Tag Archives: książka

Inspiracje – Francine Jay (Miss Minimalist)

Francine Jay, autorka bloga Miss Minimalist, oraz książki „The Joy of Less” to kolejna osoba z międzynarodowej „minimalistycznej” blogosfery, dzięki której zainteresowałam się tematem upraszczania i w konsekwencji dobrego życia. Bardzo cenię jej bloga, który od dawna jest moją stałą lekturą w poniedziałki i czwartki (ostatnio Francine znów postanowiła zrobić sobie „zimową przerwę” i publikować tylko gościnne wpisy w poniedziałki, ale nie ma obaw – powróci). Od tego roku jest też autorką  portalu Huffington Post.

Poniżej krótka rozmowa z Francine Jay – podobnie jak w przypadku Dead Fleurette, powstała na potrzeby tekstu o minimalistach – jednak nie była nigdzie publikowana w całości.  Zadałam jej wówczas te same pytania, co jej poprzedniczce.

– Czy Twoim zdaniem podejście minimalistyczne, zadowalanie się mniejszą ilością rzeczy, hasła ograniczania konsumpcji – widoczne na blogach, w sztuce, w zachowaniach niektórych grup konsumentów – wyszły już  z niszy i są widocznym trendem, obejmującym również kulturę popularną i sektor „szybkiej mody”? Jeśli tak, jaki jest tego powód?

– Filozofia „mniej znaczy więcej” istotnie zyskuje na popularności. Specjaliści od marketingu i reklamy od lat wmawiają nam, że kupując więcej, będziemy szczęśliwsi. Jednak ludzie zaczynają zauważać, że większa ilość posiadanych dóbr oznacza większą ilość zmartwień i większy dług. Im mniej mamy rzeczy, o które musimy się troszczyć (jak je zdobyć, wykorzystać, czyścić, utrzymać, ubezpieczyć itp.)  tym więcej  czasu, pieniędzy i energii zyskujemy na to, co jest dla nas naprawdę ważne.

– Twoim zdaniem ta tendencja będzie się pogłębiać w miarę jak słyszymy o pogarszającej się sytuacji światowych finansów? Czy będzie to kolejny krótkotrwały trend – recesja minie, ludzie powrócą do dawnych przyzwyczajeń – czy też jest szansa, że tym razem zmieni trwale ich nastawienie do konsumpcji? Często naśladujemy wzorce tylko dlatego, że akurat stały się popularne, nie zastanawiając się głębiej nad związaną z nimi filozofią.

– Ja akurat wierzę, że minimalizm  jest ważnym, nowym ruchem, który zmieni nasze życia, nasze społeczeństwo i całą planetę. Recesja mogła przyczynić się do wzrostu jego popularności, jednak sądzę, że wielu ludzi odkryło, że faktycznie wolą egzystować z mniejszą ilością rzeczy, bo tak jest wygodniej. Mniej stresu, większa wolność, więcej czasu, który można spędzić z bliskimi zamiast troszczyć się o swój dobytek. Nie bez znaczenia jest też fakt, że pośrednio przyczyniamy się w ten sposób do jakości życia na Ziemi – bo im mniej kupujemy, tym czystsze powietrze, tym więcej lasów i mniej wysypisk.

– Jaka jest Twoja osobista filozofia związana z ruchem minimalistycznym?

– Dla mnie życie minimalisty jest podróżą z niewielkim bagażem. Uświadomiłam sobie, jak świetnie jest podróżować z małym plecakiem, zawierającym tylko podstawowe, niezbędne rzeczy, zamiast taszczyć ze sobą ciężką walizę. Podczas spędzonych w taki sposób wakacji czułam, że mogę dotrzeć wszędzie i zrobić wszystko, bo nie ograniczały mnie rzeczy. Chciałam mieć takie samo poczucie w codziennym życiu, dlatego zdecydowałam się pozbyć nadmiaru  dóbr. Chciałam angażować swój czas i energię bardziej na doświadczanie niż posiadanie.

– Na blogu piszesz, że nie przywiązujesz teraz zbytnio uwagi do trendów w modzie i podkreślasz rolę minimalistycznej, ale dobrej jakościowo garderoby – „jakość, a nie ilość”. W jaki sposób doszłaś do tych wniosków? Czy przyczyniło się do tego wychowanie, własne przemyślenia, czy eksperymenty z modą we wcześniejszym okresie?

– Mając dwadzieścia kilka lat, miałam dwie szafy wypełnione ubraniami – wielu z nich prawie w ogóle nie zakładałam! W którymś momencie zwyczajnie zmęczył mnie ten nadmiar, i zdecydowałam, że łatwiej, a zarazem bardziej elegancko, będzie mieć tylko kilka dobrych gatunkowo rzeczy. Byłam też już świadoma negatywnego wpływu „szybkiej mody” na środowisko. Zamiast kupować wiele modnych ciuchów, inwestuję w klasyczne ubrania, które przetrwają lata i zawsze będą na czasie.

– Sądzisz, że takie podejście zwykle przychodzi z wiekiem, czy niekoniecznie – zmęczenie nadmiarem może pojawić się w każdym momencie życia?

– Najczęściej dochodzimy do takich przemyśleń z wiekiem, jednak słyszałam podobne opinie także od osób, które jeszcze są nastolatkami albo studentami. Bardzo się cieszę, że w Internecie dyskutuje się teraz tak wiele o minimalizmie, co pozwala dotrzeć z informacją i wsparciem do ludzi w różnym wieku. Z pewnością zostałabym minimalistką w znacznie młodszym wieku, gdyby wówczas istniały podobne narzędzia!

– Jak przekonałabyś kogoś, kto twierdzi, że minimalizm, zarówno w odniesieniu do stylu, jak i życiowej filozofii – jest głupie i mylne?

– Osobiście twierdzę, że minimalizm jest pięknym , eleganckim sposobem życia. To jak bycie kuratorem galerii sztuki, który wybiera tylko najlepsze i najbardziej znaczące obiekty – by podniosły jakość przestrzeni, w której są umieszczone, czyli jakość życia.

– Nazwałabyś siebie „minimalistką” czy raczej unikasz tego typu etykietek?

– Nie mam kłopotu z nadawaniem mojemu stylowi życia etykietki „minimalistyczny”, jeśli w taki sposób łatwiej mi uświadomić ludziom, o co chodzi, poszukać odpowiednich informacji w Internecie, i tworzyć nowe społeczności, które mogą dyskutować o tym sposobie życia i wspierać wzajemnie własne wysiłki.

– Do you observe that the attitude of so-called „minimalism” – „less is more” – has become more visible nowadays – on blogs, in consumers`behaviour, art etc. making gradually its way into the popular culture and fast food fashion as well? If so, what`s the reason for it – how do you think?

Yes, I think a “less is more” philosophy is steadily growing in popularity. Advertisers have been telling us for years that buying stuff will make us happy. However, people are beginning to realize that more stuff often means more headaches and more debt. The less stuff we have to fuss over (purchase, clean, maintain, insure), the more time, money, and energy we have for what’s truly important to us.

Do you think this tendency would grow as a mass reaction to the world`s financial crisis (there were some interesting posts relating to that topic on other blogs lately)? Would it be another passing „trend” or is there a chance it could change people`s attitude towards consumption? You know, sometimes people are just imitating sth because it`s so popular, following the trend but soon they realise somehow what kind of philosophy is hidden behind it…

I believe that minimalist living is an important new movement that will transform our lives, our society, and our planet. The financial crisis may have contributed to its popularity; however, I think a lot of people discovered that they actually prefer living with less. People have realized the many benefits of living a minimalist lifestyle—like less stress, more freedom, and more time to spend with friends and family rather than fussing over stuff. Not to mention, it’s nice to know we’re contributing to a healthier planet; because the less we buy, the cleaner our air, the fuller our forests, and the emptier our landfills.

What is your personal philosophy hidden behind it? 🙂

To me, minimalist living is like traveling lightly. I realized how wonderful it was to travel with a small backpack, with only the essentials, instead of lugging around a heavy suitcase. When I was on vacation, I felt like I could go anywhere, and do anything, because I wasn’t loaded down with stuff. I wanted to have that same feeling of freedom in my everyday life, so I decided to get rid of all my excess possessions. I wanted to spend my time and energy on experiences, rather than things.

– On your blog, you write that you don`t care much about fashion trends nowadays and praise the minimalist, yet good quality wardrobe – „quality, not quantity”. How did you came to such conclusions? Was it more your upbringing, your own reflections/observations or experiences/experiments with fashion as a teenager?

When I was in my early twenties, I had two closets full of clothes—many of which I hardly ever wore! At some point I simply tired of the excess, and decided it was easier, and more elegant, to have just a few quality items. I was also very concerned about the environmental impacts and human rights violations of the “fast fashion” industry. Instead of buying trendy items, I now invest in classic pieces that will stay in style for years.

– Do you think this attitude usually comes with age, or can come at any time when someone is tired and bored of the excess surrounding him?

I think this realization often comes with age; however, I’ve heard from many minimalists who are only teenagers or in university. I think it’s wonderful that there is so much discussion about minimalism on the internet, providing information and support to people of all ages. I would have become a minimalist at a much younger age if such resources were available then!

– How would you convince someone who states that minimalism – as one`s personal style and an attitude towards all kind of things is boring and dull, that he is probably wrong?

Personally, I think minimalism is an elegant and beautiful way to live. It’s like being the curator of an art gallery, choosing only the best and most meaningful pieces to enhance your space and your life.

Would you call yourself „a minimalist” or would you rather escape from labelling of that kind? Why?

I don’t mind putting a “minimalist” label on my lifestyle, because I think it makes it easier for people to understand and talk about it. It enables people to find information about it on the internet, and come together in communities to discuss the lifestyle and support each others’ efforts.

Otagowane , , , , , , , , ,

Oda do jakości, część 1

Migawka z londyńskiej ulicy, rok 2008. Ulewny deszcz. Dziewczyna, której rozkleiła się na ulicy papierowa torba z logo Primark, obraca się i idzie dalej, nie zadając sobie trudu, żeby pozbierać z mokrego od deszczu chodnika zawartość – stertę świeżo zakupionych ubrań. Najwidoczniej były warte mniej niż rachunek z pralni – stwierdza z przerażeniem obserwujący tą scenę branżowy reporter. A jego reakcję zapisuje Lucy Siegle, dziennikarka BBC i felietonistka „The Observer“, niedzielnego dodatku do dziennika „The Guardian“. I przywołuje w swojej książce „To Die For: Is Fashion Wearing Out The World?“, nowej Biblii świadomych klientów przemysłu odzieżowego. Pisze w niej między innymi o: skórzanej kurtce (skórę impregnowano różnymi chemikaliami w jednej z setek garbarni nad brzegiem Gangesu), lśniącym cekinami topie za jedyne 35 funtów (cekiny mogła przyszywać ręcznie Farida, emigrantka z Delhi, pracująca dla jednego z chińskich podwykonawców znanej międzynarodowej sieci, który płaci jej 21 pensów od sztuki), czy kaszmirowy sweter z supermarketu (podejrzanie tani, ale nie dajmy się zwieść metce oznajmiającej z dumą: 100 proc. kaszmiru. Oględziny pod mikroskopem wykażą, że zmieszanego z wełną i króliczą sierścią).

– Uważajmy, co kupujemy – ostrzega Siegle. – Międzynarodowe sieci ustaliły nowe zasady na modowym rynku.  Podpatruje się najgorętsze trendy sezonu. Szyje szybko, by trafiały do sklepów chwilę po tym, gdy zostaną pokazane na luksusowych wybiegach. I sprzedaje tanio. Tak tanio, że trudno nie spytać: jak to możliwe? A gdy spytasz, w odpowiedzi dostajesz slogany o „indywidualnym modelu redukcji kosztów“ i misji, polegającej na dostarczaniu światowej mody za niską cenę zwykłym śmiertelnikom. Nikt nie zająknie się ani słowem o kosztach produkcji. A przecież dla wielkich sieci nie szyją jeszcze roboty, tylko ludzie zatrudniani często za głodowe stawki u podwykonawców z krajów Trzeciego Świata.

To tłumaczy, dlaczego w ledwo upchanych na wieszakach koszulach , spódnicach czy żakietach z nowej dostawy rwą się szwy, u mankietów dyndają guziki, a ściegi biegną zygzakiem. Sześćdziesięciu pięciu studentów wydziału mody na brytyjskim Northumbia University w ramach eksperymentu stworzyło własną linię produkcyjną najprostszych t-shirtów. W siedem godzin spod ich palców wyszło 95 sztuk. Byli rozczarowani, gdy usłyszeli, że przeciętna fabryka w Bangladeszu z identyczną liczbą pracowników i wyposażona w taką samą ilość maszyn, zdołałaby wytworzyć w tym czasie 900. Średni czas na przeszycie bluzki z jednej strony: 48 i pół sekundy.

Źródło: Live The Minimalism

„Fast fashion“, zauważa Siegle, zagryza też stopniowo odzieżowe marki średniego rzędu. Nie najtańsze, ale też nie bardzo drogie, przykładające wciąż wagę do jakości swoich ubrań. Stanęły przed dylematem: albo utrzymają poziom, albo dostosują się do wyśrubowanego tempa zamówień, narzucanego  przez nowych liderów rynku. To jeszcze dałoby się zrobić. Gorzej z ceną – poniżej pewnego progu jest już tylko bankructwo. Taki problem ma dziś Benetton, rozsławiony w całej Europie mocnymi, prowokacyjnymi kampaniami reklamowymi. Reprezentujący interesy jego założycieli właściciel większościowego pakietu akcji, firma Edizione Holding, ogłosił w lutym, że jedna z najbardziej rozpoznawalnych marek odzieżowych średniej półki może wycofać się z giełdy. Zysk za 2011 r. mógł stopnieć nawet o 30 proc. Gdyby oświecony konsument nie martwił się, że niedługo nie będzie miał gdzie kupić przyzwoitych gatunkowo ubrań, mógłby powiedzieć: mają za swoje. Pamięta dobrze aferę z używaniem przez Benettona wełny od owiec z wielkoprzemysłowego chowu. A pierwsze przykazanie oświeconego konsumenta brzmi przecież: sprawdzaj, gdzie i jak produkują.

Kupując ubranie, nie patrz tylko na cenę – radzi Lucy Siegle. – Zbadaj metkę, skład surowcowy. Poszukaj informacji na temat producenta. Z jakich krajów pochodzą ciuchy? Kto je szyje? Czy właściciel firmy, do której należy marka, sam zatrudnia wykonawców, czy zleca wykonanie kontrahentom? Jakie obowiązują go standardy?

Standardem w Stanach Zjednoczonych i krajach Europy Zachodniej są już podobne pytania. Zadają je nie tylko dziennikarze, ale wpływowi blogerzy – bardzo drobiazgową, wręcz naukową analizę jakości można znaleźć m.in. na blogu Empty Emptor, a także działacze organizacji konsumenckich. W Polsce jako pierwsza wystąpiła z nimi koalicja Clean Clothes, zawiązana przez Polską Akcję Humanitarną, Polską Zieloną Sieć, Karat – organizacje kobiece z Europy Środkowo-Wschodniej i stowarzyszenie EFTE działające na rzecz świadomej konsumpcji.

 Oczywiście, nie wszyscy muszą być równie radykalni jak Lucy Siegle, która nawet ślub brała ekologicznie. (Goście jedli lokalne potrawy, a wodę pobierano ze studni z pompą napędzaną turbiną wiatrową). Ale na jakość tego, co kupujemy, warto zwracać uwagę, niezależnie od jej stosunku do ceny.  Kiedyś ubrania wytrzymywały lata – pisze Amanda Tan z Seattle na swoim blogu Assembled Hazardly. – Teraz wyrzuca się je po sześciu miesiącach, a niektóre nie nadają się do założenia już po pierwszym praniu. Masowa produkcja i chęć szybkiego zarobku zrobiła swoje.  Ale i sprawdzonym, lepszym jakościowo markom zdarzają się wpadki.  O tym już niedługo.

A dziś jeszcze a propos konsumpcji, nie tylko odzieżowej – aktualna Polityka przynosi bardzo dobry wywiad z Dorotą Masłowską. Rzadko się odzywa dziewczyna, ale jeśli już, to mądrze i własnym głosem.

Otagowane , , , , , , ,