Tag Archives: proste przyjemności

Książki 2017

W odpowiedzi na prośbę z komentarza pod ostatnim postem i w celu zmotywowania się do powrotu, przedstawiam moją listę książek przeczytanych w 2017 roku. Uwaga, będzie długa! Jakieś dwa lata temu zaczęłam zapisywać ich tytuły – trochę pod wpływem akcji czytania 52 książek rocznie, żeby przekonać się, ile też czyta naprawdę człowiek zaliczany do wielkomiejskiej inteligencji w Polsce początku XXI wieku – oraz żeby bardziej świadomie dobierać lektury. Mój wybór to ograniczenie nowości na rzecz książek wydanych dawniej, powroty do literackiej klasyki (którą każdy rozumie inaczej; dla mnie jest to raczej Nabokov niż Sienkiewicz), więcej literatury pięknej, większa różnorodność lektur – przeplatanie tych fabularnych biografiami czy pozycjami z półki „literatura faktu”.

A zatem, po kolei:

  1. Michaił Bułhakow, „Mistrz i Małgorzata” (powrót po latach)
  2. Wade Graham, „Miasta wyśnione”
  3. Frank van der Waald „Bystre zwierzę”
  4. Stanisław Lem, „Szpital Przemienienia”
  5. Stanisław Lem, „Astronauci”
  6. Anthony Flint „Le Corbusier. Architekt jutra”
  7. Joanna Szczęsna, Anna Bikont „Pamiątkowe rupiecie, przyjaciele i sny. Wspomnienie o Wisławie Szymborskiej” (powrót po kilku latach)
  8. Michał Olszewski, „#upał”
  9. Simona Kossak, „O ziołach i zwierzętach”
  10. „Sztuka powieści. Antologia wywiadów z The Paris Review”
  11. Joseph Conrad, „Smuga cienia”
  12. Aldous Huxley, „Nowy wspaniały świat”
  13. Agata Michalak, „O dobrym jedzeniu”
  14. Wojciech Bonowicz, „Wagiel. Jeszcze wszystko będzie możliwe” – rozmowa z Wojciechem Waglewskim
  15. Stanisław Lem „Pokój na ziemi”
  16. Stanisław Lem „Felietony ponadczasowe”
  17. Joseph Conrad „Zwierciadło morza”
  18. Peter Wohlleben „Sekretne życie drzew”
  19. Noah Strycker „O ptakach”
  20. Kakuzo Okakura „Księga herbaty”
  21. Wiesław Myśliwski „Pałac”
  22. Erling Kagge „Cisza”
  23. Olga Drenda, Bartłomiej Dobroczyński „Czyje jest nasze życie”
  24. Andrew Scott Berg „Geniusz”
  25. Max Frisch „Homo Faber”
  26. Dariusz Hybel, Maksymilian Nawara „Słuchaj, medytacja jest…” z ojcem Janem Berezą rozmowa post mortem
  27. Aleksandra Żabińska „Ludzie i zwierzęta”
  28. Wiliam Golding „Władca much” (powrót po latach)
  29. Heinrich Boll „Utracona cześć Katarzyny Blum” (powrót po latach)
  30. Italo Calvino „Baron drzewołaz” (powrót po latach)
  31. Stanisław Lem „Człowiek z Marsa”
  32. Stanisław Lem „Fiasko”
  33. Charles Duhigg „Mądrzej, szybciej, lepiej. Sekret efektywności”
  34. Mariusz Urbanek „Makuszyński. O jednym takim, któremu ukradziono księżyc”
  35. Dave Goulson „Żądła rządzą”
  36. Anda Rottenberg „Już trudno” (powrót po latach)
  37. Wojciech Orliński, „Lem. Życie nie z tej ziemi”
  38. „Sztuka powieści. Antologia wywiadów z The Paris Review II” – wywiady z pisarkami
  39. Roberto Salvadori „Piękno i bogactwo. Amerykańscy kolekcjonerzy sztuki w XX wieku”
  40. Joseph Conrad „Nostromo”
  41. Raymond Russel „Locus Solus”
  42. Annemarie Schwarzenbach „Podróże przez Azję i Europę”
  43. James Wallman „Rzeczozmęczenie”
  44. Joanna Czeczott „Petersburg. Miasto snu”
  45. Czesław Miłosz „Rosja. Widzenia transoceaniczne”, cz. I
  46. Rafał Woś, „To nie jest kraj dla pracowników”
  47. Herbert Rosendorfer „Budowniczy ruin”
  48. Sebastian Frąckiewicz „Ten łokieć źle się zgina”. Rozmowy o ilustracji
  49. Herbert Rosendorfer „Wielkie solo Antona L.”
  50. Anna Bikont „Sendlerowa. Życie w ukryciu”
  51. Aleksandra Boćkowska „Księżyc z Peweksu”
  52. „Nieprzysiadalność”. Z Marcinem Świetlickim rozmawia Rafał Książek
  53. Małgorzata Czyńska „Dom polski. Meblościanka z pikasami”
  54. Natasza Goerke „Tam”
  55. Jan Potocki „Rękopis znaleziony w Saragossie” (nowe tłumaczenie; powrót po latach)
  56. Klementyna Suchanow „Gombrowicz. Ja, geniusz” t. I i II
  57. Herbert Rosendorfer „Stefania i tamto życie”
  58. Italo Calvino „Wicehrabia przepołowiony”
  59. Joanna Bator „Purezento”
  60. Anna Kamińska „Simona. Opowieść o niezwyczajnym życiu Simony Kossak”
  61. Italo Calvino „Rycerz nieistniejący”

Do listy nie zaliczam książek, które czytałam zawodowo, bo były mi potrzebne na bieżąco w pracy – tylko czytanie dla przyjemności. Gdy spojrzeć na nią, gołym okiem widać nadreprezentację lektur dotyczących przyrody – taki był to rok. Zdecydowanie najlepszą z przeczytanych książek z tej dziedziny była „O ptakach” Stryckera. Autor-odkrycie roku to Herbert Rosendorfer.

A co o Was mówi Wasza lista lektur z 2017 r.?

 

Reklamy
Otagowane , , , , , , , , , , , , ,

Wakacyjna przerwa

Chciałabym pisać tutaj częściej – od dłuższego czasu zastanawiam się też, jak uatrakcyjnić blog. Wiem, że wielu z Was zagląda tutaj, wyczekując nowych postów. Nie ma co jednak się oszukiwać – teraz intensywnie skupiam się na pracy nad czymś innym, i tak będzie jeszcze co najmniej przez półtora miesiąca. Nie chcę pisać niczego na szybko i byle jak – staram się poświęcać jednej rzeczy naraz, za to stuprocentowo, i dopiero potem to samo robić z kolejną, a jednocześnie nie zaniedbywać odpoczynku. Dobrze się składa, bo akurat trwa letni sezon w nieco zwolnionym tempie, zamiast czytać blogi, lepiej spędzać czas w otoczeniu przyrody, z dala od ekranów. Obiecuję zatem – i nie jest to rzucanie słów na wiatr – że wrócę w połowie września z nową energią, będzie kontynuacja dotychczasowych tematów, ale też nowe. Tymczasem zachęcam do lektury archiwalnych wpisów – i dobrych wakacji wszystkim 🙂

Otagowane , , , , ,

Jak rzucić etat i przeżyć, część 1

Zainteresowanie filozofią minimalizmu, prostego życia, slow life – czy jak je zwał – początkowo sprowadzające się do przeglądu stanu posiadania, stopniowo pociąga za sobą zmiany na głębszym poziomie. Jedną z nich, na skutek zadawania sobie podstawowych pytań, może być zmiana lub porzucenie wykonywanej pracy. Zachęcona komentarzami pod poprzednim postem, kontynuuję temat, rozbijając znów trochę mitów.

Na blogach różnych coachów i minimalistycznych guru (nie wszystkich, na szczęście) przewijają się hasła w stylu Coelho, które można sprowadzić do triady: myśl pozytywnie, wierz w siebie, a wszystko samo się zrobi. Człowiek przekonany, że wykonując dotychczasowe zajęcie tylko marnuje czas, umęczony toksyczną pracą, pragnący całym sercem zmiany, czyta wspaniałe historie o innych, którzy porzucili korpo, a teraz podbijają świat, pracując na własny rachunek, i już oczami wyobraźni widzi się na ich miejscu. Bo przecież każdy może zamienić ośmiogodzinny tydzień pracy na cztery godziny tygodniowo, najlepiej w pięknym otoczeniu gdzieś pod palmami, za które na konto będą spływać miliony. Oczywiście, myśleć pozytywnie należy jak najbardziej, inaczej do sabotażu otoczenia przerażonego naszymi niezrozumiałymi dla większości ludzi wyborami dojdzie jeszcze auto-sabotaż i wspaniałe plany spalą na panewce. Faktycznie też jest coś w tym, że trzeba najpierw zamknąć jakiś rozdział, żeby pojawiły się nowe możliwości, i zwykle, gdy podąża się za swoim, jakoś się zaczyna układać. Zwykle. Nie każdy jednak ma takie szczęście lub tak mocną wiarę.

tumblr_oox8gpT8Tv1tx9kqyo1_500

Źródło: Tumblr

Najbardziej rozsądną drogą, znaną z autopsji, wydaje się mi więc zaciśnięcie jeszcze przez jakiś czas zębów i równoległe podążanie w kierunku, który nas pasjonuje. Rozwiązanie mniej drastyczne, lecz trzeba mieć świadomość, że zanim to drugie zajęcie zacznie przynosić efekty, także w postaci zarobków, minie trochę czasu. A dopóki tak się nie stanie, po drodze będzie go zdecydowanie mniej, co może być zaskoczeniem dla niejednego zwolennika lub zwolenniczki filozofii prostego życia, której jednym z przejawów jest wszak ograniczanie aktywności, celebrowanie chwil, przywiązywanie wagi do wartościowego odpoczynku. Niestety, nic samo się nie zrobi, a doba ma tylko dwadzieścia cztery godziny. Gdy pracowałam ciągle na pełnym etacie i równolegle rozwijałam inne obszary, wolne wieczory i weekendy bywały rzadkością; zdarzało się, że gdy przychodził już taki wolny weekend, zostawałam w łóżku z nagłą chorobą, bo organizm sygnalizował przemęczenie. Trzeba mieć świadomość, na co się decydujemy, żeby nie zrezygnować w pół kroku z poczuciem przegranej, bo wtedy mało prawdopodobne, że spróbujemy wyrwać się na wolność po raz drugi. Żeby nie przewrócić się pod nadmiernym brzemieniem, dobrze jest wtedy zrobić sobie przegląd wszystkich swoich aktywności i odciąć na ten przejściowy czas te wszystkie, które wykonujemy, bo tak wypada, bo kiedyś się chciało, albo z przyzwyczajenia.

Rozsądek rzecz ważna, bywają jednak sytuacje, kiedy staje się największym hamulcowym. Łatwo sobie wytłumaczyć, że jeszcze nie teraz, jeszcze trochę, gdy zmienią się okoliczności, jednocześnie czując, że każda godzina spędzona w dotychczasowym miejscu jest godziną straconą, a przed wyjściem do pracy boli brzuch. Mijają dni, miesiące, lata, szanse na sensowną zmianę maleją. Czasu nikt nie zwróci. W takiej sytuacji faktycznie nie ma na co czekać i męczyć się w dotychczasowym miejscu, tylko pożegnać się od razu z nielubianą pracą i skupić intensywnie na rozwoju nowego przedsięwzięcia. Dobrze jednak wcześniej zapewnić sobie oszczędności, które pozwolą żyć na przyzwoitym poziomie przez minimum pół roku (a jeszcze lepiej: rok). Po takim czasie powinno już być z grubsza wiadomo, czy z tego chleba będzie mąka, czy lepiej zacząć szukać nowego zajęcia w celach wyłącznie zarobkowych, zanim zaczniemy żyć z pasji. To samo dotyczy szczęśliwców, którzy mają zapewnione pasywne źródło dochodu (np. wynajem nieruchomości). W tym drugim przypadku też warto mieć jakieś pieniądze w zanadrzu na wypadek nieprzewidzianych wydatków związanych z utrzymaniem owego źródła (np. remont) i przetrwanie miesiąca-dwóch braku pasywnych dochodów, gdyby taka sytuacja się przytrafiła.

A kiedy już koniecznie musimy natychmiast, w tej chwili zmienić swoje zawodowe życie, nie bacząc na pustki na koncie, to rzucajmy się na głęboką wodę, ale mając pewność, że gdy zaczniemy tonąć, na brzegu stoi ktoś, kto zaraz nas z niej wyciągnie. Wbrew pozorom każdy (albo prawie każdy) ma takie osoby w swoim otoczeniu.

A jakie są Wasze doświadczenia w tej materii?

Otagowane , , , , , , , , , ,