Tag Archives: estetyka

Marki godne zaufania – subiektywny przegląd

Cena i jakość – ten wątek często przewija się w komentarzach. Pisząc tutaj kiedyś negatywnie o jakości w kontekście tańszych sieciówek, przeciwstawiałam jej tzw. średnią półkę. Minęło trochę czasu i dostrzegam smutny symptom: coraz więcej marek z tego segmentu nieuchronnie zmierza w stronę sieciówkowego standardu. Weźmy choćby Benettona i Sisleya – pamiętam doskonale, i to wcale nie z odległej przeszłości, naprawdę porządnie wykonane i pomysłowe pod względem wzornictwa kolekcje – zresztą buty i płaszcz kupione wówczas służą mi do dziś, już co najmniej 3 lata –  a teraz na półkach coraz częściej króluje poliester w najbardziej tandetnym wydaniu, akryl i cienka, przypominająca szmatkę bawełna.

Styledigger ostatnio przedstawiała polskie marki, które ceni za jakość. Dokładam do tego cegiełkę w postaci zestawienia paru marek ze średniej półki – niekoniecznie polskich, ale w Polsce dostępnych (choćby online), które z czystym sumieniem mogłabym dziś polecić innym, przetestowawszy na własnej skórze w ciągu kilku lat prowadzenia tego bloga. Dla kontrastu będzie również lista największych rozczarowań – w kolejnym poście. W obu przypadkach życie zweryfikowało kilka mitów.  O większości firm pisałam już wcześniej. Nie jest to wpis w żaden sposób sponsorowany.

Marc O`Polo – Częstym zarzutem, jaki słyszę pod adresem tej marki, jest nuda i smutek. Rzeczywiście, większość rzeczy występuje w klasycznych krojach i podstawowej palecie kolorów. Moim zdaniem sporo zależy od kolekcji – tegoroczna, oparta na beżach, brązach i pastelach, nie jest w stanie wywołać we mnie żywszych uczuć, natomiast osoby o typie urody Umy Thurman, twarzy kampanii marki, na pewno znajdują sporo dla siebie. Kolorystyka kilku poprzednich była znacznie bardziej żywa i zróżnicowana. Niekwestionowaną zaletą marki jest natomiast powtarzalność, podobnie jak w przypadku znacznie droższego A.P.C. – można być pewnym, że te same elementy garderoby powtórzą się w lekko zmodyfikowanym wariancie co sezon (na przykład zawsze znajdzie się w niej klasyczna dżinsowa koszula, tylko w nieco innym odcieniu albo spodnie typu chinosy), jeśli więc ktoś  kompletuje bazę swojej szafy, może to albo zrobić raz a dobrze, albo spokojnie uzupełniać ją co sezon o te wersje ubrań, które najbardziej mu przypadną do gustu. A potem można już wcale do Marc O`Polo nie zaglądać, przynajmniej przez kilka lat, bo są to rzeczy naprawdę porządnie wykonane i  dopracowane w szczegółach. Buty o podeszwach szytych, a nie klejonych, kołnierzyki i mankiety koszul podszyte dodatkową tkaniną, jeśli torba, to ze skóry, sukienki z bawełnianą, a nie poliestrową podszewką. Najlepiej zaopatrywać się tam w podstawowe, niezbędne ubrania, jak prosta biała koszula, mała czarna, skórzane sandały, podkoszulki z mięsistej, organicznej bawełny. Plusem jest też serwis – gdy rok temu przetarły mi się gumki przy zapięciach ulubionych sandałów, bez najmniejszych problemów przyjęli je do naprawy, choć buty kupowałam dwa lata wcześniej i dawno już nie miałam paragonu. Atrakcją dla stałych klientów są sekretne wyprzedaże – kupony przesyłane na domową skrzynkę pocztową, pozwalające na tańszy o 30 proc. zakup tuż przed ogłoszeniem obniżek w sklepach, a także przygotowywany w duchu „slow fashion” wysmakowany magazyn, ukazujący się raz na kwartał i również przesyłany pocztą.

COS. – To sklep, który długo istniał dla mnie głównie w kategorii „rzeczy, które dobrze podziwiać na wieszakach, ale lepiej trzymać się od nich z daleka”. Gołym okiem widać inspiracje architekturą i designem, a więc trudne kroje, zabawa asymetrią, według opinii niektórych gwarantowany efekt „the man repeller”. Tymczasem ku mojemu zdziwieniu ostatnio coraz częściej coś wpada mi w oko, być może też zależy to od kolekcji, albo po prostu ten styl lepiej wygląda na człowieku po zrzuceniu kilku nadprogramowych kilogramów. Warto mierzyć tam ubrania niekoniecznie spektakularnie prezentujące się na wspomnianym wieszaku, bo często dopiero przed lustrem, na żywym modelu zaskakują  dopasowaniem. Szyte porządnie, zazwyczaj z naturalnych tkanin (wpadki zdarzają się, jak wszędzie, ale niezwykle rzadko), podporządkowane idei minimalizmu w duchu skandynawskim, pożenionym z japońską fantazją. Gołym okiem widać inspiracje architekturą i designem. To też marka pozwalająca skompletować trwałą bazę, tyle że w przeciwieństwie do Marc O`Polo – z pazurem. Jej siostra, &Other Stories, wciąż nieobecna w Polsce, też jest warta uwagi – choć częściej niż bawełnę można tam napotkać poliester, za to godne uwagi są buty (znacznie większy wybór niż w COS) i dodatki.  W COS, podobnie jak w Marc`O`Polo, bez bólu dla portfela najlepiej zaopatrywać się na wyprzedażach, na które czasem trafiają również rzeczy z poprzednich kolekcji.

Marimekko – o tej flagowej fińskiej marce też już tutaj wspominałam, jest celem dla zwolenniczek op-artowych zabaw i ciekawej grafiki. Perfekcja wykonania, supertrwałość ( te legendy o sukienkach Marimekko przekazywanych przez matki córkom), niestety mająca bolesne przełożenie na cenę, ale warto czaić się na wyprzedaże lub na aukcje na eBayu, a będąc w Helsinkach, zajrzeć do przyfabrycznego outletu, będącego celem pielgrzymek japońskich i koreańskich turystów. Nie dziwię się, że Marimekko jest tak popularne właśnie w Japonii – udaje im się bezbłędnie łączyć przeciwieństwa:  ascezę z rozbuchaniem wzorów. Wiem, że są tacy, których od Marimekko będzie odrzucać – zbyt odważne, zbyt kolorowe, zbyt wariackie (choć to tylko najbardziej widoczna część obrazu marki) ale dla kogoś, kto ceni sobie minimalizm, lecz lubi go przełamać pojedynczymi spektakularnymi akcentami, część asortymentu marki będzie niebezpiecznie zbliżać się do ideału.

Filippa K – dostępna w Polsce głównie w sklepach internetowych, skandynawska marka z ubraniami „bazy”, porządnie wykonanymi, ze szlachetnych materiałów. Niestety – podobnie jak wcześniej wymienione – dość droga, więc kierunek wyprzedaż…. To w trakcie jednej z nich udało mi się zupełnym przypadkiem znaleźć za pół ceny granatowy płaszcz ze 100 proc. wełny, na podszewce, jeden z nielicznych brakujących elementów w mojej idealnej garderobie. Uwaga, skandynawska rozmiarówka jest nieco większa od polskiej – to samo zastrzeżenie odnosi się do Marc O`Polo – więc lepiej jednak mierzyć ubrania lub wybierać takie sklepy internetowe, które oferują bezproblemową możliwość bezpłatnej wymiany lub zwrotu w dłuższym okresie.

A.P.C. – ceny szalone, nawet jeśli uwzględnimy obniżki, ale mimo wszystko warto oszczędzać na tę jedną, jedyną rzecz, która wpadnie nam w oko – tym bardziej, że lekko zmodyfikowane ich wersje pojawiają się w kolekcjach firmy co sezon. Na przykład bezbłędne dżinsowe koszule i sukienki, spodnie z surowego dżinsu, skórzane sandały i botki. Niestety, A.P.C. podwyższyło cenę za wysyłkę do krajów europejskich, więc zakupy poprzez ich stronę internetową zupełnie przestały się opłacać – najlepiej odwiedzić butik stacjonarny podczas wyjazdu, najbliższy znajduje się w Berlinie.

Do listy dorzuciłabym jeszcze Weekday – skandynawski minimalizm z odlotami raczej w formie niż kolorystyce (choć też warto uważnie sprawdzać skład materiałów), Muji (zasób solidnej, choć nudnej bazy) oraz brytyjski Toast, którego oferta jest w Polsce dostępna tylko przez internet – choć, co ciekawe, szyją również i u nas i można się nieźle zdziwić na widok metki „made in Poland” – dla koszul, dżinsu, butów i toreb. Zwłaszcza wyprzedażowo, choć najciekawsze rzeczy w najbardziej popularnych rozmiarach zwykle znikają z wirtualnych półek długo przed jej rozpoczęciem.

Jeśli chodzi o marki polskie, mam kilka sprawdzonych, którym ufam bez zastrzeżeń: Wearso (za świetnej jakości bawełnę i wykonanie tych ekologicznych z ducha ubrań, a przy tym za twórczą fantazję i konsekwencję), bynamesakke (też brawo za bawełnę), Dream Nation (w zasadzie wszystko co powyżej, plus kolor), Kaaskas. Fantastycznie nosi mi się kupioną niedawno piżamę Lunaby. Bez mrugnięcia okiem, gdyby tylko cena nie grała dla mnie teraz roli, zainwestowałabym w coś ponadczasowego, a spektakularnego od Joanny Klimas czy Ani Kuczyńskiej. W wypadku nagłego zapotrzebowania na torbę ze skóry zapukałabym do Kurnik Shop albo Slava Varsovia. A jednak tych nazw jest mało, choć oczywiście po zastanowieniu mogłabym wymienić jeszcze kilka innych – które przykuły moją uwagę, które chętnie bym przetestowała (gdybym nagle zapragnęła nie ograniczać, a powiększać zawartość szafy). Popieram ideę wspierania swoich i cieszę się, że pojawia się coraz więcej nowych osób chcących projektować rodzimą modę, ciągle jednak brak mi w niej różnorodności, autorskiego podejścia, odwagi w podejściu choćby do koloru – Dream Nation i Kaaskas są na tym tle chlubnymi wyjątkami.  Z jakością też, niestety, bywa różnie, zwłaszcza w przypadku marek, które chcą szybko odnieść sukces na fali popularności innych, które zapunktowały u odbiorców jakimś produktem – przykładem  może być szary dres, flagowy produkt Risk Made in Warsaw, od którego kilka lat temu zaroiły się stoiska wielu innych sprzedawców na targach młodej polskiej mody.

A jakie są Wasze sprawdzone typy, spełniające zarówno kryteria jakościowe, jak i estetyczne?

Reklamy
Otagowane , , , , , , , ,