo nie podaję nazw i nazwisk, bo nie w tym tu rzecz, by kogoś piętnować):

Ekspert od savoir-vivre`u, który rozpisuje się na temat elegancji, dobrych manier i tęsknoty za światem klasy średniej oraz ziemiaństwa – zdjęcia i filmy w sieci ukazują lekko zaniedbanego mężczyznę z widocznym piwnym brzuchem, który chyba dawno też nie odwiedzał fryzjera. Głębsze zaznajomienie się z jego blogiem ujawnia zaś, że pod pretekstem zgodności z kanonem propaguje dyskryminację ludzi ze względu na ich orientację seksualną lub pochodzenie (w XXI wieku!)

Ekspertka od savoir-vivre`u, której blog, napisany bardzo ładną polszczyzną, tworzy wizerunek osoby kompetentnej, stosującej to, o czym pisze, w praktyce. Dopóki w jednym z wpisów nie pada żargonowe, dość wulgarne określenie. Kilka tygodni wcześniej autorka przekonywała czytelników, że dama nie przeklina. Dotychczasowe wrażenie pryska.

Blogerzy poruszający tematykę dobrego życia, przekonujący polskich czytelników, że koniecznie powinni przeczytać podesłane im przez działy promocji wydawnictw obficie ilustrowane, lecz zawierające niewiele treści książki o „hygge”, ideologii równie odkrywczej jak metoda Kon-Mari, sprowadzającej się do pochwały przytulności, wieczorów spędzonych w domu pod kocem, przy świecach i w towarzystwie bliskich – i koniecznie zacząć ją wprowadzać w życie. Choć hasło „hygge” niemal niczym nie różni się ono od holenderskiego „gezellig”, zostało tylko odpowiednio wypromowane i jest próbą poradzenia sobie z faktem, że w Skandynawii zima trwa z reguły długo, jest ciemna, śnieżna i wietrzna, więc najlepszym na nią remedium jest przyjazne sztuczne oświetlenie, gorąca czekolada i rozrywki w domowym zaciszu.  Kto nie podejmował podobnych wysiłków podczas polskiej zimy, ręka do góry! Tyle, że najprawdopodobniej nie używaliśmy na to żadnych szczególnych określeń, niepotrzebne też były nam wnętrza urządzone w stylu skandynawskim, wełniane skarpety po 300 zł sztuka ani świeczki określonych marek.

Blogerzy propagujący minimalizm, którzy przed świętami zamieszczają obowiązkowe poradniki dotyczące prezentów zawierające linki afiliacyjne do dużych sklepów internetowych, zachęcając tym samym do nabywania kolejnych przedmiotów.

Przedstawiająca się jako profesjonalna (i ciesząca takową opinią w środowisku) firma PR-owa, która zaprasza ekspertów  do udziału w dyskusji w ramach konkretnego cyklu spotkań, za konkretnym wynagrodzeniem, w konkretnym terminie, po czym – gdy na tydzień przed wydarzeniem na wszelki wypadek dopytują, czy wszystko aktualne (są ludźmi nie narzekającymi na brak zajęć i zarezerwowali sobie wspomnianą datę w kalendarzu) – dostają odpowiedź, że wydarzenie jest odwołane i krótkie przeprosiny. Gdy dopytują o powód, dowiadują się, że to wina klienta, któremu w międzyczasie zmienił się koncept. Kilka dni później dostają przez przypadek zaproszenie mailowe od klienta owej firmy na kolejne spotkanie z cyklu z udziałem innych prelegentów. Zapewne będą odradzać korzystanie z kontaktów z rzeczonymi PR-owcami wszystkim swoim znajomym.

Nie kupuję tego.

I nie chodzi o to, że linki afiliacyjne do propozycji prezentów są czymś złym, że koncept „hygge” jako taki jest zupełnie pozbawiony sensu, że człowiek nie może się zapuścić, jeśli ma na to ochotę, czy też kobiecie nie przystoi przeklinanie, bo jest kobietą (celnie pisała o tym kiedyś Pani Swojego Czasu, która sama często używa przekleństw w postach, ale nie kłóci się to z jej wizerunkiem, bo nie propaguje bycia damą. Propaguje rozsądne gospodarowanie swoim czasem, które zakłada takie planowanie, by mieć jak najwięcej czasu dla siebie i nie zaniedbywać się. Przeklinanie nie ma tu nic wspólnego z autentycznością wizerunku. Ma natomiast np. odpowiadanie na wiadomości od klientek w weekendy. Pani Swojego Czasu tego nie robi, czym tylko potwierdza, że sama stosuje się do zasad, które głosi. A komuś takiemu chce się ufać.

 Niby wszystko wydaje się oczywiste, czemu więc sobie to robimy?

Reklamy
Otagowane , , , ,

17 thoughts on “Sztuka spójności

  1. Katarzyna pisze:

    Bardzo ważny tekst! Spójność, nie tylko w kontekście wizerunku, jest bardzo trudna. To problem, który pojawia się wszędzie – na blogach, w biznesie, w codziennym życiu. Trudno nie wrzucić poradnika zakupowego, gdy czas żniw świątecznych nastał i można zarobić. Wiem, że w takiej sytuacji część osób nie zwraca uwagi na spójność, tylko myśli sobie: „fajnie, zarobię na hosting i nowy szablon dla bloga”, „wpadnie trochę kasy na wakacje, szkoda odpuścić”. Spójność wymaga siły i konsekwencji, ale też prowadzi do zaufania, które jest i będzie najważniejszą, blogową walutą.

    Takie słowa, jak profesjonalizm czy autentyczność niemalże już nic nie znaczą, stały się wytrychami. Bardziej, niż autentyczność, ważna jest dla mnie prawdziwość. Bo prawdziwość oznacza też, że czasami możemy się potknąć i podnieść. A blogowe autorytety to temat na zupełnie inną dyskusję. I szczerze mówiąc, z przyjemnością bym o tym porozmawiała.

    PS ale nie widziałam chyba na żadnym blogu o minimalizmie poradnika zakupowego z afiliacją… A Marie Kondo bardzo cenię. 😉

  2. simpliciteblog pisze:

    Bardzo ważny tekst! Spójność, nie tylko w kontekście wizerunku, jest bardzo trudna. To problem, który pojawia się wszędzie – na blogach, w biznesie, w codziennym życiu. Trudno nie wrzucić poradnika zakupowego, gdy czas żniw świątecznych nastał i można zarobić. Wiem, że w takiej sytuacji część osób nie zwraca uwagi na spójność, tylko myśli sobie: „fajnie, zarobię na hosting i nowy szablon dla bloga”, „wpadnie trochę kasy na wakacje, szkoda odpuścić”. Spójność wymaga siły i konsekwencji, ale też prowadzi do zaufania, które jest i będzie najważniejszą, blogową walutą.

    Takie słowa, jak profesjonalizm czy autentyczność niemalże już nic nie znaczą, stały się wytrychami. Bardziej, niż autentyczność, ważna jest dla mnie prawdziwość. Bo prawdziwość oznacza też, że czasami możemy się potknąć i podnieść. A blogowe autorytety to temat na zupełnie inną dyskusję. I szczerze mówiąc, z przyjemnością bym o tym porozmawiała.

    PS ale nie widziałam chyba na żadnym blogu o minimalizmie poradnika zakupowego z afiliacją… A Marie Kondo bardzo cenię. 😉

    • minimalplan pisze:

      Masz rację z prawdziwością – może też słowo „szczerość” byłoby też adekwatne? To jest trudny temat, bo nie chodzi mi bynajmniej o to, żeby każdy był ideałem, albo o pilnowanie się na każdym kroku, bo wypracowany na zewnętrzny użytek wizerunek-maska opadnie (w tym przypadku wizerunek jest czymś na kształt artystycznej „persony”) i wyjdą na jaw różne słabości, tylko o świadomość siebie, słabych i mocnych stron, ich akceptację, ewentualnie pracę nad stopniową eliminacją tych pierwszych i wzmacnianie tych drugich. Osoby, które osiągnęły taki stan pogodzenia ze sobą, są spójne, autentyczne i odczuwa to ich otoczenie – budzą zaufanie.
      Marie Kondo: Wiem, wiem 🙂 Jej główne porady – żeby zaczynać od wyboru rzeczy, które się lubi, a nie wyrzucania tych, które się nie lubi, i różne tricki, np. układanie ubrań pionowo, są sensowne, ale mogłyby się zmieścić na dziesięciu, a nie na stu stronach – i odrzuca mnie od niej nadmierna afektacja (przy znajomości specyfiki kulturowej).
      Ja widziałam – zwykle są to moodboardy przedmiotów polecanych na prezenty. Na wielu blogach, bo teraz wszyscy prawią, że ważny jest dla nich minimalizm 🙂 Chyba że to źle nazwałam?

    • bsw pisze:

      @simpliciteblog, ja widziałam taki poradnik na Twoim blogu, i to niejednokrotnie.

  3. simpliciteblog pisze:

    Tak, szczerość to też dobre słowo, zdecydowanie. I chyba też taka elementarna uczciwość. Nie tylko wobec siebie (vide świadomość siebie i akceptacja, o której piszesz), ale i wobec czytelnika (spójność przekazu, nie podkradanie tekstów, odpowiedzialność za słowo itp.) Brakuje mi w blogosferze dyskusji na takie tematy. Np. wiem, że dla wielu osób jestem w pewnym sensie autorytetem i czasami jest mi z tym bardzo trudno.

    Marie Kondo mnie ciekawi nawet nie tyle z uwagi na samą treść książek, co jako osoba. Jak to możliwe, że mała dziewczynka, która fascynowała się sprzątaniem po latach staje się jedną z najbardziej wpływowych kobiet na świecie?

    W takim razie czytam za mało blogów o minimalizmie. 😉 A tak poważnie, wiesz, jak wielu moich czytelników podpytywało mnie czy wrzucę poradniki zakupowe, chociaż nigdy tego nie robiłam? Szczerze mówiąc, myślę że wielu osobom by to zupełnie nie przeszkadzało i pewnie nie zakwalifikowaliby tego jako brak spójności. Bo dawanie prezentów na święta jest tak mocno w nas zakorzenione. Zresztą, co roku komentarze pod moimi tekstami o świątecznym czasie pokazują, jak mocne i zakorzenione są różne przekonania w tym temacie. I nawet zdeklarowani minimaliści wymiękają. 🙂

    Swoją drogą, faktycznie na co drugim blogu jest teraz deklaracja o minimalizmie. Taki czas chyba. To ma swoje dobre i bardzo złe strony.

    • minimalplan pisze:

      Odpowiedzialność wobec czytelnika…. temat rzeka. Niestety, prawo Kopernika-Greshama rządzi, także w tradycyjnych mediach. Ale pocieszająca jest diagnoza, którą stawiał już kiedyś autor książki „Śmierć gazet, przyszłość informacji”: kiedyś trzeba dojść do ściany, a za tą ścianą budować od początku, mówiąc metaforycznie. I wydaje mi się, że w blogosferze widać już zmęczenie bylejakością, wtórnością i głód rzetelnych treści. Podobnie na rynku pracy: kilka lat temu pracodawcy zwalniali w pierwszej kolejności specjalistów, bo ci byli najbardziej kosztowni (umowy długoterminowe, wysokie pensje). Teraz czytam, że choć sytuacja się odwróciła: średnie pensje rosną, jest więcej etatów, to brakuje chętnych. Najlepsi szybko sobie poradzili, znaleźli miejsce gdzie indziej, a ich następców ze świecą szukać.

    • iwona pisze:

      Simplicite, wygląd Twojego bloga, ilość ikonek, odnośników do innych wpisów, pasków z boku nie wygląda na minimalizm. Reklamy – co z tego, że oznaczone, jak pod przykrywką nowej szafy jest reklama kawy. Itd itd.Masz o sobie bardzo wysokie mniemanie (nie mylić z fałszywą czy nadmierną skromnością). Przepraszam, jeśli to jest niemiłe, ale Minimalplan to jedyny blog o minimaliźmie, który jest w pełni minimalistyczny. Bez reklam, bez fb, bez insta, bez newslettera, bez przypominajek, bez „najchętniej czytane” i inne takie, bez „podziel się wpisem”. No i z najlepszą treścią w temacie. A że nie jest najbardziej poczytny? Jest jak kultura wysoka – nie dla każdego.

      • Anna pisze:

        Zgadzam sie w 100% Lubie bloga simplicite ale ten blog to jedna wielka reklama. Wlasnie zastanawiam sie nad zakupem filtra BRITA ktory pani Kasia reklamowala niedawno 🙂

    • Anna pisze:

      Dla mnie niespojne sa wypowiedzi i porady Pani Kasi dot. dzieci, ktorych osobiscie nie ma, ale na podstawie obserwacji innych osob majacych dzieci. Takie porady pojawialy sie na blogu i w ksiazce.

  4. Olga pisze:

    Najłatwiej jest oceniać innych. Gdy przeczytałam Twój wpis o kosmetykach, których używasz (jest ich bardzo dużo) właśnie o tym samym pomyślałam- brak tej Kobiecie, której tytuł bloga brzmi „minimal plan” spójności. Wtedy jednak postanowiłam nie zwracać Ci na to uwagi. Dziś, gdy z taką hipokryzją podchodzisz do tematu spójności, chcę Ci o tym wspomnieć.

    • minimalplan pisze:

      Olgo, racja co do tego, że każdy ma prawo do oceny, więc dziękuję za komentarz, choć nie za bardzo rozumiem, o co Ci w tym przypadku chodzi z tą spójnością. Z tego, co napisałaś, wnioskuję natomiast tylko tyle, że treści prezentowane na tym blogu Ci nie odpowiadają. Może nie warto więc męczyć się czytaniem go? Pozdrawiam.

    • zagubiony omułek pisze:

      chyba ktoś tu myli minimalizm z wyścigami „kto ma mniej”. minimalizm to posiadanie wystarczająco. w kwestii kosmetyków każdy ma inne potrzeby i jednemu wystarczy mydło, dezodorant i pasta do zębów a drugi będzie miał całą szafkę. znam wiele kobiet, które mają stosy kosmetyków…których nie używają. i takie zachowanie byłoby niespójne u kogoś kto ma się za minimalistę. ja uważam że mam dużo kosmetyków (czy też specyfików, bo większość z nich to masła, oleje, półprodukty itp) ale niestety każdy jest mi potrzebny. niestety, bo bardzo bym chciała umyć się i być piękna jak rusałka, ale jak się ma przetłuszczające się włosy, trądzik, suchą skórę na reszcie ciała, a bez tuszu do rzęs wygląda się jak ślepe prosię, to niestety nie działa.

  5. Natasza pisze:

    Niestety bardzo często blogi o minimalizmie zachęcają do kupowania, tylko że w bardziej subtelny, wysublimowany sposób. Nie idź do sieciówki, kup u polskiej projektantki; zamiast siedzieć na fb poczytaj książkę i zapal organiczną świeczkę (odpowiedniej marki) albo weź aromatyczną kąpiel (kula do kąpieli z tego a nie innego sklepu). Nie ma oczywiście nic złego w tym, żeby zwracać uwagę na kupowanie czegoś lepszego jakościowo, organicznego czy uszytego w Polsce, ale kiedy to się pojawia raz, drugi i trzeci, i ciągle te produkty, produkty, produkty… to mam jednak poczucie braku spójności i nierzadko też, niestety, łapię się na tym, że rozważam zakup czegoś, czego zakup samej nie wpadłby mi do głowy. Podobny zgrzyt odczuwam w przypadku blogów z kategorii personal style, na których prezentowane są często niemal identyczne zestawienia czy pojedyncze ciuchy jak u innych blogerów a ja mam wrażenie ataku klonów tam, gdzie miałam dostać coś indywidualnego, świeżego, własnego.

  6. Karina pisze:

    Trochę spóźniona jestem z tym komentarzem, ale Twój tekst nie daje mi spokoju.
    Cały czas wydaje mi się, że problem jest głębszy – chodzi o rozziew pomiędzy tym, kim naprawdę jesteśmy, a kim chcielibyśmy być i jak się postrzegamy.

    Fakt, że podoba nam się jakaś idea (np. minimalizm, zero waste, dieta paleo czy inny chętnie opisywany nurt w kulturze) i z nią sympatyzujemy nie znaczy, że jesteśmy jej uosobieniem. Każda decyzja jest umotywowana wieloma czynnikami. Są rzeczy czy idee, z którymi trudno się rozstać, więc oszukujemy troszkę sami siebie, żeby zostały z nami chwilę dłużej, żeby jakoś wpasowały się w nowy światopogląd. U każdego jest to naturalne, to część procesu, natomiast staje się problemem dla publicystów czy blogerów, u których szukamy żelaznej spójności, na której będziemy mogli zbudować swoje do nich zaufanie.

    Dzięki za wnikliwy tekst!

  7. Joanna pisze:

    Masz dużo racji pisząc o spójności. Myślę jednak, że teksty blogerki, piszącej o savoir-vivre, są spójne z myślą przewodnią jej bloga. Autorka pisze o sobie, że uczy się przekładać teorię na praktykę. A że może nie zawsze wychodzi, cóż… Po potknięciu się trzeba wstać i iść dalej. 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: