Category Archives: Z biblioteki minimalisty

Przesyt

Czytam kolejną książkę napisaną przez blogerkę od minimalizmu i prostego życia. Bloga lubiłam, choć od jakiegoś czasu zmienił się w tablicę reklamową, na której poszczególne wpisy związane są z produktami lub akcjami promocyjnymi partnerów. Autorka stara się, jak może, żeby teksty nie przypominały gotowców z materiałów prasowych, ale mimo to jest coraz mniej ciekawie i autentycznie. Książka rozczarowuje. Nic w niej nowego, za to mnóstwo cytatów z różnych mądrych lub znanych ludzi, rozkładania na czynniki pierwsze dość banalnych kwestii – bez szkody dla materiału dobry redaktor mógłby skrócić całość co najmniej o połowę. A co najgorsze, jest niesamowicie wtórnie, włączając w to przetworzone nieco fragmenty z książki Dominique Loreau. Piszę to z przykrością, bo śledząc minimalistyczną blogosferę naprawdę kibicowałam autorce. Dlatego nie podaję nazw i nazwisk.

Nie mam też pretensji, takie jest życie; świetnie, że blogowanie daje dziś możliwość dodatkowych zarobków, rozpropagowania swojej działalności, może być alternatywą dla tradycyjnej pracy. Na miejsce jednej czytelniczki przyjdzie wiele nowych.

Nie pierwszy to zresztą i nie ostatni taki przypadek. Trudno wymyślić koło, dodać coś świeżego i nowego do skomercjalizowanej papki pod nazwą „minimalizm/proste życie”. Polski rynek wydawniczy działa według metody „najbardziej lubimy piosenki, które już znamy”, więc – podobnie jak w przypadku książek o Francuzkach, Japonkach czy hygge – powiela się ciągle te same treści w nowych opakowaniach.

To chyba najbardziej szczera odpowiedź na pytania o przedłużające się milczenie. Co można jeszcze dodać, skoro filozofie spod znaku slow, podlane coachingowym słodkim sosem, wlewają się wszystkimi możliwymi otworami, że aż chce się od nich uciec w barokowe rozbuchanie, w sceny rodem z „Marii Antoniny”?

Reklamy

Luksus niedostępności

W sylwestrowo-noworocznym Magazynie Świątecznym Gazety Wyborczej prognozująca trendy Zuzanna Skalska stwierdziła, że w roku 2017 nastąpi przełom: o ile dotąd przejawem nowoczesności było korzystanie z nowych technologii i co za tym idzie podłączenie do sieci nawet i przez 24 godziny na dobę, teraz sytuacja się odwróci i prawdziwie uprzywilejowani będą ci, którzy mogą zniknąć. Bycie poza zasięgiem stanie się prawdziwym luksusem, podobnie jak sen – przeciwieństwo dominującego dotąd i świadczącego o produktywności wiecznego niewyspania, którym „pracownicy roku” lubią chwalić się przed znajomymi. Za najdroższe i najbardziej ekskluzywne będą uchodzić miejsca, w których możni tego świata mogą się odizolować, zniknąć na jakiś czas z radarów.

Psychiatra Nancy Collier, autorka wydanej w ubiegłym roku książki „The Power of Off” w jednym z rozdziałów zwraca uwagę na jeden z paradoksów, do jakich doprowadziła dostępność taniego lub bezpłatnego wifi w smartfonach: jesteśmy przekonani, że nieustannie musimy przypominać o sobie światu, publikując tweety, komentarze, złote myśli na Facebooku. Dzięki temu zyskujemy poczucie, że jesteśmy ważni i potrzebni, ale im częściej to robimy, nie starcza nam czasu na podstawową działalność, która naprawdę dowodzi naszej wartości. Osobny aspekt to dzielenie się publicznie rozmaitymi szczegółami dotyczącymi własnej prywatności. Im więcej, tym lepiej. Bo wszyscy tak robią, bo jeśli nie pokaże się zdjęcia miłych chwil spędzonych z przyjaciółmi podczas kolacji, to tak jakby sama kolacja traciła na wartości – degraduje ją brak potencjalnych lajków.

Prawdziwa twórczość rodzi się w izolacji i skupieniu. Wisława Szymborska mówiła tak: „Jestem bardzo staroświecką osobą, która ma hamulce i opory przed opowiadaniem o sobie. A może, przeciwnie, ja jestem awangardowa, może w następnej epoce minie moda na publiczne odsłanianie się?” (cytat za książką Anny Bikont i Joanny Szczęsnej „Pamiątkowe rupiecie”, wyd. Znak, 2012).

Otagowane , , , ,

Trzy typy, za którymi nie tęsknię

Porządkowanie relacji międzyludzkich, o którym piszą minimaliści czy też zwolennicy dobrego życia, to ryzykowny temat. Przyznając się do tego, że po etapie porządków związanych z rzeczami postanowiło się również przyjrzeć się swoim znajomościom i z niektórych zrezygnować, a innym poświęcić więcej czasu i uwagi, można narazić się na zarzuty instrumentalnego traktowania ludzi, bezduszności i egoizmu.

Nie wydaje mi się, aby było to słuszne. Wraz ze wzrostem samoświadomości i odkrywania, co jest najważniejsze w życiu, co się lubi, czego nie, czego chciałoby się dokonać, jakie ma się plany, cele i sposoby ich osiągnięcia, przychodzi też moment na rewizję w obszarze ja – inni. Sama należę do osób, które doskonale czują się we własnym towarzystwie i czas spędzony ze sobą jest mi wręcz niezbędny do życia, ale jednocześnie bardzo lubię innych ludzi. Lubię spędzać czas w dobrej kompanii, lubię słuchać, co ktoś ma do powiedzenia, zwykle jeden na jeden albo w kameralnym gronie, ale lubię też czasem przełamać ten schemat uczestnictwem w większej imprezie. Cenię sobie przede wszystkim znajomości długoterminowe i trwałe, ale cieszą mnie również nieoczekiwane, jednorazowe, ale wzbogacające spotkania i poznawanie nowych osób.

Jakiś czas temu jednak – co zbiegło się z zainteresowaniem filozofią slow life i minimalizmu, oraz co za tym idzie, większym wglądem w siebie, własne odczucia i potrzeby – pozbyłam się z telefonu części kontaktów. Zaniedbałam też świadomie pewne znajomości, które, pozbawione tej jedynej podpory, szybko zamarły. Są też takie, które ograniczam do wymiany paru miłych gestów, ale nie oczekuję niczego więcej i poza posłaniem wiązki dobrych myśli podczas, na przykład, odwzajemniania świątecznych życzeń, nie poświęcam im więcej uwagi.

Oto lista typów ludzkich, których nie ma już w moim życiu i za którymi nie tęsknię:

Biorcy – traktują innych jak potencjalnych żywicieli; to kategoria znajomych, którzy odzywają się do ciebie, gdy czegoś potrzebują, ale nigdy nie przyjdzie im do głowy spytać ot  tak, jak się miewasz; nie mówiąc o tym, by poświęcali uwagę twoim problemom albo na przykład zechcieli odwiedzić się, gdy zachorujesz. Przyzwyczaiwszy się, że zawsze dostają wsparcie, na odmowę reagują zaskoczeniem i obrazą. To ci, którzy chętnie zatrzymują się w twoim mieszkaniu, piją z twojego kubeczka i jedzą z twojej miseczki, ale potem spiesząc się na pociąg zapominają się pożegnać i zostawiają brudne naczynia w zlewie.

Ofiary – kategoria nawiązująca wprost do schematu trójkąta dramatycznego; specyficzna odmiana biorcy, któremu znajomi służą za naczynie do opróżniania się z własnych nieszczęść i przykrych życiowych sytuacji. Bezbłędnie wyczuwa osoby empatyczne, chętne do pomocy i współczujące, które jednak po każdym spotkaniu z ofiarą dopada smutek i poczucie utraty  energii.  Jeśli w którymś momencie powiesz ofierze, że nie wchodzisz w rolę ratownika, bo nie jesteś w stanie zaradzić jej troskom i zasugerujesz, żeby poszukała profesjonalnej pomocy, automatycznie stajesz się prześladowcą, na którego będzie się uskarżać innym, ale przynajmniej znajomość samoistnie się rozwiąże.

Misjonarze – ludzie posiadający ugruntowane i jedyne słuszne poglądy; nie poprzestają jednak na ich samodzielnym pielęgnowaniu, ale koniecznie muszą sprezentować je innym. Do tego grona zalicza się typ krytykantów pouczających, jak należy wyglądać/myśleć/pisać/oddychać, choć nikt ich o to nie prosił, jak również wszelkiego rodzaju wyznawców konkretnych poglądów politycznych/religijnych (tych zazwyczaj, ale mogą też być inne kategorie tematyczne), wygłaszających swoje sądy arbitralnym tonem w sytuacjach towarzyskich, bez autorefleksji, że niekoniecznie musi to być przyjemne dla kogoś przebywającego obok i nie podzielającego ich opinii.

Świadomie nie umieściłam tutaj typów wagi ciężkiej, jak manipulanci, oszuści, intryganci i tym podobni, bo zauważywszy symptomy takich schorzeń, staram się zminimalizować kontakty, zanim będzie można mówić o bliższej znajomości.

Odkąd kieruję się zasadą, by unikać wymienionych przypadków, jest mi lżej i przyjemniej. Zamiast tracić energię na podtrzymywanie relacji powierzchownych lub jednostronnych, zostawiających po sobie uczucie niesmaku, poświęcam ją na sprawy dla mnie ważne. Jeśli zmieniłam się w egoistkę  – nie uważam, by w rozumianym w taki sposób egoizmie było coś niewłaściwego.

Pytanie pierwsze: czemu w takim razie wcześniej nie przeszkadzała mi ich obecność? Kiedy człowiek nie wie, dokąd zmierza, tylko dryfuje na autopilocie, nie przywiązuje większej wagi do jakości relacji, bo zwyczajnie nie zastanawia się nad tym głębiej. Bywa, że wypełniają pustkę, jak – z góry przepraszam za porównanie – te wszystkie byle jakie ubrania i buty zalegające w szafie. Nawet jeśli ma poczucie, że z niektórych znajomości niewiele wynosi, albo wręcz na nich traci (nie w sensie materialnym, tylko psychologicznym, rzecz jasna), macha na to ręką, bo przyzwyczaił się do bycia miłym. A bycie miłym potrafi być przekleństwem.

Pytanie drugie: jak wyglądały porządki w tej sferze? Dość prosto: niektóre kontakty wygasły, gdy przestałam się odzywać (nie trzeba długo kombinować, by domyśleć się, że były to takie, w których zwykle ja wychodziłam z pytaniem co słychać lub propozycją spotkania). W przypadku innych (niektóre ofiary, misjonarze) gdy odezwą się do mnie z propozycją spotkania, dziękuję miło za pamięć. Gdy ponawiają sugestię, odpowiadam również uprzejmie, że niestety w najbliższej perspektywie nie znajdę czasu i serdecznie pozdrawiam.

Coś za coś. Zarazem zintensyfikowałam bowiem relacje, które trwają od lat, sprawdzone, dotyczące ludzi, z którymi można nie widzieć się rok, ale zawsze z obopólną chęcią spieszy się na spotkanie i nigdy nie brakuje podczas niego tematów; takie, w których można liczyć na wzajemność zarówno jeśli chodzi o wsparcie w trudnych chwilach, jak i wzajemne motywowanie się i cieszenie z osiągnięć. Do tego doszły nowe – nie zawsze równie głębokie, ale ubogacające. Przedkładam jakość nad ilość. Znając swoje priorytety, wiem, na co chcę poświęcić czas związany z odpoczynkiem – wolę częściej i dłużej spotykać się z prawdziwymi przyjaciółmi albo ludźmi, którzy inspirują i dodają skrzydeł pozytywnym nastawieniem, niż spędzać go w towarzystwie osób z powyższej listy, gwarantując sobie nieciekawe emocje.

A jak jest u Was?

Otagowane , , , , , , , ,