Przesyt

Czytam kolejną książkę napisaną przez blogerkę od minimalizmu i prostego życia. Bloga lubiłam, choć od jakiegoś czasu zmienił się w tablicę reklamową, na której poszczególne wpisy związane są z produktami lub akcjami promocyjnymi partnerów. Autorka stara się, jak może, żeby teksty nie przypominały gotowców z materiałów prasowych, ale mimo to jest coraz mniej ciekawie i autentycznie. Książka rozczarowuje. Nic w niej nowego, za to mnóstwo cytatów z różnych mądrych lub znanych ludzi, rozkładania na czynniki pierwsze dość banalnych kwestii – bez szkody dla materiału dobry redaktor mógłby skrócić całość co najmniej o połowę. A co najgorsze, jest niesamowicie wtórnie, włączając w to przetworzone nieco fragmenty z książki Dominique Loreau. Piszę to z przykrością, bo śledząc minimalistyczną blogosferę naprawdę kibicowałam autorce. Dlatego nie podaję nazw i nazwisk.

Nie mam też pretensji, takie jest życie; świetnie, że blogowanie daje dziś możliwość dodatkowych zarobków, rozpropagowania swojej działalności, może być alternatywą dla tradycyjnej pracy. Na miejsce jednej czytelniczki przyjdzie wiele nowych.

Nie pierwszy to zresztą i nie ostatni taki przypadek. Trudno wymyślić koło, dodać coś świeżego i nowego do skomercjalizowanej papki pod nazwą „minimalizm/proste życie”. Polski rynek wydawniczy działa według metody „najbardziej lubimy piosenki, które już znamy”, więc – podobnie jak w przypadku książek o Francuzkach, Japonkach czy hygge – powiela się ciągle te same treści w nowych opakowaniach.

To chyba najbardziej szczera odpowiedź na pytania o przedłużające się milczenie. Co można jeszcze dodać, skoro filozofie spod znaku slow, podlane coachingowym słodkim sosem, wlewają się wszystkimi możliwymi otworami, że aż chce się od nich uciec w barokowe rozbuchanie, w sceny rodem z „Marii Antoniny”?

Reklamy

21 thoughts on “Przesyt

  1. agnieszka pisze:

    Coś w tym jest. Przesyt. Jest już tego za dużo, wszędzie. Wchodzisz na bloga/instagram o „chceniu mniej”, a tam coraz nowe rzeczy, produkty, niby nie zakupy ale skądś to mają (nie mam 5 lat i wiem skąd) ale to nie jest już nawet śmieszne, a żałosne. Gubią się w tym bardzo. Wiem, że ta idea nie polega na tym, żeby mieć 3 rzeczy i basta, ale słabo się to czyta/ogląda.

    Poza tym mnie męczy sam wyraz „minimalizm”. Nie wydaje Wam się, że ten stan pozbywania się zbędnych rzeczy, życia prościej, związany jest po prostu z dorastaniem, dojrzewaniem?? Przecież to jest tak bardzo normalne, że jako młode dziewczyny chcemy mieć dużo, potem coraz mniej, a im jesteśmy starsze tym bardziej doceniamy jakość? Popatrzmy na naszych rodziców, dziadków. Czy im potrzeba dużo do szczęścia? Czy to trzeba ubierać w nazwy, robić całą ideologie do czegoś oczywistego?
    Ale się pomądrzyłam, nie tak wytrawnie jak Ty, wiadomo:) Cieszę się, że wróciłaś

    • minimalplan pisze:

      Dziękuję 🙂 Mam pustkę w głowie. Może będę pisać trochę o czymś innym, ale nadal obok tematu. Zastanawiałam się, czy też nie „profesjonalizować” tego bloga, ale nie chciałabym czuć się zakładniczką jakiegoś wizerunku, w końcu świadomie zdecydowałam się też na pisanie go anonimowe. Ale choćby sama nazwa podoba mi się na tyle, żeby go nie porzucać, muszę tylko znaleźć jakąś trzecią drogę 😉

  2. Julia pisze:

    A ja myślę, że trzeba podawać imię i nazwisko autorów, których książki recenzujemy. Każdy ma prawo do swojego zdania i krytyki, i mimo szacunku do autorki i jej pracy, dobrze jest zwrócić uwagę czytelnikom, czego mogą się, naszym zadaniem oczywiście, spodziewać po publikacji. Pozdrawiam 🙂

  3. Ruda pisze:

    W 2015 roku szukając pomysłu na organizację szafy dotarłam do blogów o minimalizmie. Ten nurt jest mi bardzo bliski, bo nieświadomie w jakiejś formie to stosuje od dawna. Czytanie tych blogów pomogło mi spojrzeć na moje otoczenie w inny sposób. Niemniej jednak po dwóch latach zauważyłam, że moje ulubione autorki to osoby, które piszą coraz mniej, milkną na kilka tygodni czy miesięcy. Na innych blogach za to szał odnawiania mebli (ile można czytać o farbie do mebli pewnej firmy). Myślę jednak, że to jest nieuchronne – każda rzecz czy idea musi być opakowana i sprzedana, niestety. Koszmar opisany przez wielu (np. Barbera).

  4. Eliza pisze:

    Dlatego właśnie czytam Twoje wpisy, a nie inne 🙂

  5. Bogusława pisze:

    Chyba wiem nawet o jaką książkę i blogerkę chodzi, bo również odniosłam takie wrażenie zarówno co do książki jak i do bloga,zaglądam tam ostatnio coraz rzadziej, bo już same tytuły postów mnie zniechęcają. Czasami chyba lepiej zrezygnować z propozycji np. napisania książki, by właśnie nie powielać treści powszechnie znanych.
    Bo zamiast takiej suchej paplaniny to ja jednak wolę historyjki/anegdotki z życia wzięte.

  6. Iwona pisze:

    Jeśli i ja się domyślam, o którą blogerkę chodzi, to już na etapie jej chwalenia się, że pisze książkę było jasne, że to będzie zbiór cudzych mądrości i „mądrości”. Napisałam jej to, ale usłyszałam, że teraz z głowy nikt nie pisze i że nie znam się na pisaniu poradników. Poza tym ta osoba uważa się za najpoważniejszego gracza na minimalistycznym rynku i chyba głównie przez nią tak zbrzydło mi słowo minimalizm.
    I dlatego (jak moje poprzedniczki) czytam właśnie Twój blog. Nie przestawaj pisać.

    Reklama to najobrzydliwsza rzecz, jaką może spotkać blog. Każdy mocno podupada na jakości jak tylko trzeba zacząć dogadywać się za pieniądze. Nie znam innego przypadku.

    • Aga pisze:

      Nawet się na tę książkę skusiłam i to były fatalnie wydane pieniądze. Zdumiewa mnie, ze jest to bestseller, ja dotarłam do trzydziestej strony.
      Pisz dalej:)
      Pozdrawiam.

    • minimalplan pisze:

      Niewykluczone, że myślimy o innej osobie (w końcu tych książek jest teraz prawdziwy wysyp). Akurat autorka, o którą mi chodziło, w czytelniczym odbiorze na blogu sprawia wrażenie bardzo skromnej i sympatycznej osoby, co skusiło mnie do sięgnięcia po książkę (to bardzo nowa pozycja, z tego miesiąca).

  7. Iza pisze:

    Mam wrażenie, że tylko ja nie wiem, o jaką książkę chodzi. Wprawdzie z pewnością się na nią nie natknę, bo od jakiegoś czasu mam serdecznie dość tematu wałkowanego przez wszystkich w jeden i ten sam sposób, ale jednak chciałabym wiedzieć z czystej ciekawości.
    Ochota na książki o minimalizmie przeszła mi po przeczytaniu książki najbardziej znanej rodzimej blogerki, której blog mi się podoba, a książka wielki zawód… Tyle banału na mnie wówczas spadło, że nie udźwignęłam i książka z czytnika poszła precz!

  8. Kasia pisze:

    Nie wiem, o kogo chodzi zupełnie, ponieważ przestałam śledzic „minimalistyczną” blogosferę. Mam poczucie, że to temat, na który można napisać policzalną liczbę tekstów i ta liczba została już dawno osiągnięta. Fajnie to kiedyś określiła Asia Glogaza – nie pamiętam dokładnie, ale coś w znaczeniu, że uprościła, co mogła i wałkowanie tematu w kółko nie ma sensu. Moim zdaniem „minimalizm” naturalnie ewoluuje z pozycji wielkiego odkrycia, które jest w centrum, za kulisy, gdzie determinuje styl życia. Tego momentu mam poczucie blogerzy minimalistyczni niestety nie potrafią rozpoznać.
    Bardzo mi brakuje Twoich tekstów, bo zawsze mam poczucie właśnie, że ten minimalizm jest z tyłu.

    • minimalplan pisze:

      Więc właśnie bardzo podoba mi się postawa Asi, która uznała, że nie ma już wiele na ten temat do powiedzenia i zwyczajnie nie chce się jej już pisać kolejny raz o tym samym. Zainteresowanie filozofią minimalizmu, esencjalizmu czy jak to zwał sięga głębiej niż tylko szafy; pisałam o tym trochę w jednym z poprzednich wpisów – jest więc tak, że część osób przechodząc do tego innego etapu tracą zainteresowanie poprzednim. Dlatego wiele wartościowych blogów przestało istnieć albo ich autorzy/autorki odzywają się bardzo sporadycznie. Sama od początku ustawiałam się trochę obok – przyglądając z zainteresowaniem i sympatią, choć teraz już niewiele zostało do dodania. Kolejny podręcznik sprzątania? 15 wskazówek jak być tu i teraz? Po Japonii i Korei może Bhutan? 🙂

      • eM pisze:

        Polecam zastosować podejście Asi w przypadku tego bloga 🙂 Jeśli czujesz, droga Autorko, że w temacie minimalizmu zostało tu powiedziane już wszystko, co sensowne, to po prostu odpuść sobie ten temat. Wróć do nas z czymś, o czym chciałabyś pisać. Masz dobry styl i ciekawe przemyślenia, niezależnie od wybranego tematu czytelników nie powinno zabraknąć 🙂

  9. Barbara pisze:

    Mi tu najbardziej pasuje ‘Miej umiar’ autorki bloga simplife.pl ale pewna nie jestem, nie czytałam i raczej się nie skuszę. Tak jak pisały poprzedniczki to już zaczyna przypominać odkrywanie koła. Blog wspomnianej Asi G. to jest bardzo dobry przykład minimalisty który ciągle ma coś ciekawego do powiedzenia.
    W swojej przeglądarce w folderze ‘blogi’ praktykuję ideę minimalizmu i robię regularne porządki, autor który drastycznie zaniża poziom czy ma długie przerwy w nadawaniu zostaje usunięty. Ta reguła absolutnie nie dotyczy tego bloga! Zawsze warto czekać na wpis choć żal, że tak rzadko. Chociaż można by to interpretować jako minimalizm blogowy w praktyce – raz na kwartał wystarczy 😉

    A z książkowych nowości czy miałyście już styczność z „Dress Scandinavian” Pernille Teisbæk?

  10. Karolina pisze:

    Niestety minimalizm stał się dziś kolejnym marketingowym produktem, który zamiast motywować do „lekkiego” życia sprawia, że traktujemy go jak kolejny trend. Książki zaczynają powielać pierwowzory…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: