Szafa od zera

A gdyby tak nagle cała dotychczasowa zawartość mojej szafy zniknęła w tajemniczych okolicznościach i byłabym zmuszona skompletować garderobę od zera? Z konieczności, także finansowej, trzeba byłoby ograniczyć się do najpotrzebniejszych kilku elementów, możliwych do zestawiania ze sobą w różnych kombinacjach i przede wszystkim odpowiadającym wymogom aury w najbliższych miesiącach – czyli najpierw skompletować podstawową garderobę zimową, jako że dziś drugi dzień astronomicznej zimy.

Przyjrzałam się najczęściej wykorzystywanym i najbardziej potrzebnym w tych warunkach elementom i oto, co bym wybrała:

– Płaszcz zimowy. W polskich realiach klimatycznych (jakkolwiek klimat ponoć się ociepla) nie warto oszczędzać na tym elemencie garderoby. W końcu nosimy go przez kilka miesięcy, powinien więc zapewniać nam maksymalny komfort (rzekłabym wręcz, że o tej porze roku jest wręcz niezbędny do przeżycia; chyba że zamierzamy nie ruszać się z domu). Jako odzienie wierzchnie też najbardziej rzuca się w oczy, wpływając na pierwsze wrażenie o właścicielce.  Każdy ma inne preferencje odnośnie fasonu, więc trudno cokolwiek sugerować. W moim przypadku idealny płaszcz zimowy ma szlafrokowy krój, jest długi do połowy łydki, przewiązywany paskiem i zapinany na guziki lub zatrzaski (niby to szczegół, ale dla mnie świadczy o dbałości o jakość, poza tym w zapinanym zawsze jest cieplej). Skład, który wpłynąłby na decyzję o zakupie po przestudiowaniu metki, to minimum 80 procent wełny, pozostałe 20 procent może przypadać na poliamid. Sytuacja idealna to 100 proc. wełny (czasem można znaleźć takie płaszcze w COS i &Other Stories) albo wełna z dodatkiem kaszmiru, ale to dziś rzadkość i wysoka półka cenowa (np. Deni Cler – piszę na podstawie opinii innych, sama nie mam żadnej rzeczy tej marki), dla wielu nieosiągalna. Warto też zwrócić uwagę na materiał, z jakiego wykonana jest podszewka (płaszcze zimowe bez podszewki odpadają w tej konkurencji na starcie, przykro mi, Zaro). Wiskoza lub bawełna są jak najbardziej w porządku, w przeciwieństwie do poliestru, który lubi się elektryzować i nieładnie układać  (gdy zewnętrzna część płaszcza wykonana jest ze 100-proc. wełny, a poszewka z poliestru od razu patrzę na producenta podejrzliwie – chciał oszczędzić na tym, czego nie widać?) Kolor: ze względów praktycznych wybrałabym granat, który jest też bardzo elegancki, ale ze względu na zimową szarzyznę polskich ulic najlepiej byłoby mieć w garderobie dwa płaszcze, ten drugi jasnobeżowy albo w kolorze wielbłądzim (świadomie nie używam rozpowszechnionego określenia: kamelowy), by trochę rozjaśnić sobie życie w tych trudnych miesiącach. Niestety, poza ofertą z drugiej ręki praktycznie nie można już spotkać w sklepach ocieplanych, watowanych płaszczy; ich rolę najprawdopodobniej przejęły puchówki – przynajmniej mnie się nie udało takowego nigdy dojrzeć, może ktoś z Was ma inne doświadczenia? Puchówka jest oczywiście idealnym rozwiązaniem na wysokie mrozy, ale płaszcz wydaje się bardziej uniwersalny i przede wszystkim elegancki. Nawet przy minus 20 od biedy można ubrać się pod spód na cebulkę i jakoś przetrwać.

Niestety, chcąc kupić płaszcz dobrej jakości, trzeba się na to przygotować – to wydatek rzędu 800-1200 zł. Nieźle uszyte płaszcze z dobrych gatunkowo tkanin mają &Other Stories, Filippa K, COS, Marc O`Polo, czyli sprawdzona i opisywana już tutaj brygada. Polecam też polską markę Elementy, szyjącą w kraju, stosującą zasady kapitału społecznego (bardziej dla płaszczy przejściowych, nie na super mroźną zimę). Przy mniejszym budżecie dobrą i ekologiczną opcją jest przeszukanie sklepów z odzieżą używaną, także tych internetowych, lub portali w rodzaju Etsy, gdzie można trafić na naprawdę porządnie uszyte, ciepłe płaszcze, w dodatku za połowę ceny nowych.

– Buty. Drugi element garderoby, na którym zdecydowanie nie warto oszczędzać. Dobre buty dodają garderobie sznytu, nawet jeśli jej reszta to zestaw skompletowany podczas łowów w sieciówkach i sklepach z odzieżą używaną. Skórzane (niestety nie jest to opcja dla wszystkich; zdaję sobie sprawę, że w przypadku wegetarianki może zakrawać to na hipokryzję lub niekonsekwencję, ale nie założyłabym buta ze sztucznych tworzyw – ze względu na komfort i higienę). Jeśli o porządnie wykonane buty się dba, regularnie oddając je do szewca, a po sezonie czyszcząc, pastując i wypychając gazetami, by nie straciły formy, mają szansę służyć nam nawet i dekadę. Szyta, nie klejona i drewniana podeszwa to oczko wyżej na skali jakości.  Zwracam też uwagę, gdzie zostały wykonane – najlepiej w Polsce, ale  Portugalia, Włochy, Francja sugerują wyższą klasę niż Chiny. Mój ulubiony typ butów to botki do kostki albo sztyblety, które można nosić również wiosną i jesienią; ale na okres śnieżny i mroźny dobrze jest też mieć jedną parę kozaków. Odnośnie obuwia polecam te same sklepy co poprzednio, niezłej jakości sztyblety ma też w ofercie polska firma 7Mil. Moje botki z A.P.C., kupione pięć lat temu na wyprzedaży, po jednej na razie wizycie u szewca (wymiana fleków), trzymają się świetnie.

Ceny: botki ok. 500-600 zł, kozaki – 800-1000 zł, sztyblety 300-500 zł

– Akcesoria: rękawiczki, czapka, szal.

Akrylowi, królującemu w sieciówkach, mówimy zdecydowane nie. Elektryzuje, gryzie, nie grzeje. Szalik ze 100 proc. wełny albo wełny z domieszką kaszmiru to wydatek rzędu 200-300 zł, więc w tym przypadku też warto czekać na wyprzedaże. Bywają oczywiście wyjątki – mam czapkę kupioną dwa lata temu w H&M za bodaj 50 zł z jakiejś dziwnej mieszanki: 63 proc. – akryl, 25 proc. – wełna, reszta – poliester (!!!) i nie dość, że nie elektryzuje, to jeszcze całkiem skutecznie grzeje.

– Spodnie typu cygaretki z wełny. Pod spód zakładamy podkolanówki i już jest cieplej. Takie spodnie można wykorzystywać zarówno na oficjalne okazje (np. w zestawieniu z marynarką), jak i na co dzień, fason mają wyszczuplający, sprawiają eleganckie wrażenie. Kolory – co komu pasuje, ja pewnie zdecydowałabym się na najbardziej uniwersalny granat albo szarość, fajne i ożywiające resztę garderoby kolory to też bordo albo ciemna zieleń.

fullsizerender

Na zdjęciu podawane jako przykłady: płaszcz Filippa K (2 lata), botki A.P.C. (4 lata), skórzana kurtka Massimo Dutti (2 lata), sweter A.P.C. (4 lata), dżinsy COS (3 lata), szal &Other Stories (2 miesiące)

– Dżinsy. Jeśli są wykonane z grubego dżinsu, to grzeją nie gorzej niż wełna, poza tym od razu zyskujemy całoroczny element garderoby. Fason to już kwestia bardzo indywidualna – ja wolę takie z wyższym stanem, albo typu „slim fit”, albo o prostym kroju – te pierwsze mam z COS, te drugie z Marc O`Polo. Dżinsy z tzw. surowego dżinsu też są idealnym wyborem na zimę, bo w sezonie wiosenno-letnim zmieniają się, niestety, w grzejącą zbroję, o czym przekonałam się na przykładzie moich z A.P.C. Kolory – czarny, ciemnogranatowy, klasyczny błękit, szary.

– Długi wełniany sweter. Najlepiej zapinany. Taki, pod który można ubierać koszule i bawełniane podkoszulki z długim rękawem używane też w porze letnio-wiosenno-jesiennej i nie przegrzewać się we wnętrzach (niestety w Polsce istnieje tendencja do nastawiania temperatury na maksimum, nie tylko w wagonach PKP). Tradycyjnie już polecam wyprzedaże w COS i Marc O`Polo – wełniane swetrzyska są tam naprawdę dobrej jakości, ze stuprocentowej wełny.

– Kurtka skórzana albo wełniana marynarka. Na bardziej oficjalne okazje. W przypadku marynarki może to być komplet ze spodniami, którego każdy element można zestawiać z innymi składnikami garderoby. Kurtka dodaje reszcie stroju elementu luzu, a skóra dodatkowo grzeje (będąc całoroczną rowerzystką wiem, że w naprawdę zimne dni nic nie sprawdza się tak dobrze jak zestaw: sweter/skórzana kurtka/płaszcz). Mityczna skórzana kurtka to oczywiście ramoneska, ale nie każdemu pasuje ten fason, poszerzający ramiona i górną część tułowia. Własną kurtkę życia upolowałam parę lat temu na wyprzedaży w Massimo Dutti (zasadniczo nie polecam tego sklepu; mam wrażenie, że jakość często nie ustępuje Zarze z tej samej grupy kapitałowej, natomiast ceny są dwu- albo i trzykrotnie wyższe, bo marka pozuje na luksusową; swoje doświadczenia z nabytym tam rzekomo skórzanym paskiem opisywałam jakiś czas temu tutaj na blogu, jednak zdarzają się wyjątki – kurtki ze skóry i marynarki, niekiedy też buty).

Marynarka: 400-500 zł, kurtka skórzana 800-1000 zł.

fullsizerender-1

Wspominane w tekście: płaszcz Elementy (1 tydzień), sukienka COS (1 rok), koszula Marc O`Polo (3 lata), sweter COS (1 rok), botki Balagan (1 tydzień).

– Sukienka z wełny. Najbardziej kobiecy element tego zestawu, wbrew pozorom też bardzo uniwersalny – wystarczy pokombinować z dodatkami (ozdobny kołnierzyk, naszyjnik, pasek, rajstopy) i można sprawiać wrażenie, że codziennie ma się na sobie inną sukienkę 🙂  300-400 zł.

– Kaszmirowy sweter z dekoltem typu V albo okrągłym. Opowieści o tym elemencie tzw. bazowej francuskiej garderoby nie są mitem. Klasyczne swetry we wszystkich kolorach świata szyje francuska firma Eric Bompard,którą już kiedyś tu polecałam, ceniona nie tylko na swoim rodzimym rynku; wysyłają do Polski i mają całkiem ciekawe przeceny, warto zapisać się na newsletter, odkładać pieniądze i czekać na sygnał, bo to kaszmir naprawdę wysokogatunkowy (przyznaję, że mam niejakie wątpliwości odnośnie atrakcyjnych cenowo kaszmirowych swetrów w sieciówkach typu Uniqlo).

– Koszula. Niekoniecznie biała. Jako elegancki podkład pod sweter. I też mamy od razu zalążek garderoby wiosenno-letniej. 200-300 zł.

P.S. 1. Żadna z marek wymienionych w tym wpisie nie dołożyła grosza do jego powstania, wręcz przeciwnie, to autorka zapłaciła za zakup niektórych z wytwarzanych przez nie rzeczy 😉

I jeszcze P.S. 2. odnośnie poprzedniego wpisu. Pisząc o braku spójności, świadomie nie wskazywałam konkretnych przykładów, tylko ogólne kierunki, które mnie zaskakują i jakoś zgrzytają – nie biorę więc odpowiedzialności za rozmaite czytelnicze skojarzenia, nie było też moją intencją piętnowanie konkretnych blogerów. Nie wymieniałam żadnych nazw, bo nikomu nie zamierzam narzucać swojej wizji świata ani dzielić autorów blogów orbitujących wokół tematyki minimalizmu na minimalistów prawdziwych bądź udawanych. Cenię nade wszystko uczciwość przekazu, ale choć wielu z nich czasem nie spełnia tego wymogu, nadal ich czytuję, bo mają coś ciekawego do przekazania. Nie muszę przecież zgadzać się z każdym cudzym słowem – a wręcz przeciwnie, uważam, że zasada krytycznego myślenia to podstawa przy czytaniu i korzystaniu ze wszelakich mediów. Sama mam ten komfort, że – przynajmniej na razie, bo jak wiadomo „nigdy nie mów nigdy” – prowadzę tego bloga dla przyjemności, więc mogę pisać, co chcę, a nie czego się ode mnie oczekuje; zarabiam gdzie indziej. Dlatego też świadomie piszę go jako minimalplan, a nie pod nazwiskiem. Nigdy też nie definiowałam się jako minimalistka – przyglądam się minimalizmowi z sympatią, ale trochę z boku. Taką już mam konstrukcję, że wolę pozostawać człowiekiem niezrzeszonym, również w odniesieniu do kilku innych sfer. Bliska mi jest również filozofia esencjalizmu czy też prostego życia, w miarę możliwości staram się stosować ją na co dzień, ale  rozumiem ją pod kątem bardziej filozoficznym niż sprowadzającym się do deklaracji, ileż to sztuk odzieży wypełnia czyjąś szafę.

Wszystkiego dobrego przedświątecznie!

Reklamy
Otagowane , , , , , , , , , ,

24 thoughts on “Szafa od zera

  1. iwona pisze:

    W Polsce ocieplane płaszcze szyje firma Jass, niestety od rozmiaru 36 wzwyż, i większość w sklepach stacjonarnych.
    Po kilkuletnim romansie z Massimo mam takie samo zdanie – ich ciuchy niszczeją od samego wiszenia w szafie. Mam też od nich skórzaną kurtkę – i tu też złe doświadczenia, zakładana sporadycznie jest wytarta na pasku i przy rękawach (w świetle dziennym te miejsca są matowe, jaśniejsze i przebija coś w rodzaju zieleni). Zła jestem tym bardziej, że kupiłam nie przecenioną, z zamysłem, że na lata.

    • minimalplan pisze:

      Oj, sądziłam, że przynajmniej kurtki skórzane mają jakość odpowiadającą cenie….Moja wygląda na razie porządnie, ale noszę ją zamiennie ze swetrami, więc może to kwestia oszczędzania. Oby nie:) Na szczęście to jednorazowy zakup, nic więcej od nich nie potrzebuję. Mam wrażenie, że ta marka to majstersztyk udawanego luksusu – te kadzidlane zapachy rozpylane w sklepach, sposób ekspozycji towarów, oświetlenie, nawet stroje sprzedawców oraz kosmiczne ceny, a jakość na poziomie Zary.

  2. Anna pisze:

    Ciekawy post. Moj problem z takimi markami jak COS polega na tym, ze mimo ze maja dobre jakosciowo ubrania, to jednak nie kazdemu pasuja ich fasony. Mam pytanie: gdzie kupujesz czarne spodnie cygaretki?

    • minimalplan pisze:

      Granatowe wełniane mam właśnie z COS-a 🙂 Czarnych nie mam, ale gdybym szukała, to pewnie tam albo w siostrzanym &OtherStories. Z COS-em było u mnie podobnie: odpowiadała mi geometryczność form, kolorystyka, ale większość ubrań najlepiej prezentowała się na wieszaku. Jakieś dwa lata temu ze zdumieniem odkryłam ich na nowo podczas wyprzedaży i awansowali na mojej liście faworytów, choć do oferty podchodzę wybiórczo – sukienki typu namiot bym tam nie kupiła, bo nie lubię takich fasonów i nie podobam się sobie w nich, ale dżinsy, spodnie o klasycznych fasonach, marynarki, swetry, płaszcze i koszule są godne polecenia jakościowo, i kroje mi odpowiadają – w tych grupach zawsze mogłabym coś dla siebie znaleźć. Buty też miewają ciekawe (miewają, bo trafiają się i modele zupełnie „niechodliwe”). Więc albo coś się tam pozmieniało, albo wcześniej czegoś nie zauważałam 😉

      • Anna pisze:

        Zakupilam wiec jeansy COS na obecnej przecenie, niby ladnie leza, niby gruby material, niby ciemny granat, a jednak sa takie nijakie, brakuje mi tego twista ktory maja np jeansy Levis: te przeszycia nitka, te odcienie granatu…. I tak mimo super jakosci chyba bedzie zwrot do sklepu 😦

      • minimalplan pisze:

        No widzisz, to jest bardzo indywidualna kwestia – dlatego trudno brać odpowiedzialność za doradzanie i wskazywanie konkretnych marek. Jakość to jedno, a przyzwyczajenia/figura/preferencje estetyczne – drugie… dla mnie z kolei te obecne Levisy są jakby trochę za miękkie i niezbyt dobrze się układają… Te COS-owe, które mi przypadły do gustu, mają skład 99 proc. bawełna i 1 proc. elastan, krój slim fit i występują w kilku wersjach kolorystycznych. Są też takie cieńsze z większą domieszką elastanu i te już średnio mi odpowiadają.

  3. magdalenaen pisze:

    Jeszcze jakas torebka by sie przydala (tylko skad?)😉
    Bardzo podobaja mi sie rzeczy z JCrew- ceny kosmiczne, ciekawe jak z jakoscia

    • minimalplan pisze:

      Ponoć niezła jakość, ale niestety nie miałam okazji się o tym przekonać – może ktoś z Czytelników/Czytelniczek miał doświadczenia z nimi?
      Torebka miała być 🙂 Postaram się uzupełnić po świętach.

    • annmarin pisze:

      JCrew można znaleźć w sklepach z używaną odzieżą amerykańską. Z 3-4 lata temu udało mi się upolować 2 ich swetry. Oba noszę do dziś, śladów zużycia brak, piorę je b.rzadko ręcznie lub w pralce,a jeden z nich cieniutki lekko błyszczący golfik (75% wełny merino, 25% jedwabiu), najprzyjemniejszy jaki w życiu miałam, mogłabym nosić codziennie od jesieni do wiosny. Drugi znacznie grubszy z wełny i kaszmiru jest mega ciepły. Podkoszulka, ten sweter i płaszcz wełniany, i nawet -10st.C niestraszne. Polecam tę markę.

  4. joan monsy pisze:

    Od zeszłego roku poszukiwałam wełnianego płaszcza, który byłby płaszczem nadającym się na zimę, nie cienką wełnianą marynarką, która udaje płaszcz. Miałam konkretne wymagania i niewielki budżet w porównaniu do jakości, jakiej oczekiwałam, dlatego bardziej nastawiałam się na znalezienie czegoś używanego. Niestety, przeglądanie sklepów online i przekopywanie lumpeksów nie przyniosło efektów, a chodzenie w sportowej kurtce tylko dlatego, że nie mogę znaleźć ideału, bardzo mnie irytowało (kompromisy w kwestii ubioru się u mnie nie sprawdzają – zwykle później i tak nie chodzę w takich „tymczasówkach”, dlatego nie chciałam kupować płaszcza, który nie byłby tym ideałem).
    Ostatnio weszłam do outletu Marc O’Polo, a tam płaszcz – może nie idealny, ale jednak spełniający moje specyficzne wymagania – przeceniony z ponad 2 tysięcy złotych na 640. 40% alpaka, 40% wełna, 20% poliamid. Jedyne co mnie początkowo zniechęciło to wyłącznie częściowe podszycie podszewką – tylko przednie klapy i góra pleców (bawełna z wiskozą) i rękawy (acetat) są nią podszyte. Zastanawiam się, czy warto oddać ją do krawca, żeby podszyć resztę. Próbowałam znaleźć jakieś informacje nt. zalet i wad wstawiania takiego typu podszewek, ale się nie udało. Zatem czy warto? Czy wpłynie to na żywotność płaszcza, mniej się wytrze, będzie cieplejszy? 🙂 Czemu stosuje się taki typ podszewki? Wyłącznie chęć oszczędzenia przez producenta?

    COS – świetne swetry, skusiłabym się, ale czytałam, że dobranie rozmiaru jest kłopotliwe, że te powiększone fasony często dziwnie leżą, właśnie jak namioty, i trochę boję się kupować przez internet, zwłaszcza, że z wymianą i wysyłką u nich wiążą się dodatkowe koszty. A marzy mi się taki klasyczny kaszmir albo merynos, najlepiej właśnie dekolt V 🙂

    Jeśli o obuwie chodzi, mam coraz więcej par z Vagabonda. Niektóre fasony są dla mnie zbyt udziwnione, ale te, które mam (sztyblety, wiązane półbuty, 2 pary płaskich sandałów) są naprawdę solidnie i estetycznie wykonane w każdym szczególe, ponadto są wygodne – służą mi już kilka lat, a użytkuję intensywnie i mam wymagające stopy, które większość butów obciera 😉
    Kupiłabym nawet kolejną parę tych samych sztybletów, tak bardzo je lubię, ale niestety nie mogę już znaleźć tego konkretnego modelu. Z sandałami na szczęście się udało i mam dwie pary, niemal takie same, różnią się kolorem, drugie dorwałam na przecenie i naprawdę nie żałuję, bo chodzę w nich całe lato na zmianę.

    To zaś kieruje mnie do rozważań na temat innego problemu związanego z minimalizmem w szafie – czy warto kupować więcej niż jedną sztukę danej rzeczy, jeśli wiemy, że spełnia nasze oczekiwania? Często waham się, gdy po dłuższych poszukiwaniach dorwę produkt, który spełnia moje wymagania, czy kupić teraz drugą parę spodni/butów/sweter/bluzę itd. dopóki są dostępne w sklepie, czy wstrzymać się, bo może nie zużyję ich w ciągu następnego roku-kilku lat, a później może być coś lepszego albo zmieni mi się gust/potrzeby? Jednocześnie przyznam, że jestem wybredna, trzymam się raczej klasyków, prostych, fasonów, gładkich tkanin dobrej jakości i mam nadzieję zachować aktualną figurę jak najdłużej 😛 Dlatego z jednej strony frustruje mnie, kiedy nie mogę znaleźć tego idealnego ciucha i jak cudownie byłoby gdybym po prostu kupiła od razu na zapas, a z drugiej strony odzywa się we mnie głos, który pyta, czy mi to na pewno potrzebne.

    • minimalplan pisze:

      Ha, nieobce są mi takie pokusy „kupowania na zapas” rzeczy, które są tymi idealnymi i włącza się od razu obawa, że gdy się zużyją, nie uda się już trafić na nic równie porządnego! Zastanawiam się swoją drogą, czemu tak niewiele firm ma w ofercie te same, lekko zmodyfikowane modele (wyjątkiem jest A.P.C., ale ich ceny, nawet podczas wyprzedaży, to kosmos, chyba, że chce się kupić jedną albo dwie rzeczy na rok za odłożone wcześniej pieniądze, a z jakością ponoć ostatnio też różnie bywa).
      Czy chodzi o te płaszcze? Pewnie bym też się zastanawiała, czy będzie wystarczająco ciepły, patrząc na skład w stosunku do ceny, bo wykonanie będzie w porządku – nie wiem, gdzie szyją te rzeczy, ale zawsze są starannie wykończone.
      https://www.zalando.pl/marc-o-polo-plaszcz-welniany-plaszcz-klasyczny-camel-ma321p00b-b11.html
      https://www.zalando.pl/marc-o-polo-plaszcz-welniany-plaszcz-klasyczny-deep-dark-forest-ma321p00a-m11.html

      Naprawdę, warto zajrzeć do &Other Stories, bo mają klasyczne, nieźle uszyte płaszcze ze 100 albo 80 proc. wełny, tylko że raczej to dotyczy sklepów za granicą (w Warszawie jest jeden, niedawno otwarty sklep i ma ograniczony asortyment, nawet dziennikarka opisująca wrażenia po dniu otwartym dla prasy żaliła się, że ostrzyła sobie zęby na jakiś czerwony płaszcz wypatrzony na stronie internetowej, a tymczasem do polskiego sklepu trafiła jego „jesienna”, lichsza wersja). Równolegle z otwarciem sklepu stacjonarnego w Galerii Mokotów ruszyła wysyłka ze sklepu online do Polski, ale to raczej nie jest opcja w Twoim przypadku, skoro wolisz nie męczyć się z zamawianiem i ewentualnym oddawaniem.
      Rzeczywiście lepiej przymierzyć. U tej marki różnie bywa z jakością (moim zdaniem nieco gorzej niż w COS), ale płaszcze i buty trzymają poziom – te zimowe klasyczne płaszcze oglądałam, studiowałam metki i obmacywałam od każdej strony – bardzo kusiły. Ale najlepiej samemu sprawdzić. W regularnej cenie kosztowały ok. 175-190 euro, w zależności od fasonu.
      Oczko wyżej (także cenowo) jest inna skandynawska marka Filippa K i tu też cena odpowiada jakości, jeśli chodzi o takie klasyczne zimowe płaszcze. Niestety w Polsce ich chyba nie ma, poza sklepami internetowymi typu Zalando.
      Inna opcja to rzeczywiście chyba second-handy albo szycie na miarę. Ewentualnie, jeśli wiesz, jakiego modelu oglądanego na żywo poszukujesz, może platforma Vestiaire Collective? Tam trafia sporo ciekawych, używanych ubrań. Jest też taki polski sklep z ubraniami z drugiej ręki w atrakcyjnych cenach – widać, że ubrania są starannie wyselekcjonowane przez właścicieli i głównie sprawdzonych marek typu COS, &Other Stories, Filippa K, Acne – nazywa się Hopla Store, warto tam zaglądać.

      Vagabond – ich buty mi się bardzo podobają i ze względu na wzornictwo, i (w większości) spełniają kryteria materiałowo-jakościowe, tylko niestety, jak na złość chyba moje stopy się z nimi nie lubią – w każdym razie dwie pary, jakie miałam, niesamowicie mnie obtarły (ale to jest kwestia mocno indywidualna, bo czytałam gdzieś – chyba u Styledigger – opinie osób, które miały z nimi jak najlepsze doświadczenia).

      • joan monsy pisze:

        Nie, to żaden z tych modeli, ale ten czarny jednorzędowy wygląda też fajnie. Pomyślałam, że przejdę się po świętach z problemem podszewki do krawcowej i zapytam ją o zdanie, może powie coś ciekawego, bo płaszcz jest wykonany bardzo starannie, żadnych latających nitek itp. guziki solidnie wszyte. A gdybym jednak zdecydowała się na doszycie podszewki, to nie chciałabym, żeby wyglądała nieestetycznie, jak dorabiana.

        Dzięki za sugestie. Akurat Hopla już znam, zaglądam 😉 Niestety, zarówno &Other Stories, jak i COS stacjonarne są ode mnie daleko, bo jestem z Dolnego Śląska. Czekam aż tu otworzą COS, ale coś omijają Wrocław szerokim łukiem.

        Tak, ja z butami też mam skomplikowany związek, podobnie jak Asia Styledigger, i wydaje mi się, że nawet Vagabondów nie wszystkie modele by się u mnie sprawdziły, np. nie jestem przekonana do ich trampko-adidasów, tutaj wolę leciutkie i miękkie jak pianka buty Native (również firma zachwalana przez Asię ;)), których letnie buty o dość sportowym charakterze (ale nie nadające się do uprawiania sportu) nie wyrządziły mi krzywy nawet bez skarpetek. Choć nie mam porównania wygody z typowo sportowymi butami, bo mi się zwyczajnie nie podobają, ale trampki Conversa zawsze mnie obcierają i nie wiem, jakim sposobem ludzie chodzą w nich bez skarpetek, a jeśli mają krótkie, to jak im nie spadają z pięty, bo u mnie się tak dzieje po dwóch krokach w trampkach 😀 Natomiast odkąd trafiłam na buty, które faktycznie mnie nie obcierają, mam duże opory z zakładaniem tych, przez które wiem, że będę zmuszona cierpieć i je rozchodzić, np. baleriny z lakierowanej skóry czekają już od poprzedniego sezonu wiosennego na swoje pierwsze wyjście i obawiam się, że ich czas może nie nadejść.

        Właściwie nie pamiętam już czego szukałam w sieci, że tutaj trafiłam, ale cieszę się bardzo, że tak się stało. Cofnęłam się także do Twoich poprzednich wpisów i czyta się Ciebie doskonale! Myślę, że będę wpadać regularnie. Zwykle jestem cichym czytelnikiem i nie komentuję, bo uważam, że mam niewiele do dodania w danym temacie albo nie mam na tyle czasu i chęci, żeby wdawać się w bardziej ożywioną dyskusję z bądź co bądź obcymi ludźmi. Ale ostatnio przeczytałam wpis, który uświadomił mi, że warto skomentować, żeby dać znać, że treści, które tworzysz przydają się i są doceniane. Także dzięki, świetne teksty. 🙂

      • minimalplan pisze:

        Bardzo mi miło, dziękuję!

  5. A co autorka tego bloga myśli o płaszczach młodych polskich marek? Może miała z nimi styczność? Poszukuję klasycznego płaszcza i przeglądałam oferty m.in. polankafashion,madelle czy aeterie. Składy są dobre no i ceny trochę niższe niż w Marc O’Polo

    • minimalplan pisze:

      Miałam – a nawet mam styczność z jednym, bo płaszcz na drugim zdjęciu jest marki Elementy – nazywał się Coco i jest tegorocznym nabytkiem. Porządnie uszyty, wykonany w Polsce, na metce jest informacja, że skład to 80 proc. wełna, 20 proc. poliamid. Wełna jest wysokogatunkowa i dobrze wygląda, zobaczymy jak się sprawuje po dłuższym czasie użytkowania, niestety nie podają składu podszewki. Nie jest to jednak płaszcz na bardzo mroźną zimę, maksymalnie na temperatury oscylujące wokół minus 1-2 stopnie. Ten z Filippa K ma grubszą strukturę.
      Sporo osób poleca też markę RAW – widziałam ich płaszcz u autorki bloga Sanna`s Land of Illusion, może ona mogłaby napisać, jakie ma z nimi doświadczenia?
      Jeśli pozytywne, to też byłabym za tą opcją – płaszcz Elementy kosztował trochę ponad 500 zł, na stronie formy RAW widzę podobne ceny.

  6. Anna pisze:

    Jest jeszcze taki francuski sklep Comptoir des Cottoniers, weszłam tam przypadkiem jak byłam w Paryżu skuszona torebką na wystawie. Ceny dość wysokie jak na naszą polską kieszeń, ale kobiece fasony, w paryskim stylu. Chyba wysyłają do Polski.

  7. MINNIE pisze:

    Dziękuję za ten post (w szczególności za wymienienie godnych uwagi marek) 🙂

  8. Bogusława pisze:

    Wybrałabym do swojej szafy podobne elementy:
    – szary płaszcz do kolan na jesień-zimę
    – skórzaną kurtkę którą noszę wiosną, latem i wczesną jesienią
    – granatowy wełniany golf
    – bluzę z dużym kapturem
    – jeansy idealnie dopasowane do sylwetki
    – kilka prostych t-shirtów
    – kozaki, sztyblety i baleriny – również stawiam na skórę, bo wygodna jak nic innego
    – dwie torebki u mnie jedna duża oraz mniejsza

  9. Malgosia pisze:

    W zeszłym roku kupiłam kaszmirowy golf w Uniqlo. Wciąż jest w dobrym stanie, grzeje i mnie nie gryzie. Ja jestem zadowolona ale nie umiem ocenić czy jest to kaszmir lepszej czy gorszej jakości😀

  10. Helena pisze:

    O jak dobrze widzieć nowe wpisy. Dzięki Tobie kilka lat temu zaczęłam patrzeć na metki, stawiać na jakość a nie ilość. Mam nadzieję, że podobny wpis pojawi się na wiosnę/lato 🙂
    PS Zadowolona jesteś ze śliwkowego/bordowego szaliczka z &Other Stories?

  11. Monika pisze:

    A ja płaszcz uszyłam u krawcowej. Dokładnie taki jaki chciałam i idealnie dopasowany do moich wymiarów, a do tego z dobrego materiału. Polecam!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: