Minimalizm to nie bajka

Pytanie: „co daje minimalizm?” bardzo często przewija się w Internecie. Sam światopogląd określany tym mianem przeobraził się w ciągu ostatnich kilku lat z niszowej filozofii w modny styl życia, więc każdy aspirujący do miana minimalisty pragnie wiedzieć zawczasu, jakie korzyści zyska z ewentualnej konwersji. Bo przecież muszą to być same plusy – wystarczy wdrożyć kolejne kroki z listy „10 sposobów na to, aby zostać minimalistą….” i już za rogiem czeka świetlana przyszłość, dokona się magiczna Przemiana.

Pozwolę sobie trochę zburzyć ten optymizm. Mój punkt widzenia można oczywiście zakwestionować, bo od początku istnienia bloga nie definiowałam się jako minimalistka, lecz ktoś, kto przygląda się temu zjawisku  – przygląda niemal od samego początku, z sympatią, zaciekawieniem, zgadza się z wieloma spostrzeżeniami, a przy okazji niektóre z nich stara się przełożyć na własne podwórko, własny „minimal plan”. Nie lubię etykietek, obce są mi też ekstrema, uważam je za niezdrowe. Obsesyjne liczenie posiadanych rzeczy, by nie wyjść poza jakąś z góry ograniczoną ich liczbę, narzucanie sobie ograniczeń w rodzaju roku bez zakupów albo monochromatycznej palety kolorów w najbliższym otoczeniu – też nie dla mnie. Szanuję, podziwiam, ale wolę stopniową ewolucję. Bo taka też – pod wpływem wspomnianych lektur, rozmów ze zwolennikami minimalizmu i prostego życia, a także własnych przemyśleń – dokonała się przez te lata i we mnie. Stąd zakładam, że znam już całkiem nieźle temat z autopsji.

A zatem: opowieści o tym, jak to wystarczy przystać do grona minimalistów i błyskawicznie wszystko się układa, można włożyć między bajki. Są warte tyle, co slogany różnych podejrzanych guru oferujących natychmiastową receptę na wszystkie schorzenia ducha i ciała. Jeśli rzeczywiście zaintryguje cię ten sposób myślenia i zaczniesz powoli stosować wynikające zeń wnioski do własnej codzienności, nawet na najbardziej powierzchownym i podstawowym poziomie, jak rezygnacja z nadmiernej konsumpcji i pozbycie się części nagromadzonych przedmiotów – przygotuj się, że raczej na pewno będzie bolało. Będzie momentami trudno. Nie jak w kolorowych reklamach.

Możesz oczywiście zatrzymać się na wyrzuceniu części rzeczy z szafy, uporządkowaniu mieszkania i skompletowaniu niezawodnej garderoby. Ale jeśli działasz tak z wewnętrznej potrzeby, a nie tylko ze względu na modę, szybko zauważysz u siebie niepokojące objawy.

W miarę jak redukujesz stan posiadania, dociera do ciebie, co było zbędne, a co jest najcenniejsze – najpierw w odniesieniu do rzeczy. Zaczynasz zastanawiać się nad swoim stylem – co ci się podoba i zawsze podobało, a co wręcz przeciwnie, dlaczego tak jest. Krok po kroku rezygnujesz z wielu rzeczy, które kupowałaś i nosiłaś, albo tylko kupowałaś, bo widziałaś je u innych. Zaczynasz czerpać inspiracje z wewnątrz, rozpoznawać, w czym dobrze się czujesz.

Jednocześnie zaczynasz też zastanawiać się nad innymi kwestiami, nad swoim całym życiem. Coraz częściej zatrzymujesz się i myślisz. Nie chowasz się za nieustannymi aktywnościami, jak praca do upadłego, przesiadywanie godzinami w Internecie czy kupowanie na poprawę humoru. Czyścisz głowę z nadmiaru bodźców i myśli, żeby dojść do tego, co najważniejsze. W końcu stajesz przed sobą w całkowitej szczerości. Odpadają różne warstwy, które po drodze nazbierałaś. Od ludzi, którzy ci imponowali, których chciałaś naśladować, którzy zafascynowali cię przez chwilę, i inne, które trafiły ci się przypadkiem. Przestajesz być posklejana z różnych kawałków. Zewnętrznie przekłada się to na różne sfery. Niektórzy wracają do naturalnego koloru włosów, przestają chować się za maską z mocnego makijażu i krzykliwych strojów, odkrywają naturalne kosmetyki, zaczynają dbać o to, co jedzą, unikać toksyn.

Coraz częściej zadajesz sobie pytanie, co jest dla ciebie najważniejsze. Co chciałabyś, aby po tobie zostało, jak chcesz być zapamiętana, co zawsze chciałaś najbardziej robić. Z jakimi ludźmi spędzić resztę czasu, jaki ci jeszcze pozostał. Dociera do ciebie, że nie jest nieograniczony ani twoje zasoby – fizyczne i intelektualne – też kiedyś się wyczerpią, więc warto wykorzystać je najlepiej. Gdy już znajdujesz odpowiedzi na powyższe pytania, odcinasz najmniej istotne również w sferze niematerialnej. Rezygnujesz z części znajomości, niektóre same się rozwiązują. Zaczynasz słuchać reakcji swojego organizmu – na ludzi, miejsca, sytuacje, do których nie przystajesz. Stajesz się bardziej świadomą, pewną siebie osobą – niektórych to odstrasza, inni już cię nie rozumieją. W ich miejsce przybywa innych, którzy też zadali sobie pewne pytania i zyskali wgląd.

I chyba najważniejsze: nadal wiele rzeczy budzi lęk, ale nie kierujesz się już lękiem.

3742bac652387ea811317553194365b3

Źródło: Pinterest

Tym sposobem pierwszy, podjęty dawno temu krok – banalna z pozoru decyzja o oczyszczeniu szafy – może doprowadzić do naprawdę poważnych zmian. Może to być wielomiesięczna podróż przed siebie, bez planu. Może zmiana pracy. Może rezygnacja z dotychczasowej na rzecz czegoś, co zawsze chciało się robić, ale lęk i opinie innych paraliżowały, by temu się  w pełni poświęcić. Może zmiana w związku, nowy związek albo wybór samotności. Oczywiście zainteresowanie filozofią minimalizmu, esencjalizmu, prostego życia, slow – jak zwał, tak zwał – nie jest jedynym prowadzącym na tę drogę czynnikiem. Podobnie działa praktyka jogi, medytacja, odkrycie ulubionego sportu i systematyczne go uprawianie, czy też znalezienie czasu na regularny wysiłek fizyczny. Jeśli angażuje się w nie na minimalistycznej ścieżce, wyjątkowo dobrze z nią współgrają. Dzieją się dziwne rzeczy: ktoś wraca po zajęcie, o którym zapomniał od czasów liceum, ktoś rezygnuje z mediów społecznościowych, ktoś zapisuje się do lokalnego stowarzyszenia, żeby wspierać swoich sąsiadów, jeszcze ktoś – decyduje na macierzyństwo kosztem nowych zawodowych wyzwań, ktoś inny – wręcz przeciwnie, wreszcie decyduje się poprosić o podwyżkę albo awans. Po drodze napotyka się na wiele raf, bo zmiana boli jak uwalnianie się z ciasnego pancerza. Ktoś się obrazi, ktoś inny wyśmieje, z kimś popadnie się w konflikt.

Nie zawsze odbywa się to radykalnie. W moim przypadku proces był stopniowy. Na przykład w sferze zawodowej najpierw świadomie zamknęłam jeden etap, wiedząc, że nie chcę się nim zajmować – ale bez desperackich ruchów w rodzaju rzucania dotychczasowej pracy na etacie; pracowałam nadal, jednocześnie, będąc już po przedefiniowaniu swojego życia – sięgnięcia w głąb i przypomnienia sobie, co zawsze chciałam robić – szłam małymi krokami w tym kierunku.

Potem, nie rezygnując z tej wybranej, najważniejszej drogi, podjęłam na parę lat inne, nowe, też interesujące wyzwanie, mniej angażujące czasowo niż poprzednia praca. Najpierw na cały etat, potem na pół etatu, by kilka miesięcy temu przekonać się ostatecznie, że nie nadaję się już do hierarchii, biurokracji, różnego rodzaju struktur. Że najważniejsza jest dla mnie wolność i niezależność. Że chcąc osiągnąć coś w obszarze, który uznałam za priorytetowy, muszę poświęcić mu więcej czasu i uwagi. Trzeba było się puścić; inaczej wciąż przebierałabym nogami, tkwiąc w tym samym miejscu. Tak zaczyna się nowe. Trzymajcie kciuki.

Reklamy
Otagowane , , , , , , , , , ,

21 thoughts on “Minimalizm to nie bajka

  1. MonikaR pisze:

    Piękne podsumowanie. Jak zawsze u ciebie, treść i poziom. Trzymam mocno kciuki bo też sama przez to przechodzę. Powoli I świadomie 🙂

  2. regina34 pisze:

    Bardzo trafne spostrzeżenia. Minimalizm to nie tylko wyrzucanie rzeczy, porządkowanie szafy. Przeżyłam b.podobne doświadczenia do tych, o których piszesz, sięgnęło to głeboko, nawet zmiany praktykowanej duchowości.
    Minimalizowanie niosło ze sobą pokłady frustracji i złości, na samą siebie, na kupowanie bez sensu, rachunki dotyczące wyrzuconych w błoto pieniędzy (tym samym mojego czasu i mojej energii) bolały (wręcz fizycznie:) To nie jest droga łatwa, ani lekka, ani przyjemna.
    Jednak zdecydowanie warto, to droga spokoju, sensu, bycia bliżej samej siebie, czasami samotności, czasami odrzucenia, dla mnie prościej to prawdziwiej.
    Trzymam kciuki za Twoje nowe.

  3. Judith pisze:

    Ja tez nie lubie etykiet, szczegolnie ze stosunkowo trudno jest wyjasnic ludziom. Co to znaczy, ze jestes minimalista? Spotkalam sie z sytuacja gdy ludzie patrzyli na mnie z mina – co ona sobie wymyslila w tej swojej glowie… Jestem minimalistka i jest to niekonczacy sie proces. Jedno z pol, na ktorym zaliczam permanentna porazke jest moje zycie zawodowe. Pracuje na etacie. Przykladowo w ostatnim tygodniu po 12-15godzin dziennie. Zdarza mi sie odwolywac urlopy ze wzgledu na prace. Moja sytuacja osobista nie pozwala mi na rzucenie etatu z dnia na dzien to raz. Chetnie porozmawialabym z kims kto pomoglby mi podjac kroki w tym temacie, przeanalizowal moja sytuacje ale nie do konca wiem do kogo sie zwrocic. Jestem inteligentna i wiem gdzie jestem, ale chyba jestem w takim punkcie, ze mam wrazenie, iz jedyne co robie to chodze w kolko. Podziwiam i zazdroszcze 🙂 Ci, ze udalo Ci sie wprowadzic zmiany na tym polu.

  4. Agnes pisze:

    Bardzo się podpisuję pod tym wpisem. Nie deklaruję się jako minimalistką, etykiety i izmy nie bardzo mi się podobają, raczej konsekwentnie mówię o upraszczaniu życia. Zaczęło się jakiś czas temu, kiedy zabił mnievmultitasking i doskonałe lawirowanie między byciem świetnym pracownikiem, matką i kobietą. Świetnie było pozornie do czasu. Zaczęłam od rzeczy w domu, declutteringu, by ze zdumieniem zaobserwować potrzebę wprowadzania prostoty w kolejnych zakładkach życia. Ale lubię ten proces, poddaję mu się, to jest niesamowita praca odkrywać siebie i swoje wewnętrzne ego. Zastanawiać się, czego naprawdę potrzebuję, czego mniej.

    Odkryłam Twój blog niedawno. Pobudza mnie intelektualnie. Inspiruje. Jedyne, czego mi brakuje, to to, że nieczęsto dajesz się czytać. Chciałabym więcej. I myślę, że to byłoby bardzo interesujące móc Cię poznać. Wybacz tyle osobistego komentarza.

    Pozdrawiam bardzo serdecznie.

  5. Agnes pisze:

    Matko, tyle literówek… przepraszam, pisałam bez okularów…

  6. Mallu pisze:

    Twoje wpisy to zawsze perełki. Dziękuję!

  7. Właśnie tak jest, wydawać by się mogło, że mała zmiana, takie powiedźmy oczyszczenie szafy czy półki z książkami, a tu nagle rozważa się inne rzeczy, zagląda w inne obszary, poznaje siebie. Bardzo podoba mi się zdanie: Przestajesz być posklejana z różnych kawałków. Tak, człowiek uwalnia się z różnych wpływów i zaczyna być sobą. To nie jest łatwe, to ciągły proces, czasem boli, ale stawanie się kimś jedynym, niepowtarzalnym, a nie posklejanym z kawałków – bezcenne.

  8. oladios pisze:

    A ja chce tylko rzyczyc powodzenia – droga autorko blogu – wszystkiego dobrego i duzo dobrych , trafnych decyzji:)

  9. […] kilka dni temu świetny tekst Minimal plan o tym, że minimalizm to nie bajka. Że zaczyna się od sprzątania w szafie i jeśli jest to faktycznie wynikiem wewnętrznej […]

  10. No właśnie! Bez lęku. To chyba o to chodzi. Bez irracjonalnego strachu, że masz za mało, niewystarczająco, że nie nadążasz za resztą. Po prostu tak..

  11. Anna M. pisze:

    Piekny wpis. Też jestem na etapie zmiany. Wlasnie straciłam prace. W tej ostatniej się zasiedziałam, więc trochę się obawiam czy uda mi się łatwo znaleźć nową pracę. Z drugiej strony strasznie się cieszę, że będę mogła robić coś innego, jestem otwarta 🙂 Szkoda ze nie można Cię poznać osobiście, bardzo bym chciała. Pozdrawiam serdecznie.

  12. Magda pisze:

    Opisałaś…………mnie. Jak zaczęłam porządkować swoje otoczenie jakoś tak równolegle układałam też głowę. Mniej rzeczy, lepsze jedzenie, koncentracja na swoim wnętrzu, potrzebach. Dystans do pracy, dbanie o zdrowie. I ……ciąża:) Syn ma już ponad dwa lata, a ja uważam ten czas mojej zmiany (który trwa znacznie dłużej) za najlepszy w moim życiu. Bo świadomy. Bo nie niesie mnie już fala trendów, mody, must have-ów. Bo umiem strzelić telefon w kąt i całe popołudnie układać klocki, spacerować, czasem nawet niewiele mówiąc. I choć czasem śmieszą mnie te przepychanki, kto czego mam mniej, jak to modnie być minimalistą (vide biało-szare mieszkanie itp), że trencz i mała czarna są ponad czasowe (akurat nie dla mnie!) to jednak przyglądam się i obserwuję te zmiany i cieszę się, że wiele osób jednak odnalazło swoją drogę. Ja wiem, że na pewno nie jestem minimalistką, nazywam się optymalistką. Stan posiadania jest zawsze subiektywny. I chociaż otoczenie się o mnie upomina to jednak staram się uparcie podążać swoją ścieżką. Bo po prostu dobrze się na niej czuję. I uprzedzając pytania – nie, nie izoluję się. Dbam również o jakość relacji.

  13. Co za mądry wpis w całym tym szaleństwie i modzie na wszelkie skrajności.
    Czekam na więcej. Zwłaszcza ten o pracy. Ja też pracowałam w tej „ogólnopolskiej” redakcji dziennika:-)

  14. Beata pisze:

    Z całego serca życzę powodzenia na samodzielnej ścieżce zawodowej!
    Wiem, że może to nie na miejscu, ale chciałabym przy okazji zapytać o to, jak się sprawują jeansy życia ( Twoje zdjęcia z września 2012), bo ja wciąż takowych poszukuję…Czy czasami w prawej nogawce nie schodził szew (tak widać na zdjęciu), mam na tym punkcie „obsesję”. Niedawno odkryłam Twój blog i przeczytałam wszystkie wpisy archiwalne 🙂 Dziękuję za inspiracje i porządkowanie rzeczywistości. Masz do tego talent!

  15. Milena pisze:

    Powodzenia w takim razie! Bardzo lubię tego bloga, też niedawno odkryłam. I też żałuję, że rzadko pojawiają się tu wpisy, ale może właśnie m.in. dlatego dobrze się czyta, bo nastąpiła dłuższa przerwa 😉

  16. aga31chuen pisze:

    zauwazylam ostatnio, ze i ja coraz czesciej wole prostote w prawie kazdej postaci….od ubrania, ledzenia(wegeterianka od niepamietnych czasow), chetnieprzebywajaca na lonie natury…
    zgadzam sie z teza, ze zmiane zaczynamy od uporzadkowania szafy, bo to co w niej wisi to takze my, czasami z bardzo dalekiej przeszlosci. Ta przestrzen najpierw trzeba uporzadkowac aby i nasze zycie nabralo nowego kierunku…., pozdrawiam i dziekuje za przypomnienie mi tak prostych, a zarazem waznych rzeczy

  17. Piotr Chyłka pisze:

    Wspaniały wpis. Dobrze tu zajrzeć po długiej nieobecności i zastać nowy post.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: