Category Archives: Ogólne

Podsumowanie 2018

Witajcie po długiej przerwie! Powrót do regularnego pisania tego bloga był jednym z postanowień na 2018 rok – jednak  nie priorytetowym. Nie udało się, jak wiemy, ale nie mam z tego powodu poczucia winy.  2018 rok był dla mnie między innymi lekcją, jak odpoczywać i odpuszczać. W takim samym kierunku zamierzam iść w 2019 roku, skupiając się na kilku, za to najważniejszych rzeczach. Nie znaczy to, że reaktywacja nie nastąpi 🙂 Wręcz przeciwnie, mam poczucie, że wszyscy czujemy coraz większy przesyt nawałem bardzo podobnych i podanych w podobny sposób treści, więc ta poboczna ścieżka, jaką sobie tutaj dotąd dreptałam, wbrew pozorom może okazać się całkiem kuszącą alternatywą.

Zatem – na zachętę, by nadal tu zaglądać i na prośbę jednej z Czytelniczek – zostawiam Was z listą książek przeczytanych w mijającym roku. Nie ma wśród nich praktycznie tytułów z kategorii „moda” czy „styl życia”, bo żadna z nowo wydanych książek tego gatunku, przeglądanych w księgarniach, nie zachęciła mnie – niestety – do zakupu i lektury.

Część książek z listy poniżej to ponowne spotkania po latach z zasobami własnej biblioteki, część przeczytałam po raz pierwszy. Coraz mniej wśród nich nowości, to też tendencja, którą zamierzam utrzymać, wbrew szaleństwu naszego rynku, na którym promocyjny cykl życia nowego tytułu to najwyżej pół roku. Widać też, że 2018 rok czytelniczo obfitował u mnie w tomiszcza, co odbiło się w statystyce. Zakładałam, że dobiję do co najmniej 70 pozycji, ale powrót do „Wojny i pokoju” i „Anny Kareniny” czy lektura biografii Herberta miały swoje ograniczenia…

  1. Stanisław Lem – „Dzienniki gwiazdowe II” – w 2017 roku odkurzyłam praktycznie całego Lema; 2018 r. to końcówka serii:-)
  2. Gustaw Flaubert – „Pani Bovary” – powrót po latach, czytało się zaskakująco dobrze.
  3. Piotr Łopuszański – „Bolesław Leśmian. Życie nad przepaścią”
  4.  Adam Wiesław Kuik – „Leśmian, Leśmian…”
  5. Witold Gombrowicz „Ferdydurke” – polecam wracać co jakiś czas, działa odświeżająco
  6. Peter Ackroyd – „T.S. Eliot”
  7. Bolesław Leśmian – „Przygody Sindbada Żeglarza” – po latach, na fali Leśmianowych biografii
  8. Wojciech Jagielski – „Na wschód od Zachodu” – jedna z nielicznych nowości, obiektywny i nieoczywisty reportaż o mieszkańcach zachodniej Europy poszukujących „ducha Wschodu” na Wschodzie właśnie
  9. Władysław Kopaliński – „Mój przyjaciel Idzi” – dawka cudownej erudycji w felietonach
  10. Jerzy Jarniewicz – „All You Need Is Love. Sceny z życia popkultury”
  11. Kazuo Ishiguro – „Malarz świata ułudy”
  12. Tony Crabbe – „Nareszcie mam czas” – to jedna z tych nielicznych nowych książek poradnikowych o życiu slow, z której kompletnie nic nie pamiętam 🙂
  13. Jolanta Wachowicz-Makowska – „Panienka w PRL-u”
  14. Mariusz Urbanek – „Brzechwa nie dla dzieci”
  15. Martyna Bunda – „Nieczułość” –  bardzo dobra powieść „środka”, jedna z nielicznych nowości, w przypadku której zachwyty promocyjno-recenzenckie były uzasadnione. Nietrudno zauważyć podczas lektury, że powstawała długo – na jakość potrzeba czasu.
  16. Aleksander Dumas – „Hrabia Monte Christo” – powrót do młodzieżowej lektury sprzed lat, idealnie umilała mi zimowe chorowanie.
  17. Jacek Dehnel – „Dziennik roku chrystusowego”
  18. Stanisław Dygat – „Jezioro Bodeńskie” – jeden z niesłusznie zapomnianych, klasyka…
  19. Marian Berland – „Dni długie jak wieki” – niezmiernie ciekawa relacja ocalałego z Zagłady, która ma też walor literacki.
  20. Donna Farhi – „Joga – sztuka życia” – najlepsza książka o jodze, jaką przeczytałam.
  21. Joseph Conrad – „Jądro ciemności”
  22. Alan Riding – „A zabawa trwała w najlepsze” – książka o życiu elit w okupowanej Francji, dzięki niej odkryłam  Irene Niemirowsky
  23. Irene Niemirowsky – „Francuska suita” – autorka to jedno z moich odkryć 2018 roku. Książka, pisana podczas okupacji, ocalała i została wydana pośmiertnie.
  24. Irene Niemirowsky – „Dawid Golder”
  25. Karolina Bednarz – „Kwiaty w pudełku. Japonia oczami kobiet” – miałam duże oczekiwania wobec tej książki, czekałam na nią i niestety rozczarowała mnie – bardzo dokładnie udokumentowana, z pomysłem, jednak napisana w suchy sposób i bardzo jednostronnie.
  26. Thomas Bernhard – „Kalkwerk”
  27. Anna Kamińska – „Wanda. Opowieść o sile życia i śmierci Wandy Rutkiewicz”
  28. Zbigniew Nienacki – „Pan Samochodzik i Księga Strachów” – znów dziecięca lektura sprzed lat
  29. Anda Rottenberg – „Berlińska depresja. Dziennik”
  30. Olga Tokarczuk – „Opowiadania bizarne”
  31. Mieczysław Pachter – „Umierać też trzeba umieć….” – kolejna relacja ocalałego z Zagłady, tym razem pisana żywym językiem, na pograniczu gwary warszawskiej. Autor miał nieprawdopodobne szczęście i niestandardowe podejście do życia. Bardzo ciekawa postać.
  32. Olga Tokarczuk – „Gra na wielu bębenkach” – po latach, z taką samą przyjemnością
  33. Agata Pyzik – „Biedni, ale sexy” – pomysł ciekawy, ujęcie tematu też, niestety książkę czyta się jak pozszywany zbiór naukowych tekstów i felietonów
  34. Ewa Wanat – „Deutsche nasz. Reportaże berlińskie”
  35. Olga Tokarczuk – „Dom dzienny, dom nocny”
  36. Legs McNeil, Gillian McCain – „Please kill me. Punkowa historia punka” – wbrew pozorom też powrót po latach, podczas lektury uświadomiłam sobie, że czytałam tę książkę dawno temu w oryginale 🙂
  37. Maria Orwid – „Przeżyć… I co dalej?” (rozmawiali Katarzyna Zimmerer i Krzysztof Szwajca)
  38. Piotr Stelmach – „Lżejszy od fotografii – o Grzegorzu Ciechowskim”
  39. Carson McCullers – Serce to samotny myśliwy”
  40. Sławomir Mrożek – „Wybór opowiadań”
  41. Ernest Hemingway – „Pożegnanie z bronią”
  42. Tom Dyckoff – „Epoka spektaklu”
  43. Henry James – „Plac Waszyngtona i inne opowiadania”
  44. Magueline Toussaint-Samat – „Historia stroju”
  45. Monika Piątkowska – „Prus. Śledztwo biograficzne” – literaturoznawcy już się poznęcali nad tą książką, jest w niej sporo błędów, ale jako miłośniczka „Lalki” musiałam przeczytać 🙂
  46. Tadeusz Konwicki – „Kalendarz i klepsydra”
  47. Jaume Cabre – „Opowieść zimowa”
  48. Ziemowit Szczerek – „Tatuaż z tryzubem”
  49. Andrzej Franaszek – „Herbert. Próba biografii” – dwa tomiszcza, na szczęście jako e-book, towarzyszyły mi w wyprawie na Ukrainę. Po tak kompleksowym ujęciu tematu nikt już chyba nie poważy się napisać kolejnej biografii Herberta 🙂
  50. Elena Ferrante – „Genialna przyjaciółka” – dołączam do grona wielbicielek! Nie jest to książka na Nobla, ale bardzo przyzwoita literatura środka.
  51. Elena Ferrante – „Historia nowego nazwiska”
  52. Elena Ferrante – „Historia ucieczki”
  53. Elena Ferrante – Historia zaginionej dziewczynki”
  54. Elena Ferrante – „Córka”
  55. Wiesław Myśliwski – „Ucho igielne”
  56. Tessa Capponi-Borawska, Agnieszka Drotkiewicz – „Smak kwiatów pomarańczy. Rozmowy o kuchni i kulturze” – skąpa objętościowo, lecz bardzo przyjemna książeczka
  57. Lew Tołstoj – „Wojna i pokój”
  58. Krzysztof Varga – „Czardasz z mangalicą”
  59. Danilo Kis – „Ogród, popiół”
  60. Lew Tołstoj – „Anna Karenina”
  61. Wiktor Szkłowski – „Lew Tołstoj” (w czytaniu)

A jakie są Wasze odkrycia książkowe (najlepiej nieoczywiste) z 2018 roku?

Reklamy

O stałości upodobań

Ulubiona torba z czasów studenckich miała kolor ciemnego wina, kształt, o którym dziś mówi się „bucket bag”, co po tłumaczeniu brzmi nieszczególnie pociągająco. W każdym razie była wystarczająco pojemna, by pomieścić wszystko, co wówczas potrzebowałam nosić ze sobą, a zarazem na tyle zgrabna, że nie przytłaczała jak wypchany wór. Była z prawdziwej skóry i kupiłam ją, uciuławszy najpierw odpowiednią kwotę, w sklepie Benettona (to były czasy, gdy znajdowało się tam dobrej jakości buty i torby). Wydawała mi się koszmarnie droga, choć nie pamiętam, ile kosztowała, może 400, może 500 zł. Tyle pieniędzy na torbę! – tak wtedy się myślało, taszcząc jakieś plastikowe, łuszczące się koszmarki. Służyła mi aż do zdarcia, bardzo ją lubiłam. Potem, odkąd zaczęłam pracować i coraz lepiej zarabiać, przez moją szafę przewinęło się mnóstwo toreb i torebek – wśród nich fantastyczne okazy vintage, za którymi polowałam na Etsy. Rzadko noszone, traktowane raczej jak trofeum.

W dzieciństwie marzyłam o tornistrze – nie takim, jakie wtedy można było dostać w sklepach, plastikowym, szkaradnym, ale takim prawdziwym, jak za dawnych czasów, pachnącym skórą (i niestety łatwo plamiącym się atramentem). Taki tornister na szelkach, noszony czasem jako torba na ramię, miała jedna z koleżanek z klasy, która wydawała mi się ucieleśnieniem stylu – dlaczego, nie potrafiłabym wówczas powiedzieć, ale z pewnością chodziło o prostotę. Miała czarne, krótko przycięte włosy a la Japonka, uszytą na miarę bawełnianą sukienkę w niebieskim kolorze zamiast fartucha z poliestru, białe tenisówki. Zawsze wszystko leżało na niej nienagannie. Torby nie udało się wtedy kupić, ale ciągota w tym kierunku pozostała.

Dziś patrzę na kilka toreb, których używam na codzień. Plecak Kanken – niezastąpiony, gdy poruszasz się po mieście rowerem i wozisz ze sobą biuro pod postacią laptopa. Torba typu myśliwskiego z naturalnej skóry, kupiona jakieś osiem lat temu w sklepie na Krakowskim Przedmieściu. Czarna, średniej wielkości torba na ramię z COS i bordowa z &Other Stories – na bardziej eleganckie wyjścia. Dwie bawełniane torby z Marimekko. Obszerna „bucket bag” na ramię, też w kolorze zbliżonym do naturalnej skóry. I ostatni nabytek – też rozważany co najmniej od pół roku, długo odkładany, na który wydałam bardzo świadomie oszczędzone pieniądze – torba na zdjęciu poniżej. Jest dokładnie taka, jak się spodziewałam i nie rozstaję się z nią od paru tygodni. Łatwo dostrzec w niej odpowiednik tamtej torby z Benettona.

IMG_4728

Człowiek wcale nie zmienia się aż tak bardzo, musi tylko uświadomić sobie, kim jest. Im wcześniej, tym lepiej – oszczędzi sobie nieudanych eksperymentów.

Otagowane , , , , , , , , ,

Wabi, sabi i proste życie

Wabi-sabi to ostatnio jedno z najczęściej pojawiających się ostatnio pojęć w kontekście minimalizmu, wymieniane jednym tchem z ikigai i wszystkim innym, co akurat króluje w tym sezonie na księgarnianych półkach (zdaje się, że teraz przyszedł czas na Holandię). Często traktowane bardzo powierzchownie.

Najczęściej kojarzy się go jako kategorię estetyczną, choć wabi i sabi to dwa różne, bliskoznaczne określenia, oba powiązane z koncepcją nietrwałości, ulotności, przemijalności. Stąd połączenia – w kontekście przedmiotów – ze wszystkim, co autentyczne, stare, pokryte patyną, z pozoru nieatrakcyjne. „Piękno wabi sabi to piękno zabarwione smutkiem i melancholią płynącą ze świadomości, że wszystko przemija, powstaje z nicości i w niej ma swój kres” – pisze dr Barbara Cichy z wydziału filozofii Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Jest też oczywiście drugie dno, dotyczące pewnej postawy życiowej bliskiej prostemu życiu czy też minimalizmowi – wycofanie się, wyciszenie, dobrowolna prostota i ubóstwo. Słowo wabi pochodzi od czasownika wabu/wabiru i pierwotnie miało dość pejoratywne znaczenie – poczucie przykrości w związku z doznaniem od kogoś zawodu, osamotnienie ze względu na brak przynależności do grupy towarzyskiej. W epoce Kamakura i Muromachi nowy wydźwięk nadali mu mnisi zen, świadomie rezygnujący ze wszystkiego, co zbędne, podejmujący wyrzeczenia skromnego trybu życia, dzięki czemu mogli oderwać się od przyziemnych trosk. Potem termin wabi przeniósł się na różne dziedziny sztuki, ze szczególnym uwzględnieniem ceremonii herbacianej.

Z kolei sabi pochodzi od czasownika sabu/sabireru i od przymiotnika sabishii. Znaczy tyle, co być samotnym, opuszczonym, ale również „starzeć się, pokrywać patyną”. Zasadza się w nim wyrafinowanie tradycyjnej japońskiej estetyki, która odrzuca wszystko, co zbyt ostentacyjne, idealne, błyszczące, preferując proste, skromne, niedoskonałe formy i nieregularne kształty.

Sięgnijmy do Suzukiego, który opisuje najcelniej, jednocześnie zaznaczając, że wabi jest bardziej adekwatnym określeniem stylu życia, zaś sabi wiąże się raczej z estetycznymi walorami przedmiotów:

Wabi znaczy „ubóstwo” albo w formie przeczącej „nie należeć do modnych kręgów towarzyskich swojej epoki”. Być ubogim to znaczy nie być zależnym od rzeczy tego świata, od bogactwa, potęgi i ludzkich opinii, a zarazem odczuwać w swoim wnętrzu obecność czegoś najcenniejszego, poza czasem i pozycją społeczną: to jest to, co tworzy wabi„.

Wabi jest nie tylko psychologiczną reakcją na pewien rodzaj otoczenia. Znajduje się w nim aktywny walor estetyczny, jeśli zaś go brakuje, niedostatek staje się biedą, samotność przeradza się w odrzucenie lub mizantropię, niechęć do ludzi. Dlatego wabi lub sabi możemy zdefiniować jako aktywną, estetyczną akceptację ubóstwa”.

Źródło zdjęcia: Small Design Ideas

„Wyrażając to w terminologii codziennego życia – wabi to zadowolić się maleńkim domkiem z pokojem na dwie lub trzy tatami (maty) jak drewniana chata Thoreau, talerzem jarzyn zebranych na pobliskim polu, a może też słuchaniem łagodnego dźwięku wiosennego deszczu.”

 

Otagowane , , , , , , , , , , , ,